Patrzę na ten jeden chaber wyróżniający się wśród zieleni i myślę o słowie, którego bardzo często używamy w edukacji. WYJĄTKOWOŚĆ.
Przez lata przekonywaliśmy młodych ludzi, że każdy jest wyjątkowy. Niepowtarzalny. Że ma w sobie coś, co odróżnia go od innych. Intencja jest dobra – chcemy wzmacniać poczucie własnej wartości, pomagać odkrywać mocne strony, dawać prawo do bycia sobą.
Tylko zastanawiam się, czy gdzieś po drodze nie zamieniliśmy prawa do bycia wyjątkowym w "obowiązek bycia wyjątkowym".
Bo skoro każdy ma być wyjątkowy, to może trzeba tę wyjątkowość jakoś udowodnić? Mieć talent, pasję, pomysł na siebie, wyróżniać się i, co najważniejsze odnosić sukcesy.
W praktyce przekłada się to na dążenie do być najlepszym, ciekawym, kreatywnym, przebojowym. A najlepiej jeszcze wiedzieć, dokąd się zmierza i konsekwentnie budować swoją przyszłość. A to wszystko coraz wcześniej.
A co, jeśli ktoś po prostu... jest? Nie odkrył jeszcze wielkiej pasji. Nie chce być liderem. Nie zdobywa nagród. Nie ma potrzeby zmieniania świata. Czasem jest przeciętny w matematyce, całkiem niezły z polskiego, lubi grać wieczorem w gry, spotykać się z przyjaciółmi i nie ma pojęcia, kim chce zostać za dziesięć lat. Czy to za mało?
Myślę o tym również jako nauczycielka. Dużo mówimy o odkrywaniu potencjału ucznia. I słusznie. Sama wierzę w edukację, która dostrzega człowieka, daje mu sprawczość i pozwala szukać własnej drogi. Ale może równie ważne jest danie nie tylko młodemu człowiekowi prawa do zwyczajności?
Do niewyróżniania się, szukania i sprawdzania możliwości. Do dokonywania zmiany zdania i bycia po prostu przeciętnym. Do robienia pewnych rzeczy wystarczająco dobrze, zamiast doskonale.
Może zadaniem szkoły nie jest przekonywanie każdego dziecka, że musi być wyjątkowe. Zamiast tego pokazanie, że nie trzeba być wyjątkowym, żeby być wartościowym.
Ten chaber zwrócił moją uwagę, bo znalazł się akurat w centrum kadru, bo przecież cała łąka nie może być centrum kadru. I wcale nie musi.
Być może jednym z ważniejszych doświadczeń, jakie możemy dziś dać młodym ludziom, jest przekonanie:
"Masz prawo rozwijać swoje możliwości. Masz prawo szukać tego, co Cię wyróżnia. Ale nie musisz nikomu udowadniać swojej wyjątkowości, żeby zasługiwać na uwagę, szacunek i swoje miejsce wśród innych".
W świecie, który nieustannie namawia do budowania najlepszej wersji siebie, zwyczajność może okazać się całkiem potrzebną kompetencją.
Co myślicie? Czy mówiąc dzieciom „jesteś wyjątkowy”, dajemy im siłę – czy czasem dokładamy kolejne oczekiwanie, któremu trzeba sprostać?
Notka o autorce: Joanna Krzemińska jest nauczycielką języka polskiego, terapeutką pedagogiczna, edukatorką i trenerką. Koordynatorka ds. innowacji w Szkołach MIKRON w Łodzi, opiekunka praktyk pedagogicznych studentów Uniwersytetu Łódzkiego i Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej oraz prezeska Fundacji Mozaika Edukacyjna. Autorka i współautorka publikacji metodycznych, materiałów dydaktycznych i podręczników. Prowadzi szkolenia, warsztaty i webinary dla nauczycieli, popularyzując rozwiązania wypracowane w codziennej praktyce szkolnej. Prowadzi stronę "Zakręcony belfer" na Facebooku i w LinkedIn.


