Pewna chińska bajka opowiada o starym mistrzu, który szukał swojego następcy. Każdy z jego uczniów chciał zostać namaszczony na to stanowisko, więc naśladowali oni swojego nauczyciela we wszystkim, ale mimo to mistrz nie mógł się zdecydować. Powtarzał pod nosem: taki sam jak ja. I pewnego dnia pojawił się nowy uczeń, który robił wszystko dokładnie odwrotnie niż mistrz i to on, pomimo protestów pozostałych uczniów, został wybrany następcą. Stary mistrz dostrzegł w nim właśnie siebie - kogoś, kto podąża własną ścieżką[1]. I tu pojawia się pytanie o rolę nauczyciela w polskiej szkole – kim on jest i kim powinien być dla ucznia.
Według słownika języka polskiego nauczyciel to osoba trudniąca się uczeniem kogoś lub czynnik kształtujący czyjąś świadomość, regulujący czyjeś postępowanie[2]. Nauczyciel obok policjanta, sędziego czy lekarza jest zawodem zaufania społecznego. Jednak w ostatnim czasie został dość mocno zdewaluowany. Ostatnie lata, przynajmniej z perspektywy odbiorcy mediów, kojarzyć mogą nauczyciela z kimś niedocenionym, frustratem, biednym i tupiącym nogą, żeby dostać to, co chce. Mam tu na myśli obecne w mediach informacje o tym, jak mało nauczyciele zarabiają, a z drugiej strony informacje o kolejnych podwyżkach, wyliczenia średniej pensji i wytykanie wakacji i ferii. Strajk nauczycieli sprzed kilku lat raczej nie przyczynił się do wzrostu prestiżu zawodowego, a w mojej ocenie, wręcz odwrotnie, pokazał nauczycieli w złym świetle - jako tych żądnych pieniędzy, nie baczących na zdrowie i rozwój dziecka. A przecież to o dziecko w tym wszystkim chodzi, a nie o nauczyciela. Ten ostatni jest jedynie narzędziem do tego, by dziecko się rozwinęło. Myśląc o nauczycielach, szkole i wychowaniu należy pamiętać o tym, co stanowi przyczynę i jednocześnie cel edukacji w ogóle - dziecko i jego rozwój prowadzący do ukształtowania w pełni samodzielnej i świadomej jednostki. Albowiem zadaniem nauczyciela jest wykształcić w dziecku mechanizmy pozwalające mu na samodzielne, dojrzałe funkcjonowanie w dorosłości. Tylko, jakoś tak się dzieje, że to nam nie wychodzi.
Konfucjuszowi przypisuje się takie zdanie: Jeśli myślisz i żyjesz z dnia na dzień, sadzisz ryż. Jeśli myślisz w kategoriach dekad, sadzisz drzewa. Lecz jeśli myślisz kategoriami pokoleń, uczysz ludzi – i ono, uważam, wyraża istotę tego, czym jest edukacja. Ono określa dokładnie, rolę nauczyciela. Otóż jest nią budowanie społeczeństwa poprzez pomoc każdej jednostce w rozwoju. Nauczyciel jest więc przedstawicielem społeczeństwa, które powołało go do pełnienia niezwykle ważnych funkcji, jest więc odpowiedzialnym za realizację społecznych celów wychowania, ale także za wielostronny rozwój swoich uczniów i wprowadzenia ich w świat wartości[3].
Jeśli sprawdzimy zadania nauczyciela określone w podstawowych aktach oświatowych to zauważymy, że ustawodawca jako nadrzędne określił działania dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, a najważniejszym, nad czym nauczyciel ma czuwać, jest zapewnienie bezpieczeństwa uczniom, wspieranie ich rozwoju, współpraca z rodzicami, indywidualizacja procesu nauczania oraz kształtowanie postaw społecznych, moralnych i obywatelskich. Artykuł 5 ustawy Prawo oświatowe stanowi: Nauczyciel w swoich działaniach dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych ma obowiązek kierowania się dobrem uczniów, troską o ich zdrowie, postawę moralną i obywatelską, z poszanowaniem godności osobistej ucznia. Zadania nauczyciela określa też Karta Nauczyciela. Artykuł 6 ustawy wskazuje obowiązki nauczyciela, jakimi są: rzetelne realizowanie zadań związanych z powierzonym mu stanowiskiem oraz podstawowymi funkcjami szkoły: dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą, w tym zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę; wspieranie każdego ucznia w jego rozwoju; dążenie do pełni własnego rozwoju osobowego; doskonalenie zawodowe, zgodnie z potrzebami szkoły; kształcenie i wychowanie młodzieży w umiłowaniu Ojczyzny, w poszanowaniu Konstytucji RP, w atmosferze wolności sumienia i szacunku dla każdego człowieka oraz dbanie o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich[4].
W dokumentach regulujących działania oświatowe mamy więc dość ogólnie wyrażone zadanie nauczyciela, którym jest dbanie o rozwój ucznia. Na plan pierwszy wysuwa się przestrzeganie zasad bezpieczeństwa oraz przekazywanie określonych wartości, szczególnie patriotycznych. Poza tym nic więcej. Gdybyśmy zapytali rodziców, jakie jest zadanie nauczyciela, to zapewne część z nich odpowiedziałaby, że nauczanie – tylko czego? – a inni, że dbanie o rozwój. Dziś dbanie o rozwój, mam wrażenie, że jest zamiennikiem prowadzenia terapii, co może wynikać ze źle rozumianego postulatu indywidualizacji nauczania i dostosowywania metod, ocen, materiału do potrzeb ucznia.
Sam cel dydaktyczny najczęściej przysłania nam w ogóle sens edukacji. Widzimy tylko fakty, przedmioty, żmudne zgłębianie wiedzy, często nieprzydatnej, często nieinteresującej większości uczniów. Bo ta wiedza szkolna jest przecież narzucona i wybrana przez jakiegoś eksperta. A nam, pokoleniom wychowanych w ten sposób, wydaje się, że najważniejszą rzeczą w życiu i w szkole jest wiedza. Stąd tyle dyskusji dotyczących skracania i rozszerzania podstaw programowych, nazywania przedmiotów, wprowadzania nowych przedmiotów i usuwania starych, przetasowania lekturowe itp. Wiedza szkolna jest dziś dostępna na jedno kliknięcie, a jeśli zapytamy AI, to jeszcze wskaże nam, co mamy sądzić na dany temat.
Przychodzi mi w tym miejscu na myśl inna bajka, w której to mistrz kazał uczniom napełnić dzban kamieniami[5]. Jeden z uczniów szybko nawrzucał do niego kamieni i oddał naczynie. Nauczyciel wziął je, podniósł i popatrzył i zapytał, czy na pewno jest pełne. Uczniowie jednogłośnie stwierdzili, że dzban jest pełny. Wtedy mistrz dosypał do niego kilka garści żwiru, kilka garści piasku. A na koniec, ku zdziwieniu uczniów, dolał kilka miarek wody i dosypał soli. Dopiero wtedy stwierdził, że dzban jest pełny. Gdyby zrobił to w odwrotnej kolejności, nie zmieściłoby się wszystko. Myślę, że ta historia świetnie opisuje proces uczenia w szkole. Dajemy dzieciom całą masę informacji o świecie, szczegółów, którymi zapychamy im głowy, nie dając podstaw – wiedzy o nich samych, wiedzy o człowieku i o prawdziwych wartościach. Szczęście mają ci, którzy na drodze swojej przymusowej edukacji spotkali mądrych życiowo nauczycieli, którzy odrobinę tej mądrości im przekazali. Mnie się przypomina moja nauczycielka z podstawówki, która powtarzała jedno zdanie, gdy ktoś przychodził skarżyć - Zacznij od siebie. Była ona dość młoda jak nauczycielkę, ale ta mądrość, której jako ośmiolatka nie rozumiałam, w pewnym stopniu mnie ukształtowała. Może właśnie dzięki temu uważam się za osobę refleksyjną, analizującą swoje postępowanie.
Niestety w naszym społeczeństwie istnieje duża chęć wpływania na innych i wymuszania na innych określonych zachowań, które mają dać nam poczucie komfortu. A co ty było, gdybyśmy przestali hodować społeczeństwo zapatrzonych w siebie narcyzów[6], a zamiast tego uczyć dzieci, żeby zawsze zaczynały od siebie, żeby zwracały uwagę na perspektywę innych – bo to powiedzenie przewrotnie jest właśnie o tym, żeby pamiętać o innych. Zmienić możemy tylko siebie. I zapewne duża część problemów samej szkoły i nauczycieli wynika z tego, że pokutują w nas pewne przekonania i źle pojmujemy niektóre pojęcia. I że naszym celem jest wpływanie na innych. Utraciliśmy z pola widzenia cel wychowania, jakim jest kształcenie w dzieciach poczucia sprawczości i samospełnienia. Celem rozwoju jednostki nie jest bowiem realizowanie zewnętrznych celów, aby wszyscy byli tacy sami, a jej wewnętrznych potrzeb. Ostatnim, piątym piętrem piramidy potrzeb Maslowa jest potrzeba samorealizacji. Najczęściej zatrzymujemy się na czwartym poziomie i popadamy w samozachwyt. Obecnie taką postawę samouwielbienia promują zarówno rodzice jak i nauczyciele u swoich podopiecznych. Ona niestety nie pozwala na osiągnięcie szczytu tej piramidy, a co za tym idzie poczucia szczęścia i spełnienia[7].
Ale jak nauczyć dziecko szczęścia? Czy w ogóle się da to zrobić? Ten problem mieli pewni rodzice, którzy zapytali mistrza o radę[8]. Ten odpowiedział im, że dzieci potrzebują korzeni, czyli silnego poczucia więzi z domem, tradycją i kulturą, stałości i uczciwości oraz skrzydeł, czyli otwartości na świat, szerokich horyzontów i ciekawości. Mimo wskazówek rodzice byli zagubieni, więc mistrz zadał im zagadkę: Relacja między wami powinny być jak między łukiem a strzałą. Rodzice, nie rozumiejąc, popatrzyli po sobie, a nauczyciel podsumował rozmowę: Strzała musi opuścić łuk i cięciwę. I wtedy rodzice pojęli, że nie można trzymać dziecka przy sobie w imię miłości i aby relacja była zdrowa, a dziecko rozwinęło się, musi ono podążyć własną drogą. I to powinno przyświecać nam jako cel edukacji – dziecko ma podążać własną drogą, ale nie możemy tego rozumieć płytko, jako dostosowania wymagań, pisanie opinii i innych tworzonych masowo dokumentów. Bo to nadal nie daje dzieciom skrzydeł, a jedynie udaje wsparcie, pomoc i pracę z dzieckiem. Ono samo musi odkryć, kim jest i podążać tą drogą, a rodzic i nauczyciel mają go wspierać, zorganizować przestrzeń, w której będzie dokonywał odkryć. Ale też dorośli nie powinni zabierać kłód sprzed nóg i ułatwiać zadań.
Bo odkrycie naszego życiowego celu wcale nie jest łatwe, nie jest też łatwe dla rodzica, który wymyślił już rolę swojemu dziecku, pogodzić się z tym wyborem własnym potomka. Musimy więc przeformułować myślenie społeczne, aby nasze dzieci uczęszczałyby do szkół skrojonych na miarę ich potrzeb. Zanim jednak to nastąpi, musi dojść do zmiany myślenia społecznego, co, zgodnie z definicją przywołaną na początku tego tekstu, wykształci nauczycieli o odpowiedniej wiedzy i wartościach. Jednak oni są produktem przekonań i oczekiwań społecznych, jednocześnie ten produkt kreującymi. Aby zapoczątkować zmianę, musimy już edukować nauczycieli, by przynajmniej część z nich, ci zdolni do autorefleksji i aktywni, zmieniali postrzeganie swojej roli i kształtowali dzieci oraz system edukacji w duchu samorealizacji, samoświadomości, by ta młodzież wyrosła na kreatorów nowej rzeczywistości, ludzi spełnionych i szczęśliwych. A co da im szczęście? Na pewno jasny cel życiowy, którym nie będzie tylko posiadanie dóbr konsumpcyjnych i wizerunek w social mediach, ale pomoc innym, tworzenie, praca. W końcu chcemy, by nasze życie miało wartość, a ono ją posiada tylko wtedy, kiedy coś budujemy. To nie muszą być imperia, to może być zgrana rodzina, lokalne więzi społeczne, poczucie sensu w swojej pracy. To one dają ludziom poczucie satysfakcji[9]. A ona jest bardzo ważna, by nadać swemu życiu sens, by mieć cel, konsekwentnie go realizować i mieć poczucie, że nie przeżywamy tego czasu danego nam na ziemi, ale jeszcze czerpiemy z tego głęboką przyjemność.
Nawiązując do pierwszej przywołanej tu historii - jacy mają być Twoi uczniowie? Czy celem nauczyciela jest stworzenie systemowych niewolników, a może własnych klonów. Czy może jednak powinniśmy pomóc dzieciom w rozwinięciu ich własnych cech charakteru, sposobów myślenia i dać im możliwość budowania własnego zdania. Może nie wszyscy muszą być matematykami lub pisarzami, nie wszystkich musi fascynować malarstwo czy kosmos. Może każdy uczeń powinien rozwinąć w sobie to, co daje mu satysfakcję. Ale to rozważania na inny raz, o tym jak realizować zadania nauczyciela. Chcąc budować dobre społeczeństwo i szczęśliwych ludzi, powinniśmy przede wszystkim pomóc młodym ludziom w odkrywaniu tego, kim są i co daje im satysfakcję, bo tylko to da im szczęście.
Przypisy:
[1] Z. Królicki, Bajki chińskie dla dorosłych, Wyd. KOS, Katowice 2023, s. 151-153.
[2] Nauczyciel, [w:] Słownik języka polskiego PWN, sjp.pwn.pl [dostęp: 7.07.2026].
[3] F. Szlosek, Rozwój zawodowy nauczyciela, „Polityka Społeczna” 2014, nr 3, s. 30.
[4] Ustawa z dnia 26 stycznia 1982 r. – Karta Nauczyciela (Dz.U. z 2026 r. poz. 150 z późn. zm.).
[5] Z. Królicki, op.cit., s. 150-151.
[6] T. Erikson, Otoczeni przez narcyzów. Jak obchodzić się z tymi, którzy nie widzą świata poza sobą, tłum. M. Hadziewicz, Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2021, s. 50-55.
[7] T.Erikson, op.cit.
[8] Z. Królicki, op.cit., s. 195-197.
[9] M. Csíkszentmihályi, Flow. Stan przepływu, tłum. A. Haduła, Wydawnictwo Feeria, Łódź 2022.
Notka o autorce: Martyna Lubikowska jest nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej i języka polskiego w szkole podstawowej. Egzaminator E8, terapeuta SI. W pracy nauczyciela najbardziej interesują ją neurobiologiczne podstawy uczenia się oraz psychopedagogika. Bliskie jej są zagadnienia związane z rozwojem dziecka i tworzeniem warunków sprzyjających uczeniu się.


