Loading...
Skomentuj i przyłącz się do dyskusji
  • Captcha Image
Sortowanie:  Date  Votes 

4555 Comments

  1. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 140 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Polska szkoła w dalszym ciągu przesiąknięta jest encyklopedyzmem. Większość nauczycieli koncentruje się na przekazywaniu gotowej wiedzy i egzekwowaniu jej zapamiętania. Nie zastanawiają się nad życiową przydatnością informacji, które ma opanować uczeń, tym bardziej nie traktują poważnie zainteresowań samego ucznia. Wyrocznią dla nich jest gotowy program i podręcznik. Kompetencje przydatne w XXI wieku nie zaprzątają uwagi większości z nich. Metody aktywizujące uważają za stratę czasu. Winą za taki stan rzeczy należy obarczyć władze oświatowe, które nie robią niczego w celu zmiany obrazu lekcji. Reforma oświatowa wprowadziła dwa pozytywne rozwiązania - swobodę wyboru i tworzenia programów kształcenia oraz zewnetrzne egzaminy. Jednakże to stanowczo zbyt mało. Brakuje działań, które zmotywowałyby nauczycieli do zmiany metod prowadzenia lekcji. Działań wymuszających położenie nacisku na kształtowanie kompetencji kluczowych w miejsce zapamiętywania encyklopedycznej wiedzy.

  2. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 140 Months Ago
    (+1) Głosuj
    REPORT

    W dziejach edukacji były już takie nowinki techniczne, które miały zdecydowanie udoskonalić proces kształcenia. Mam na myśli podręczniki z kolorowymi ilustracjami oraz płyty z multimedialną zawartością. W obu przypadkach początkowe nadzieje nie spełniły się. Tak samo może być z tablicami interaktywnymi. Edukacyjny efekt nie zależy od technicznego wyposażenia nauczyciela, lecz od jego umiejętności metodycznych. Jeżeli tablica interaktywna zostanie włączona do tradycyjnej lekcji prowadzonej metodami podającymi to szybko spowszednieje i nie przełoży się na przyrost kompetencji uczniów. Obok wyposażenia technicznego konieczna jest zmiana metod prowadzenia lekcji, z takich, w których nauczyciel i podręcznik dostarczają gotowej wiedzy do zapamiętania, na takie, w których uczniowie kierowani przez nauczyciela sami dochodzą do potrzebnej wiedzy. Metody te, zwane aktywizującymi, nie wymagają jednak koniecznego wykorzystywania nowoczesnego sprzętu. Może on być pomocny, jednakże w zupełności wystarczy tradycyjna mapa, album, model itp. To nie tablica interaktywna powoduje przyrost kompetencji, lecz samodzielna i twórcza praca ucznia.

  3. eMPe
    eMPe 139 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Trudno zgodzić się z niektórymi tezami autora. Skuteczność komunikacji między ludźmi z rożnych regionów świata i kultur zależy od swobody posługiwania się tym samym językiem. Patrząc na rozwój globalnej gospodarki i społeczeństwa informacyjnego trudno nie zgodzić się z tym, że angielski jest najważniejszym i najpopularniejszym językiem świata (tylko w Indiach i Chinach angielski studiuje obecnie więcej dzieci i młodzieży niż w Stanach Zjednoczonych). Możemy oczywiście, jak sugeruje autor, uczyć się fińskiego specjalizując się w jakimś obszarze życia gospdoarczego lub społecznego, ale taki język w kontekście globalnym będzie wyłącznie naszym hobby. Tak samo jak inne piękne języki - francuski, niemiecki czy włoski. Są one - podobnie jak polski - wyłącznie językami lokalnymi, których znajomość oczywiście daje nam dodatkowe atuty, ale nie pozwoli nam odnosić sukcesów na większą skalę. Bo nawet firma francuska będzie musiała komunikować się z setkami partnerów, dla których językiem komunikacji będzie angielski. Dlatego dzisiaj za światowe języki można uznać bezsprzecznie angielski, prawdopodobnie również hiszpański oraz - za kilka lat, jak przewidują eksperci od globalizacji - również chiński. To znajomość takich języków będzie się liczyla na arenie międzynarodowej. Jeśli myślimy poważnie o kształceniu młodych ludzi przygotowanych do konkurowania na globalnym rynku pracy, angielski powinien być nauczany od najmłodszych lat. Nie ma co zachwycać się, moim zdaniem, polityką unijną zachęcającą do uczenia się francuskiego czy niemieckiego - wszak wiadomo, które państwa nadają Unii główny ton. Pomysł MEN uważam za trafny, a polskiej młodzieży bardzo potrzebny. Przede wszystkim polski i angielski, a jeśli ktoś będzie miał ochotę, należy mu stworzyć warunki do nauki trzeciego języka. Identyczne podejście mają Francuzi, Niemcy, czy Włosi - tam również angielski uznaje się za najważniejszy język po ich języku ojczystym.

  4. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 139 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    eMPe ma rację, ale tylko teoretycznie. Angielski jest obecnie rozpowszechniony, popularny i modny - nie przeczę (chociaż jako historyk wiem, że mody na języki przemijają, przykładem jest francuski i rosyjski, które też swego czasu miały stać się językami światowymi). Natomiast jego znaczenie dla przeciętnego Polaka jest zdecydowanie przeceniane (przez dwadzieścia parę lat pracy zawodowej nigdy nie miałem potrzeby się nim posługiwać, podobnie zdecydowana większość moich znajomych). Wystarczy trochę podróży po Europie, by się przekonać, że język znany nie koniecznie jest używany i lubiany. Wszyscy uczą się angielskiego, ale wiele narodów europejskich znacznie bardzie sobie ceni ludzi znających ich język ojczysty. Lepiej być kimś wyjątkowym dla Francuza czy Niemca, niż jednym z miliardów dla Chińczyka. Ale nie w tym tkwi istota moich obaw. Obserwuję praktykę szkolną w Polsce i coraz wyraźniej widzę, że w przypadku języków obcych rozwija się ona w złym kierunku. System szkolny nie daje uczniowi (zdecydowanej większości) alternatywy - nauczymy cię bardzo dobrze angielskiego i przyzwoicie hiszpańskiego lub chińskiego (do wyboru). Uczeń powoli zaczyna mieć ofertę taką - nauczymy cię bardzo dobrze angielskiego, a o innych językach będziesz tylko wiedział, że istnieją. Taka praktyka jest ewidentnie szkodliwa dla młodego człowieka. Wolałbym, aby moje dziecko znało angielski tylko dobrze, ale za to równie dobrze francuski czy niemiecki.

  5. GRAŻYNA SZEWCZYK
    GRAŻYNA SZEWCZYK 138 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Jestem nauczycielem historii w liceum oraz dyrektoren tegoż liceum- przygotowuję uczniów do matury. Moje koledzy i ja prowadzimy dodatkowe zajęcia dla maturzystów aby "zdążyć" przygotować ich do matury i zrealizować podstawę programową oraz wyrobić umiejętności związane ze standardami wymagań. Rodziców naszych uczniów nie stać na korepetycje, które w tej chwili są już normą w szkołach. Nie zgadzam się z Pańską opinią dotyczącą podstawy programowej z historii do szkoły ponadgimnazjalnej. Obecny program z historii to 5 godzQuote from 7 na rozszerzenie w mojej szkole. To jest zbyt mało przy obszernej podstawie i dużych wymaganiach maturalnych. Proszę zwrócić uwagę na arkusz rozszerzony i system punktacji testu z wiedzy podstawowej. Historia jest jedynym przedmiotem "dotkniętym" taką zmianą - np.jedna pomyłka w odpowiedzi składającej się z czterech punktów skutkuje otrzymaniem "O" pkt. Ten egzamin decyduje o przyjęciu na studia. Obecnie musimy w ciągu 2.5 roku wyrównać braki w podstawowych umiejętnościach, które zgodnie z podstawą uczeń wynosi z gimnazjum. To fikcja - przeprowadziłam test diagnostyczny "na wejściu" w obecnej klasie I - wynik - 28/100. Nauczyciel w gimnazjum musi pracować z uczniem słabym, aby mógł napisać egzamin- nie rozwija w uczniach umiejętności zbędnych do egzaminu gimnazjalnego bo nie ma czasu. Przy 8 godzinach rozszerzenia i 1 godz. kończącej cykl z gimnazjum, uczeń nie będzie w stanie przystąpić do egzaminu na poziomie rozszerzonym. Nauczyciel zdąży "po łebkach" zrealizowć metodą wykładu podstawę programową. Gdzie czas na umiejętności, indywidualizację? Jedyna jej zaleta to precyzyjne określenie co uczeń powinien umieć. Nadal brak dyskusji - czego uczyć na historii i jak to robić, w sytuacji gdy uczniowie coraz mniej czytają i nie znają podstawowych pojęć historycznych,a na widok mapy mają przerażenie w oczach?:

  6. fvg
    fvg 138 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Należy pochwalić za temat artykułu - ale autorowi uciekł najważniejszy problem... Per analogia: z kosmosu dochodzi do nas różnego rodzaju promieniowanie - czyli dochodzi do nas jakiś sygnał - biorąc pod uwagę, że ów sygnał zawsze wysłany jest przez "coś" śmiało możemy nazwać go prawdziwym - nie ma fikcyjnych sygnałów i teraz problem polega na tym, jaką informację chcemy otrzymać.
    Tutaj nie chodzi o odseparowanie prawdziwego od nieprawdziwego, tutaj chodzi o odseparowanie potrzebnej nam informacji od niepotrzebnej - i to powinien być problem rozważany przez autora.

  7. Anna GIl
    Anna GIl 138 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Świetny artykuł. W ogóle gdy wczoraj przypadkiem trafiłam na tą stronę poszukując info na temat stylów uczenia się (dla mojego ost. projektu - nowy system edukacji i sieć "realnych szkół kinestetycznych" opartych na transformacyjnym uczeniu się dla przyszłości (zainteresowanych zapraszam do kontaktowania się ze mną, gdyż na razie jestem sama, a taki zespół, powiedzmy zespół marzeń, może zdziałać dużo i szybko), byłam zszokowana (oczywiście pozytywnie), nie myślałam, że już może istnieć podobny portal, gdzie potwierdza się zdobyta przeze mnie wiedza (gł. Kiyosaki, Toffler, Godin, Allen, Hansen). Bardzo cieszę się, że funkcjonuje coś takiego jak edunews.pl.
    Wracając do artykułu... społeczeństwo (mam głównie na myśli Polaków) musi zacząć przygotowywać się do tego co gotuje nam przyszłość. Aby nie paść ofiarą opisywanej przez Tofflera choroby - szoku przyszłości, winniśmy odpowiednio przygotować się by mieć "miękkie lądowanie" w tej trzeciej fali, gdy natychmiastowo będziemy musieli stać się społeczeństwem informacyjnym, czy raczej społeczeństwem wiedzy (co wg. mnie jest o wiele lepszym i bezpieczniejszym określeniem), powiedziałabym nawet społeczeństwem transformacyjnym. Ale jakże mamy miękko wylądować, skoro jedna z najważniejszych konstrukcji, systemu naszego spadochronu zawodzi? Chyba najważniejszą podstawą do miękkiego wylądowania jest system edukacyjny, gdzie powinno wykształcać się intelekt jednostki ludzkiej, gdzie powinno uczyć się transformacyjnego uczenia się i odpowiednio przygotować do bliskiej już przyszłości, do sprawnego funkcjonowania w nowym świecie. Podczas gdy mamy funkcjonujący wciąż system wzrokowo-słuchowy w szkołach (wszystkich grup wiekowych i kierunków), a świat coraz to nowocześniejszy wymaga kinestetyzmu, dużej aktywności psychicznej, rozbieżności uwagi. Mamy też system typowy socjalistyczny (być może odpowiedni jedynie dla ludzi urodzonych przed 1945 rokiem), system ten nauczając poszczególnych specjalności ma naprawdę za zadanie przesuwać nas na taśmie produkcyjnej w fabryce rzetelnych pracowników i niczym w butelki nabijać w nas wiedzę nie przydatną zbytnio do życia w przyszłości (jak powiedział mi kiedyś pewien szanowany przeze mnie nauczyciel gimnazjum).
    Radzimy naszym dzieciom: ucz się pilnie a później zdobądź dobrą i pewną pracę(R. Kiyosaki), tyle, że żmudną pracę za parę lat wykonywać będą jedynie maszyny. PRL wykazał się wg. mnie dużym brakiem szacunku do istoty ludzkiej, ponieważ potraktował ją (i nadal traktuje przybrawszy inną postać) jako przedmiot pracujący jak najbardziej powtarzalnie i nie muszący zajmować się twórczym myśleniem (nawet zabraniano tego, z resztą jak dziś). Podczas gdy człowiek nie powinien być przedmiotem pracującym, a podmiotem całego postępu. Powinien być pomysłodawcą, strategiem i ewentualnie analitykiem (bo do tego jest stworzony), a wykonaniem niech zajmą się maszyny, głupie i wykonujące żmudną, powtarzalną i bezmyślną (przeważnie fizyczną) pracę. A UE mówi, że mamy wysoki poziom nauczania w Polsce... Dyskutowałabym na ten temat, ale cóż...
    Uczymy się informacyjnie czyli intelektualnie, myśląc głową, ustrukturyzowanie, sztywno i poprzez powtarzanie, błąd! A od czego mamy inteligencję emocjonalnąGolemana? Nie oszukujmy się. Człowiek jest stworzony by rozumieć sercem, myśleć kreatywnie, intuicyjnie i mieć zaufanie do edukacji, a nie obawę przed nadmiarem nauki. Musi zrozumieć i skłaniać się do myślenia, a nie wykuwać gotowe formułki a następnie spisywać je ze ściągi bądź z głowy (dziś prędzej to pierwsze) na egzaminie dojrzałości. Czy to nie zabawne? Kto to wymyślił? Heh...
    Wchodzimy w coś zupełnie nowego, odmiennego, co raz na zawsze i bezpowrotnie zmieni nasze całe społeczeństwo w skali światowej jak i indywidualną psychikę jednostki ludzkiej. Nie da się tego ominąć. Postęp (błędnie dziś definiowany i kojarzony głównie z maszynami i kominami)powinien być nauką na błędach i rozwojem psychiki człowieka, co dosięgnie każdego z nas. Dlatego trzeba stwarzać ludziom możliwości zdrowego rozwoju. Musimy stawiać na praktyczną wiedzę i na praktyczny system, a nie system kompletnie przestarzały (błędny, oszukańczy, fikcyjny). Szczególną uwagę należy zwrócić na dyscyplinę umysłu - intelekt, który jest gromko zaniedbywany (niektórzy nawet sądzą, że celowo w celu powtórnego zniszczenia inteligencji polskiej jak za dawnych lat). Należy w końcu uwolnić człowieka i jego piękną twórczą naturę zamkniętą bezczelnie w skorupie oszukańczych systemów, uczących nas nie tych co trzeba wartości i wiedzy. Nie można dopuścić by młodzież (jak i również dorośli) po wyjściu ze swych szkółzastali nie to, do czego byli przez lata przygotowywani. Trzeba nam myśleć teraz transformacyjnie (nie informacyjnie) i biorąc pod uwagę przyszłość, a nie teraźniejszość. Jeśli spełnimy te wymogi postępu tworząc miejsce nie produkcji lecz produktywności, nauczyciele podobni dziś sofistom (antyczni wędrowni nauczyciele, których głównym przekazem była praktyczna prawda i nauka) staną się jedną z najważniejszych grup społecznych i zarówno oni, jak i ich uczniowie funkcjonować będą we wszechstronnym dobrobycie, jaki oferował im już od początku istnienia ich własny umysł i jego potęga, dotąd tłumiona (polecam także Potęgę podświadomości ;])

  8. Janko Pytlak
    Janko Pytlak 137 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Chyba mamy zastosowanie metod sugerowanych w artykule pt. "Jak korzystamy z gier komputerowych" (15.05.08). Takie gry jak np. "lemon market" są już od dość dawna w sieci (chociażby portal NBP). Na pewno gry edukacyjne dot. przedsiębiorczości powinny być tak zaprojektowane, aby promować rozumowanie wsparte m.in. jakąś elementarną matematyką np. wiedzą o tym, że maksimum funkcji kwadratowej realizuje się w wierzchołku paraboli. Ale to młodzież łatwo podłapie, ktoś napisze im aplikacje "poolicz parabole" w php-ie i nici z mądrości. Parametry gry powinny tak się zmieniać, żeby uczeń musiał choćby odczytywać przybliżone rozwiazania z wykresu dowolnej funkcji (a ten już może od biedy być rysowany nawet w Excelu, Graphie itp. bez znajomości wielomianów wyższych stopni, czy funkcji wykładniczej). Niestety oko wyrabia się (znaczy słabnie?) dopiero przy "strzelankach". Ale tak na oko, to ma szanse zadzialać, oczywiscie do czasu, aż Google zaindeksuje rożne narzędzia do łamania gier. Wtedy bedzie szał plagiatów, choć już nie prac dyplomowych...

  9. Szymon Waliczek
    Szymon Waliczek 137 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Osobiście zgadzam się z opinią zawartą w artykule, iż blog może posłużyć rozwijaniu umiejętności pisania własnych tekstów u uczniów. Jako student polonistyki na specjalności nauczycielskiej, właśnie w tym narzędziu widzę wielkie możliwości, które można wykorzystać w dydaktyce. Zwykłe wypracowanie schowane do szuflady nie daje satysfakcji. Co innego tekst umieszczony w sieci i komentowany przez różnych czytelników, nie tylko uczniów danej klasy, czy jednego nauczyciela.
    Myślę, że blog jest również bardzo dobrym miejscem promowania i doskonalenia własnej twórczości pisarskiej, gdzie kontakt z odbiorcą jest natychmiastowy.
    Polskiej edukacji potrzeba odwagi oraz wyjścia ku nowemu, a nie trzymaniu się zasady, iż tyle lat coś było robione, to po co to zmieniać... Jestem za blogiem!!!

  10. krzysiekwie
    krzysiekwie 137 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Projekt już od pewnego czasu nazywa się Grandparen&Grandchildren - rozumiem, że polska wersja nazwy Dziadkowie i Wnuki to dobra próba oddania sprawiedliwości Babciom i Wnuczkom, tym bardziej artykuły takie jak ten powinny uważniej podchodzić do kwestii nazewnictwa - szczególnie jeśli sama autorka - nawet jeśli nie myśli o byciu babcią, z pewnością jest czyjąś wnuczką.

  11. Szymon Waliczek
    Szymon Waliczek 136 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Pod tajemniczym "cosiem" kryje się wielka fala krytyki, która od Bałtyku po Tatry (lub w innym kierunku) przepłynie przez Polskę, kiedy się okaże, że obiecane szkolne laptopy będą miały znaleźć się w szkołach na 99,9%.
    Chciałbym się jednak mylić. Oto kilka hipotetycznych zarzutów, jakie być może (oby nie!) będą stawiane, gdy już ostatecznie laptopy będą wprowadzone do szkół.
    1. Zagrożenia. Już słyszę postulaty dotyczące niebezpieczeństw czyhających w sieci na bezbronne dzieci i młodzież. Począwszy od różnego typu stron, witryn, po osoby, mające złe intencje. Tylko pytanie do wszystkich: czy Wasze dzieci korzystają z Internetu? W większości usłyszę odpowiedź: tak! Więc teraz im niby nic nie zagraża? Uważam, iż powinniśmy właśnie teraz, póki dostęp do sieci jest taki, jaki jest, uczyć się wszyscy (uczniowie, rodzice, nauczyciele), jak efektywnie wykorzystywać dobrodziejstwa techniki, a nie widzieć w nich tylko zagrożenia, które przecież są wszędzie niezależnie od tego czy jesteśmy on- czy off-line.
    2. Co książka to książka. Tylko moje pytanie: czy treść i przekazywana wiedza zmienią się, jeżeli umieścimy je w jedynym pliku? Nie znam takich zasad, które pozwalałby na dokonywanie takowych zmian. A przecież obecnie większość książek powstaje przy użyciu komputera i później idzie dopiero do drukarni. Gdzie więc jakakolwiek zmiana? Ano są w komputerze i nie można robić na nich notatek ołówkiem (sic!).
    3. Dzieci i młodzież za dużo czasu spędzają przed komputerem. Będą przy tym opychać się niezdrowym jedzeniem, rozrastać się w zastraszającym tempie itd. Tutaj problem można potraktować dwutorowo. Po pierwsze, czy nie lepiej w takim razie nauczyć (o czym wspominałem w pkt 1) efektywnego wykorzystania tego czasu, zamiast na siłę odciągać młodych od komputera? Jeżeli już siedzą i są w sieci, niech przy okazji czegoś się uczą, szukają, poznają. Z własnego doświadczenia wiem, że udział w międzynarodowym kursie, przy wykorzystywaniu Internetu, daje dużo, dużo więcej niż ślęczenie nad książkami, które wszystkiego mi nie powiedzą. A już na pewno, przy okazji pracy, nie umożliwią komentowania meczów Euro 2008 z kolegą z Chorwacji!
    Po drugie, przy okazji wprowadzania nowych technologii do szkół, warto by pomyśleć nad ciekawymi rozwiązaniami dotyczącymi takiego przedmiotu jak wychowanie fizyczne. Pod koniec 3 klasy gimnazjum organizuje się komersy, później są studniówki, uczmy się więc tańczyć na lekcjach w-fu. Jeżeli ktoś połknie bakcyla, zapewniam, wyjdzie z domu, aby się właśnie poprzez taniec rozerwać. Wprowadźmy elementy samoobrony, a nie tylko bieganie na czas, czy kilka gier zespołowych. Ważnym jest, aby rozwój intelektualny szedł w parze z fizycznym - nie zatrzymujmy intelektu tylko dlatego, że nie potrafimy jednocześnie zainteresować młodych ludzi sportem (ogólnie aktywnością fizyczną).
    4. Nauczyciele. Z pewnością po tym komentarzu dostane pracę w szkole;). Jednak moja wyobraźnia podsuwa mi właśnie obrazek, na którym widzę nauczycieli, którzy protestują przeciwko laptopom i edukacji przy ich użyciu. Dlaczego? Najtrudniej nauczyć czegoś nowego osoby, który same uczą lub będą to robić dalej. I wiem to z własnego doświadczenia, jako że jestem studentem filologii polskiej na specjalności nauczycielskiej. Niestety, dla większości uczących będzie to przeskok niemalże cywilizacyjny, edukacyjny przewrót kopernikański, który urośnie do rangi wybuchu bomby atomowej! Bo tego nie znamy, bo nie potrafimy, bo to, bo tamto - skąd my to znamy! Zmianie musi ulec nasza mentalność. Który/-a nauczyciel/-ka ma np. bloga, do którego 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu ma dostęp rodzic? A ja znam osobę, podejmującą się od września bycia nauczycielem, która zaczęła właśnie od założenia sobie bloga, aby wszystko było jasne i klarowne dla wszystkich (dla niej, rodziców, szczególnie dla uczniów). Niczym mantrę na studiach powtarzano mi i moim koleżankom, że nauczyciel to zawód, który wymaga nieustannego doskonalenia się! I kiedy wierzę że rodzice, którzy być może widzą jakieś zagrożenia w tych laptopach, to mimo to zgodzą się na nie, to z drugiej strony najbardziej obawiam się (o) tych, którzy będą odtąd musieli z nich korzystać - nauczycieli. Na marginesie: wielu z nich już korzysta i chwała im za to!

  12. Szymon Waliczek
    Szymon Waliczek 136 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Pod tajemniczym "cosiem" kryje się wielka fala krytyki, która od Bałtyku po Tatry (lub w innym kierunku) przepłynie przez Polskę, kiedy się okaże, że obiecane szkolne laptopy będą miały znaleźć się w szkołach na 99,9%.
    Chciałbym się jednak mylić. Oto kilka hipotetycznych zarzutów, jakie być może (oby nie!) będą stawiane, gdy już ostatecznie laptopy będą wprowadzone do szkół.
    1. Zagrożenia. Już słyszę postulaty dotyczące niebezpieczeństw czyhających w sieci na bezbronne dzieci i młodzież. Począwszy od różnego typu stron, witryn, po osoby, mające złe intencje. Tylko pytanie do wszystkich: czy Wasze dzieci korzystają z Internetu? W większości usłyszę odpowiedź: tak! Więc teraz im niby nic nie zagraża? Uważam, iż powinniśmy właśnie teraz, póki dostęp do sieci jest taki, jaki jest, uczyć się wszyscy (uczniowie, rodzice, nauczyciele), jak efektywnie wykorzystywać dobrodziejstwa techniki, a nie widzieć w nich tylko zagrożenia, które przecież są wszędzie niezależnie od tego czy jesteśmy on- czy off-line.
    2. Co książka to książka. Tylko moje pytanie: czy treść i przekazywana wiedza zmienią się, jeżeli umieścimy je w jedynym pliku? Nie znam takich zasad, które pozwalałby na dokonywanie takowych zmian. A przecież obecnie większość książek powstaje przy użyciu komputera i później idzie dopiero do drukarni. Gdzie więc jakakolwiek zmiana? Ano są w komputerze i nie można robić na nich notatek ołówkiem (sic!).
    3. Dzieci i młodzież za dużo czasu spędzają przed komputerem. Będą przy tym opychać się niezdrowym jedzeniem, rozrastać się w zastraszającym tempie itd. Tutaj problem można potraktować dwutorowo. Po pierwsze, czy nie lepiej w takim razie nauczyć (o czym wspominałem w pkt 1) efektywnego wykorzystania tego czasu, zamiast na siłę odciągać młodych od komputera? Jeżeli już siedzą i są w sieci, niech przy okazji czegoś się uczą, szukają, poznają. Z własnego doświadczenia wiem, że udział w międzynarodowym kursie, przy wykorzystywaniu Internetu, daje dużo, dużo więcej niż ślęczenie nad książkami, które wszystkiego mi nie powiedzą. A już na pewno, przy okazji pracy, nie umożliwią komentowania meczów Euro 2008 z kolegą z Chorwacji!
    Po drugie, przy okazji wprowadzania nowych technologii do szkół, warto by pomyśleć nad ciekawymi rozwiązaniami dotyczącymi takiego przedmiotu jak wychowanie fizyczne. Pod koniec 3 klasy gimnazjum organizuje się komersy, później są studniówki, uczmy się więc tańczyć na lekcjach w-fu. Jeżeli ktoś połknie bakcyla, zapewniam, wyjdzie z domu, aby się właśnie poprzez taniec rozerwać. Wprowadźmy elementy samoobrony, a nie tylko bieganie na czas, czy kilka gier zespołowych. Ważnym jest, aby rozwój intelektualny szedł w parze z fizycznym - nie zatrzymujmy intelektu tylko dlatego, że nie potrafimy jednocześnie zainteresować młodych ludzi sportem (ogólnie aktywnością fizyczną).
    4. Nauczyciele. Z pewnością po tym komentarzu dostane pracę w szkole;). Jednak moja wyobraźnia podsuwa mi właśnie obrazek, na którym widzę nauczycieli, którzy protestują przeciwko laptopom i edukacji przy ich użyciu. Dlaczego? Najtrudniej nauczyć czegoś nowego osoby, który same uczą lub będą to robić dalej. I wiem to z własnego doświadczenia, jako że jestem studentem filologii polskiej na specjalności nauczycielskiej. Niestety, dla większości uczących będzie to przeskok niemalże cywilizacyjny, edukacyjny przewrót kopernikański, który urośnie do rangi wybuchu bomby atomowej! Bo tego nie znamy, bo nie potrafimy, bo to, bo tamto - skąd my to znamy! Zmianie musi ulec nasza mentalność. Który/-a nauczyciel/-ka ma np. bloga, do którego 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu ma dostęp rodzic? A ja znam osobę, podejmującą się od września bycia nauczycielem, która zaczęła właśnie od założenia sobie bloga, aby wszystko było jasne i klarowne dla wszystkich (dla niej, rodziców, szczególnie dla uczniów). Niczym mantrę na studiach powtarzano mi i moim koleżankom, że nauczyciel to zawód, który wymaga nieustannego doskonalenia się! I kiedy wierzę że rodzice, którzy być może widzą jakieś zagrożenia w tych laptopach, to mimo to zgodzą się na nie, to z drugiej strony najbardziej obawiam się (o) tych, którzy będą odtąd musieli z nich korzystać - nauczycieli. Na marginesie: wielu z nich już korzysta i chwała im za to!

  13. krzysiekwie
    krzysiekwie 136 Months Ago
    (+2) Głosuj
    REPORT

    Poraża zamiłowanie autora do matematyki. Wyliczenie 13 i pół godziny z 18 w tygodniu jest świetne. Liczba uczniów/Liczba nauczycieli jeszcze lepiej. Aż żałuję że nie jestem nauczycielem. Miałbym moralne prawo poznęcać się nad umysłowym kalectwem i zacięciem propagandowym - no ale ktoś przecież autora tak nauczył myśleć.

  14. Szymon Waliczek
    Szymon Waliczek 136 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Owe "coś" oznacza, że coś w tym artykule jest - chyba nigdy nie dostane pracy, jako nauczyciel ze swoimi poglądami nt. polskiej edukacji;) - tym czymś jest prawda... Przynajmniej tak uważam!

    Sam byłem tylko i wyłącznie na praktykach w szkole podstawowej oraz w gimnazjum. Przeprowadziłem w sumie około 40 godzin lekcji języka polskiego - do każdej musiałem się przygotować. Lecz przyznaję, że samo stworzenie lekcji nie było dla mnie tak czasochłonne, jak tworzenie konspektu do tej lekcji. Myślę, że nauczycieli w Polsce zabija papierkowa robota i rzeczy z nią zawiązane...

    Coś czego boją się sami nauczyciele i związki zawodowe, że muszą nastąpić zwolnienia w oświacie i podniesienie liczby godzin pracy. Nie pracuję w szkole, jednak wydaje mi się, że 25 godzin zajęć przedmiotowych (normalne lekcje), plus klika godzin zajęć dodatkowych (pomoc dla uczniów, kółka zainteresowań), co w rezultacie da ok. 30-35 h/ tydzień, jest czymś osiągalnym. Dopiero po wprowadzeniu takowych zmian można by mówić o podwyżce płac, nawet o 100%!!!

    Myślę, że dobrym również byłoby wprowadzenie konkurencyjności wśród nauczycieli - kto jest dobry, ten pracuje!

    A zarobki? Ode mnie tylko tyle, że gdybym po studiach I stopnia podjął pracę nauczyciela, to niestety, nie stać by mnie było na studia magisterskie... Potwierdziła mi to znajoma anglistka, którą cały czas, pomimo, że już uczyła, wspierali rodzice.

    Takie podejście do problemu wymaga niestety odwagi i kreatywności od zarządzających oświatą, ponieważ idą za tym bardzo radykalne posunięcia. Sądzę jednak, iż warto postawić coś na szali, bo bez tego nic się nie zmieni...

  15. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 136 Months Ago
    (+3) Głosuj
    REPORT

    Od 24 lat zajmuję się edukacją, początkowo jako nauczyciel, a teraz jako uniwersytecki badacz oświaty - dydaktyk. Różne były losy szkoły w tym okresie, ale jedno było stałe - wyraźna niechęć władzy, dziennikarzy i ogólnie społeczeństwa do nauczycieli. Artykuł ten należy do typowych, wrogich nauczycielom wypowiedzi, które mimo licznych sprostowań dalej powielają pewne mity.
    1. Nie jest prawdą, że nauczyciel polski ma szczególnie małą ilość godzin dydaktycznych - znam nauczycieli z francuskiego liceum, którzy maja ich jedynie 15. Z tym, że oni dodatkowo odciążeni są od licznych obowiązków typowo urzędniczych, które ma nauczyciel polski - liczenie statystyk, wypisywanie zestawień ocen, zawiadamianie rodziców o nieobecnościach, wypełnianie arkuszy ocen, pisanie sprawozdań itp. Tam robi to pracownik pomocniczy - urzędnik.
    2. Nie jest prawdą, że obowiązki prawidłowo pracującego nauczyciela to mniej niż 40 godzin tygodniowo, czyli normalny etat. Policzmy lekcje, przygotowanie się do nich (tak! polski nauczyciel też przygotowuje pomoce dydaktyczne, opracowuje pomysł na lekcję itp), przygotowywanie i sprawdzanie sprawdzianów, sprawdzanie zeszytów, rady pedagogiczne, prowadzenie imprez turystycznych dla uczniów, przygotowywanie uroczystości szkolnych - to wszystko robi duża grupa polskich nauczycieli, oczywiście nie wszyscy, ale wystarczająco wielu, by temu zawodowi nie wypominać pracy na pół etatu.
    3. Powoływanie się na wzory amerykańskie - proponuję nie kompromitować się, akurat szkolnictwo powszechne w tym państwie nie może być przykładem do naśladowania (chyba, że w kwestii wysokości wynagrodzenia).
    4. Nauczyciele w Polsce, podobnie jak w Anglii, uwzględniają różnice intelektualne pomiędzy uczniami, podobnie jak stosują wiele innych zasad podpowiadanych przez dydaktykę - niestety nie wszyscy. Ale w Anglii też nie wszyscy wywiązują się należycie ze swoich obowiązków (a przy okazji robią to za o wiele większe pieniądze).
    5. Statystyka jest najwyższym stopniem kłamstwa. Niniejszy artykuł udowadnia te tezę. W każdym roku mam do czynienia z kilkunastoma szkołami (praktyki studentów) i niezmiernie rzadko spotykam klasy, które nie są przeładowane - czyli liczą nie więcej niż 20-22 uczniów (a na językach obcych połowę tego). Przy typowej liczebności klasy gimnazjalnej i licealnej (28-30 osób) niezmiernie trudno aktywizować poszczególnych uczniów i uwzględniać ich indywidualność.
    Podsumowując  dlaczego Wam ludzie tak bardzo zależy na dalszym niszczeniu oświaty, czy nie jest Wam szkoda Waszych własnych dzieci, które będą przebywały w instytucji rozwalonej przez głupie pomysły polityków i dziennikarzy, które będą kształcone przez nauczycieli, których ciągle psychicznie niszczycie? Oświatę trzeba naprawić, ale nie zrobią tego politycy i dziennikarze, bo się na tym nie znają. Zastanawiałem się przez moment, czy nie napisać jakie reformy są konieczne w polskiej szkole, ale daruję sobie  kogo obchodzi zdanie człowieka, który zajmuje się szkołą już prawie ćwierć wieku, ale jest bezpartyjny.

  16. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 134 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Nawet poważni ludzie posługują się stereotypami pisząc o edukacji. Pora je prostować.
    Autor napisał "No to nowy rok szkolny rozpoczęty. Z mocnym akcentem nauczycieli w stylu dajcie kasę, bo nam się przecież należy..."
    To smutne, że nawet wykształceni ludzie, wydawałoby sie nowocześni, nie rozumieją podstawowej zasady - do zawodu nisko opłacanego przychodzą głównie pracownicy, którzy nie byli w stanie zdobyć lepiej płatnej pracy. Początkujący nauczyciel zarabia połowę tego co początkujący policjant. Po dwudziestu latach pracy te rozbieżności są jeszcze większe. Tak wiec w oświacie mamy problem z pracownikami, którzy mogliby nowocześniej i lepiej pracować i ten problem może zniknąć dopiero wtedy, gdy przez kilkanaście lat początkujący nauczyciel będzie lepiej zarabiał od początkującego policjanta. Dopiero wtedy będziemy mieli takie kadry, które będą w stanie wdrożyć do szkolnej praktyki jakiekolwiek rozwiązania zmieniające gruntownie jakość szkoły. Pracownicy opłacani na dotychczasowym poziomie będą głównie dbali o w miarę niemęczące doczekanie do emerytury.

  17. Marcin Polak
    Marcin Polak 134 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Pozwolę sobie nie zgodzić się z poprzednim komentarzem. Jakoś nie zauważyłem podczas manifestacji młodych nauczycieli, no chyba że kategorię "młody" będziemy rozumieć bardzo bardzo szeroko. Bo moim zdaniem nie o pensje młodych nauczycieli chodzi w tych strajkach, tylko o podwyżki dla tych, którzy już wiele lat wykonują swój zawód i jak pokazuje poziom polskiej szkoły, nie zawsze na najwyższym poziomie (nie ujmując grupie - niestety mniejszości - tych, którzy naprawdę się starają). Dlatego nie dajmy się zwieść pięknym hasłom związkowców, którzy od wielu lat proponują w polskiej edukacji tylko utrzymanie nieefektywnego i drogiego systemu oświaty, że walka toczy się o pensję początkującego nauczyciela. Strajki pod flagami ZNP świetnie umacniają stereotyp polskiego nauczyciela jako osoby co najmniej w średnim wieku, która za bardzo nie chce lepiej pracować, ale która chętnie wyciąga rękę po publiczne pieniądze. Ale to oczywiście tylko, albo aż, stereotyp.

  18. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 134 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    1. Nauczycielom chodzi o podwyżki dla wszystkich, nie tylko dla początkujących - nauczyciel dyplomowany z dwudziestoletnim stażem pracy zarabia netto niewiele ponad 2000 zł - mniej niż pomocnik murarza na budowie, a ten dostaje jeszcze dodatkowo obiad i alkohol.
    2. Młodych ludzi nie było na manifestacji - bo nie ma ich za wielu w szkołach. Od kilku lat spośród moich studentów zdobywających uprawnienia pedagogiczne nikt nie planuje podjęcia pracy w szkole - z powodów finansowych. Jeszcze 10 lat temu takie plany miał co trzeci.
    3. Polski system oświaty jest drogi - proszę porównać procent PKB przeznaczany na oświatę w Polsce i w chwalonej ostatnio Finlandii. System, który od wielu lat jest systematycznie niedoinwestowany, nie może być efektywny. Czy zna Pan firmę, na którą przeznaczano by z roku na rok mniej pieniędzy, a która działałaby coraz lepiej?
    4. Polska szkoła wymaga gruntownych reform, ale ta szkoła stoi nauczycielem. Jeżeli nauczyciel nie zmieni swojej pracy na lekcji, to każda reforma padnie. Czy ktokolwiek wyobraża sobie zmuszenie do radykalnej zmiany metod swojej pracy ludzi, którzy co miesiąc przekonywani są o tym, że dla państwa i społeczeństwa nie maja istotnego znaczenia, którzy są w szkole głównie dla tego, że jakoś do niej trafili i nie mają odwagi z niej uciec? Proszę też pamiętać o tym, że zmiana wymaga kompetencji. A jakie kompetencje nabywa student przychodzący na zajęcia z dydaktyki, który nie planuje pracy w zawodzie nauczyciela, bo nie chce żyć w ubóstwie?
    5. Stereotypem i to fałszywym jest myślenie, że można zmienić oświatę bez radykalnej zmiany proporcji pomiędzy placami nauczycieli, a innych grup zawodowych wymagających wyższego wykształcenia (o pomocnikach murarzy już nie wspomnę).

  19. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 134 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    1.Należy dodać, że zdiagnozowana sytuacja wynika z tego, iż w polskiej szkole w dalszym ciągu panuje encyklopedyzm - nastawienie na pamięciowe opanowywanie teorii. W związku z tym na lekcji nie ma miejsca na kształtowanie umiejętności, na działania praktyczne oparte na korzystaniu z wiedzy. Nowa podstawa programowa, która jest obecnie przygotowywana niczego w tym zakresie nie zmienia.
    2.Zauważyłem w tym tekście pewien paradoks - z jednej strony mowa jest o konieczności kształtowania u uczniów umiejętności, których brak utrudnia wejście na rynek pracy. Jednakże z drugiej strony mamy lekceważącą wypowiedź o umiejętnościach pedagogicznych. "Wysokie wymagania dotyczące umiejętności pedagogicznych stawia się osobom, które mogłyby bez nich uczyć najnowocześniejszych, praktycznych umiejętności" - a czy bez wysokich umiejętności budowlanych można budować mosty? Dziwnymi drogami biegnie myślenie o edukacji. Bez umiejętności pedagogicznych nawet najwybitniejszy specjalista od budownictwa nikogo niczego nie nauczy. Już to przetestowano w zawodówkach w okresie PRL.

  20. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 134 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Bardzo ciekawy artykuł, jednakże autorka z powodu braku praktyki edukacyjnej nie ustrzegła się pewnych stereotypów:
    1. "Czy naprawdę urzędnik w Warszawie lepiej wie co potrzebne jest uczniom z Białki Tatrzańskiej, niż wójt Gminy Bukowina, który w tej szkole ma dwójkę własnych dzieci?" - to zależy od posiadanych informacji i kompetencji. Wójt, nawet posyłając dzieci do danej szkoły, nie musi prawidłowo rozpoznawać potrzeb tej szkoły z powodu braku wiedzy psychologicznej, pedagogicznej i dydaktycznej. Bolączką obecnego systemu, w którym za oświatę odpowiadają lokalne samorządy jest poziom wspomnianej wiedzy urzędników zajmujących się oświatą. Partyjny biurokrata w powiecie i mieście to takie samo zagrożenie dla szkoły jak partyjny biurokrata w Warszawie.
    2. "Żyjemy w gospodarce wolnorynkowej i jeżeli nadal będziemy pakować publiczne pieniądze w nierentowny system, to okaże się niedługo że jest to worek bez dna." - szkoła nie jest przedsiębiorstwem, jej celem nie jest zarabianie. Pojęcie rentowna szkoła jest czysto abstrakcyjne. Problemem oświaty nie jest pakowanie w nią pieniędzy, ale dramatyczny brak środków finansowych na podstawową nawet działalność.
    3. Niż demograficzny należy wykorzystać nie tyle do zamykania szkół i zwalniania nauczycieli, ile do dostosowania liczebności klas do wskazań pedagogiki - w przepełnionych klasach, liczących powyżej 20-24 uczniów nie jest możliwe efektywne stosowanie metod aktywizujących, nie jest możliwe kształtowanie kompetencji. W tak licznych klasach możliwy jest jedynie dzisiejszy model lekcji - biernej dla uczni i nudnej.
    4. "Uzależnienie płacy od stażu pracy jest usprawiedliwione" - teraz płace zależą od stopnia awansu zawodowego. Problem polega na tym, że ten awans kończy się po kilkunastu latach pracy. Potem nauczyciela już nic nie czeka, w sensie rozwoju zawodowego i w sensie finansowym. To zabija motywację.

  21. Teru
    Teru 132 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Pani Anna GTI napisała bardzo śmiałe, ale niestety prawdziwe rzeczy. Prawdą jest, że w Polsce uczy się nadmiaru tego, co przygniata, a nie nadaje się do wykorzystania. To taki brak ekologii mózgu. Informacje przyswojone powinny nadawać się pod wtórne wykorzystanie, a nie pod wciśnięcie między książki.
    Napisała Pani również, że Polska jest oceniana jako kraj o wysokim poziomie nauczania. Zgadzam się. Nauczanie mamy na bardzo wysokim poziomie. Natomiast wyuczalność jest kompromitująca. Niepotrzebne wdrukowywanie masy do głowy, do pamięci jest krótkotrwałe. A wie o tym każdy, kto ukończył edukację publiczną na poziomie przynajmniej podstawowym.
    Podejście to zmienia się z dnia na dzień, ale niestety bardzo opornie.
    Nie ma zmian na linii, która decyduje o szkoleniu: w nauczaniu przyszłych nauczycieli. Ci, Nowi Nauczyciele, którzy mają ogromny zapał do zmiany nauczania w szkole, w której rozpoczynają nauczać - szybko zjadani są przez system. Ci, którzy kończą studia nienauczycielskie, nie znajdują dla siebie nigdzie miejsca i lądują często w szkole. A nauczają tak, jak sami byli nauczani. Bo skąd wziąć inny przykład? Nauczycielom przyda się trochę więcej wolności w zakresie tworzenia. Inaczej - jak widać dzisiaj - wypalają się zawodowo, a uczniom i przyszłym dorosłym obywatelom obrywa się rykoszetem. I to nie przez nauczycielskie zarobki (chociaż to również sprawa bardzo ważna), nie przez rodziców i dyrekcję. Ale przez system oświatowy, który preferuje papierki zamiast rozwoju uczniów.
    Oczywiście poza biurokracją nie wynalazł się jeszcze inny system dokumentacji i nadzoru. Ale w społeczeństwie informacyjnym papierowanie dokonań jakoś tak nie przystoi.
    Niestety uczelnie wyższe nie przygotowują nauczycieli i wychowawców do tego, aby działali w nowym społeczeństwie. Tu również zmiany są jakby kalekie.

  22. Agata K.
    Agata K. 131 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Gratuluję pasji. Miałam ją okazję dostrzec i usłyszeć podczas wspomnianej konferencji. Czasem ręce opadają podczas tego naszego "edukacyjnego syzyfowania" jednak sądzę, że PASJE, podobne do tych zasłyszanych i dostrzeżonych :-) bywają wielce zaraźliwe. Pozdrawiam, pozostaję zarażona od jakiegoś czasu i staram się nie szukać antidotum. Myślę, że polska edukacja powoli znormalnieje. Agata K.

  23. Marcin
    Marcin 129 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Myślę że szkoły powinny iść w zupełnie innym kierunku... po pierwsze powinny być osobno szkoły męskie i żeńskie, z tego prostego powodu że mózgi mężczyzn i kobiet są odmienne, a co za tym idzie inaczej się uczą. Kobietom potrzebne są inne umiejętności niż facetom... Obecnie faceci babieją i vice versa... To jest bardzo niedobre dla społeczeństwa... następuje skrzywienie tego jak stworzyła nas natura oraz do tego jaką rolę w społeczeństwie pełni mężczyzna i kobieta. Jesteśmy stworzeni do odmiennych zadań, mamy różne ciało i umysły. Człowiek próbuje to ujednolicić i wychodzi z tego niewiadomo co!!!

  24. Marcin Mały
    Marcin Mały 129 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    A co to za komentarz? Rany boskie.
    Dopiero taki komentarz pokazuje, jak wiele nas dzieli od zmiany szkoły z dziewiętnastowiecznej na współczesną.
    A co do samego newsa, ostatnio w mojej szkole wyciągnięto konsekwencje indywidualne i grupowe wobec uczniów za zamieszczenie na YouTube.com niewinnego kilkunastosekundowego gagu nakręconego telefonem komórkowym w internacie, wprowadzono w dodatku zakaz posiadania komórek z kamerami dla mieszkańców internatu. Póki co, polscy nauczyciele ogradzają się niestety wysokim płotem oddzielającym ich od nowoczesnych technologii i nie próbują ich nawet zrozumieć, a co dopiero wykorzystać.

  25. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 128 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Witam,
    W prezentacji zamieszczonej w tym artykule, cytat z mojej pracy umieszczony na str. 5 został opatrzony komentarze: Podejście 3: Eksperckie/Naukowe. To brzmi jak ocena negatywna.
    Proszę jednak przeczytać całą pracę w e-mentor 1/2009. Piszę tam m.in. o projektach typu e-szkoła - taki projekt realizujemy na Dolnym Śląsku i staram się propagować go w całej Polsce.
    A jeśli chodzi o działania w skali całego kraju, to w tym artykule są cytowane i wykorzystane dwa dokumenty, które w ostatnim roku przygotowałem dla MEN (Plan działań dotyczących nauczania dzieci i młodzieży w zakresie problematyki funkcjonowania w społeczeństwie informacyjnym) oraz dla Kancelarii Premiera RM (Program 1:1, dotyczący technologii mobilnej w szkole, m.in. laptopów).
    Problemem jest, że takie opracowania, bazujące na badaniach, jak i zawierające konkretne propozycje działań, nie znajdują właściwego oddźwięku wśród decydentów i rządzących.
    Pozdrawiam, Maciej M. Sysło

  26. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 128 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Witam, przeczytałem ten artykuł i odniosłem wrażenie, jakby dotyczył innej epoki.
    Mowa w nim o: przekazywaniu wiedzy uczniom - to dawno zarzucony tryb podający, komputerze w szkole - a teraz prawie każdy uczeń ma komputer w domu i to także szkoła powinna wykorzystywać, natychmiastowej korekcie uzyskanego wyniku - czy to nie jest nauczanie programowane?
    Wymienione zastosowania komputerów dla uczniów to głównie wzmocnienie trybu podającego, którego głównym elementem są prezentacje, multimedialne i interakcyjne. A przecież technologia umożliwia już dzisiaj inicjatywę uczniów i zwiększa ich motywacje, wspomaga indywidualne ścieżki kształcenia, zwiększa mobilność uczniów, czyli uczenie się w dowolnym miejscu i w dowolnym czasie.
    Podobnie jest z nauczycielami i jeśli nauczyciel nie będzie tego widział i stosował, to uczeń jeszcze bardziej oddali się od niego i od szkoły.
    Polecam swój artykuł w e-mentor 1/2009.
    Pozdrawiam, Maciej M. Sysło

  27. Marcin Polak
    Marcin Polak 128 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Zapewniam, że wcale nie brzmi negatywnie. Wręcz przeciwnie - to właśnie próba pokazania, że są w Polsce głosy rzeczowe ekspertów, potrafiących wykazać, że polska szkoła musi być otwarta na nowe technologie i włączać je jak najszerzej w proces nauczania. Zgadzam się też, że jakoś do tej pory nikt nie przejmuje się głosami ekspertów. Może decydenci boją się utraty kontroli nad edukacją, jaką znają (czy nowe to faktycznie nieznane?)... A artykuł w eMentorze rzeczywiście bardzo dobry.

  28. Agnieszka Andrzejczak 127 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Faktycznie, nauka języka jest najbardziej efektywna, kiedy prowadzona jest w środowisku jak najbardziej zbliżonym do tego, gdzie będziemy go używać. Także gry idealnie odpowiadają na tą potrzebę, gdyż język jest w nich naturalnym elementem, a nie sztucznym konstruktem, oderwanym od rzeczywistości. Nauka gramatyki jest jednak również potrzebna, ponieważ bez jej poznania ciężko jest osiągnąć poziom języka na poziomie rodowitego mówcy, tym bardziej że szkoła przygotowuje nie tylko do komunikacji w życiu codziennym i zawodowym, ale również do przeróżnych egzaminów językowych. Niedawno z przyjemnością oglądałam filmy na BBC Prime - mój ukochany "My family" albo "Keeping up appearances". No i co? I zlikwidowali, bo widzowie się za bardzo męczą jak czytają napisy...Nie tędy droga - chyba wszystkim powinno zależeć, żeby angielski poznało tyle osób co chociażby w Holandii, gdzie można się spokojnie porozumieć z KAŻDYM - zarówno staruszką, jak i dziesięcioletnim dzieciakiem.

  29. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 126 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Witam,
    i mam przyjemność poinformować, że celem Projektu Dolnośląska e-Szkoła jest stworzenie 21st Century Learning Environments w szkołach naszego Regionu i w całym Regionie. Mam nadzieję, że zarys naszego Projektu przedstawimy na konferencji FRSE we Wrocławiu (5.06.2009), a o szczegółach będziemy mogli mówić pod koniec wakacji i na początku roku szkolnego.
    Część informacji na temat naszych działań zawarłem w artykule "e-learning w szkole", który ukazał się w czasopiśmie e-mentor, nr 28.
    Pozdrawiam, Maciej M. Sysło

  30. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 126 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Witam,
    Cenne są inicjatywy, które poszerzają krąg osób wnoszących wkład do dostępnych publikacji.
    Wypracowane przez lata procedury pozwalają mieć pewność, że "marka" publikacji coś znaczy. To nie jest bez znaczenia - miejsca publikowania prac naukowych mają swój ranking (lista filadelfijska), który jest podstawą klasyfikowania jednostek naukowych i w konsekwencji ich finansowania. Podobnie jest z podręcznikami akademickimi.

    Nowe rozwiązania, jak Web 2.0, stwarzają nowe możliwości, ale także nowe zagrożenia (patrz np. A. Keen, "Kult amatora. Jak Internet niszczy kulturę").

    Jako autor widzę problemy:
    1. Publikacja on-line wymaga, dla zapewnienia jakości, by on-line byli: autor, redaktor, wydawca, administrator, ... - trudno do tego przekonać zarówno autorów i wydawców.
    2. Autor na ogół, po napisaniu swojego dzieła, często w formacie nie przystającym do publikacji, nie chce więcej czasu poświęcać swojemu dziełu, zabiera się za nowe.
    3. Tak jak wykłady Feynmana chciałbym, aby były wykładami Feynmana, a poprawna polszczyzna - Jana Miodka, tak również chciałbym, aby moje "Algorytmy" były moimi Algorytmami.

    Jako czytelnik również widzę problemy:
    1. Nie wymyślił nikt coś bardziej ergonomicznego do czytania niż papierową książkę.
    2. Papierowa książka to najlepszy materiał do pracy z książką.
    3. Jest wiele miejsc, w których tradycyjna książka nie ma konkurencji: plaża, wycieczka, pociąg, tramwaj, ... toaleta.
    4. Oczywiście można wydrukować elektroniczną książkę na papierze, ale w konsekwencji będzie to prowadzić do większej dewastacji lasów niż teraz mamy.

    Komentarz w wywiadzie, że wydawcy się okopią i będą walczyć ze zmianami jest chyba zbyt pochopny.
    1. Jeśli będą znajdować autorów i nabywców tradycyjnych książek, mają prawo do egzystencji.
    2. Nie bez znaczenia jest strona finansowa - z rynku tradycyjnych książek żyje wielu autorów i osób ich wspierających. Naturalnie będą bronić swoich pozycji, ale nie tylko ze względu na przychody, ale głównie dlatego, że dają społeczeństwu niekwestionowaną wartość.
    Może tyle na początek, bo temat jest bardzo rozległy. Pozdrawiam, Maciej M Sysło

  31. Urszula Kornas
    Urszula Kornas 125 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Przeczytałam apel maturzystki. Po raz kolejny jestem świadkiem, że nasi uczniowie potrafią wyrażać opinie, które nie są popularne wśród ich koleżanek i kolegów. Opinie mądre, dające do myślenia wszystkim zainteresowanym oświatą. Cieszy mnie fakt, że są uczniowie, którym zależy na uznaniu za faktyczne osiągnięcia, za prawdziwą pracę. Czy to oni będą nazą elitą intelektualną? Życzę sobie tego z całego serca. I wciąż mam nadzieję, że polska szkoła będzie naprawdę kształciła mądrze każdego wedle jego potrzeb i możliwości. I będzie dbała o to, by dzieci i młodzież myślała-samodzielnie i odpowiedzialnie.

  32. Małgorzata Narożna-Szmania
    Małgorzata Narożna-Szmania 124 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Dziękuję Autorowi za cenne uwagi dla nas nauczycieli. Trzeba abyśmy głośno mówili o tych z nas, którzy promują wartości i są osobowościami w pokoju nauczycielskim. Młodzież widząc dobro w nas i jednoznaczne postawy będzie podążała za nami. Bądźmy autentyczni nastawieni na indywidualizm, patrzmy na młodych z wiarą. Okazujmy im, że są dla nas ważni.
    "Takie będą Rzeczypospolite..."

  33. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 124 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Nie znam pełnej wersji cytowanego artykułu, więc kilka słów komentarza do przytoczonych poglądów, na ogół słusznych, ale...
    1. Opinia prezesa PTI, że "uczenie się faktów traci sens... kiedy są dostępne po naciśnięciu klawisza" jest jednak powierzchowna. Trzeba bowiem wiedzieć, który klawisz nacisnąć, bo "znajduję to, co znam" - powiedzenie przypisywane Goethemu.
    2. Całkowita racja, że reforma oświaty nie powinna polegać jedynie na reformie programowej. Jestem współautorem najnowszej podstawy programowej w zakresie edukacji informatycznej, ale jednocześnie jej krytykiem, bo nie udało mi się przekonać "generałów podstawy", by w podstawie edukacji matematycznej i fizycznej znalazło się jakiekolwiek odniesienie do współczesnych technologii informacyjno-komunikacyjnych - są to jedyne dwa przedmioty, w podstawach których nie pojawia się słowo komputer lub technologia (we wcześniejszej podstawie było, a więc cofamy się!).
    3. Środowisko edukacji informatycznej, reprezentowane przez Radę ds. Edukacji Informatycznej i Edukacji Medialnej przy MEN w pełni zdaje sobie sprawę z roli nowych technologii w edukacji. Pod koniec 2008 roku została opracowana strategia (autor tego komentarza był autorem wiodącym tej strategii) pt. "Kierunki działań w zakresie nauczania dzieci i młodzieży oraz funkcjonowania szkoły w społeczeństwie informacyjnym. Nowe technologie w edukacji", ale ten dokument nadal nie został przyjęty przez MEN, chociaż główne jego zapisy zostały wykorzystane w rządowej (MSWiA) "Strategii rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce do 2013 roku". "Kierunki..." to dokument uwzględniający zarówno najnowsze technologie, jak i zmiany w kształceniu powodowane tymi technologiami. Jest w nim mowa o personalizacji kształcenia, jak i kształceniu się przez całe życie, oraz o koncepcji e-szkoły, realizowanej już w kilku regionach kraju, np. na Dolnym Śląsku.

    Mam nadzieję, że dokument "Kierunki..." zostanie wkrótce oficjalnie upubliczniony.

    Pozdrawiam,
    Maciej M. Sysło

  34. Maria Banduch
    Maria Banduch 124 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Jestem nauczycielem z dłuższym stażem i staram się stosować nowe technologie w swoim nauczaniu. I zgadzam się z autorem, że zastosowanie nowoczesnych technologii w nauczaniu w Polsce jest małe. Jest kilka przeszkód:
    1. jako nauczyciel innego przedmiotu w dużej szkole po prostu nie mam szans, aby wejść z klasą do pracowni informatycznej - te sale są wciąż zajęte przez tzw. zajęcia z informatyki;
    2. szkoły nie mają pieniędzy, aby komputer stał w każdej klasie, a co tu marzyć np. o rzutniku multimedialnym?
    3. nauczycielowi, zwłaszcza młodemu, który nie zarabia dużo z trudem udaje się kupić własny komputer czy laptop, po to by później wykorzystywać go głównie jako narzędzie własnej pracy. Nauczyciel musi obecnie posiadać takie urządzenie.
    4. wciąż za małe jest wykorzystanie multimediów przez programy nauczania. Do nowych programów w gimnazjum niewiele przedmiotów ma zastosowanie multimediów np, takich, które by można zastosować na tablicach interaktywnych.
    5.nauczyciele mało wiedzą o nauczaniu e-learningowym i o możliwościach ich zastosowania w dydaktyce.
    Na szczęście są nauczyciele-pasjonaci, którzy mimo tych trudności wykorzystują nowoczesne multimedia w nauczaniu.

  35. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 124 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Mamy odpowiedzi na WSZYSTKIE Pani bolączki w programie Dolnośląska e-Szkoła (więcej szczegółów w moim artykule w e-mentorze nr 28):
    Ad 1 i 2: mobilne pracownie laptopów w szkole do przewiezienia do każdej klasy.
    Ad 3: przeszkoleni nauczyciele otrzymują laptopy.
    Ad 4: mobilne tablice interaktywne z doczepionymi projektorami.
    Ad 5: dostęp wszystkich uczniów i nauczycieli do platformy edukacyjnej, umożliwiającej e-kształcenie, w tym na odległość. Wcześniej wszyscy zostaną przeszkoleni w zakresie korzystania z platformy.

    Od nowego roku szkolnego wszystko to powinno działać w szkołach realizujących pilotaż projektu.

    Pozdrawiam, Maciej M Sysło

  36. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 124 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Zasmuciło mnie zaprezentowane w artykule odczytanie zapisów Podstawy Programowej (PP), stąd kilka słów w charakterze Pomocy (Help).

    Dygresja historyczna.
    Trudno jest przewidzieć przyszłość dla współczesnej technologii. Najlepszym przykładem jest chyba klawiatura. Wymyślona dla maszyn do pisania w drugiej połowie XIX wieku, bez specjalnego uzasadnienia dla układu QWERTY, jeszcze na długo pozostanie nawet z cyfrowymi tubylcami.

    Książka a komputer.
    Internet to przywrócenie roli tekstu czytanego i pisanego, książka pozostaje jednak nadal najbardziej ergonomicznym czytadłem. Czytanie książek może także niszczyć wzrok i prowadzić do skrzywienia kręgosłupa, ale bez porównania mamy większą swobodę w dobraniu dogodnej pozycji przy czytaniu, niż podczas pracy przy komputerze.

    Mysz i inne elementy komputera.
    Po pierwsze, nie przesadzajmy z tą szkodliwością pracy z myszą - ja mam zwyrodnienie na środkowym palcu od trzymania pióra!
    Po drugie, zaprezentowana w artykule paralela między obsługą książki a obsługą komputera i myszy nie jest zbyt szczęśliwa. (Dygresja. W PP jest: uczeń ... umie obsługiwać komputer, a powinno być: uczeń ... posługuje się komputerem. Niestety, redaktor PP zmienił autorom ten zapis.) Zapisy w PP w rodzaju: a) posługuje się myszą i klawiaturą,
    b) poprawnie nazywa główne elementy zestawu komputerowego;
    2) posługuje się wybranymi programami i grami edukacyjnymi, korzysta z opcji w programach; odnoszą się do edukacyjnych efektów tych czynności, a nie do sprawności fizycznej. Mysz i klawiatura służą do komunikacji z komputerem. Posługiwanie się myszą to umiejętność kierowania kursorem na ekranie, a faktycznie - tym, co dzieje się na ekranie. Poznanie tych mechanizmów umożliwia później swobodną pracę za pomocą padów, drążków i innych urządzeń, a także pracę przy tablicy interaktywnej.

    Internet i inne media.
    Internet pojawia się w PP już w klasie I, gdy uczeń uruchamia programy - wiele z nich bowiem znajduje się na stronach internetowych. Nauczyciel decyduje, które programy będą wykorzystywane. O innych mediach jest zapewne mowa na zajęciach z techniki - telefon komórkowy nie jest na wyposażeniu szkoły i trudno wykorzystywać go do celów edukacyjnych.

    Twórczość.
    Według PP dla klas 1-3 uczeń tworzy teksty i rysunki - nie zapominajmy, że jest to nauczanie początkowe i na tym etapie zajęcia komputerowe służą jedynie jako wsparcie dla kształcenia zintegrowanego. Natomiast w klasach 4-6 uczeń przygotowuje proste animacje i prezentacje multimedialne, na które mogą się składać animacje, dźwięki, muzyka, filmy.

    Dygresja końcowa.
    Istnienie nożyc między szkołą i jej otoczeniem to nie tylko nasza rzeczywistość, ale powszechna sytuacja nawet w bardziej rozwiniętych technologicznie krajach. Rolą edukacji informatycznej już od dłuższego czasu jest nie tylko alfabetyzacja komputerowa, czyli przygotowanie dla istniejącej technologii, ale wykształcenie biegłości w zakresie technologii, czyli przygotowanie na zmiany, które obecnie jest nawet trudno określić, jak będą wyglądały. Takie założenie przyjęli autorzy nowej podstawy programowej.

    Serdecznie pozdrawiam, Maciej M. Sysło

  37. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 124 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Z przerażeniem czytam głosy podnoszące temperaturę dyskusji wokół słów prof. M. Hołyńskiego: "Uczenie się faktów i dat traci sens w momencie, kiedy takie informacje są dostępne po naciśnięciu jednego klawisza komputera." Jestem pewien, że ich autor nie miał na myśli tego, co można wyczytać w komentowanym artykule. Już wcześniej komentowałem te słowa pisząc za Goethem: znajduję to co znam!

    Mam pytanie do autora, konsultanta edukacji nauczycielskiej. Jeśli: "Śmiesznym i przestarzałym jest pytanie gimnazjalistów w 2009 roku o datę wybuchu Powstania Listopadowego." i uczenie się faktów i dat traci sens, to co poradziłbym nauczycielom historii, jak mają dzisiaj uczyć?

    A proszę mi podpowiedzieć, jak miałaby wyglądać dyskusja między uczniami na wybrany temat historyczny bez znajomości dat i faktów? Za pomocą cytowań z Internetu?

    Proszę zwrócić uwagę, że zasoby Internetu i zasoby w książkach w znacznej części się pokrywają, z przewagą, pod względem rzetelności tych drugich. Proponuję więc, zostawmy swobodę wyboru uczniom, nauczycielom i innym osobom, gdzie chcą szukać potrzebnych im informacji. Tolerancja i otwartość na poglądy innych jest oznaką nowych czasów.

    Przykład. Zapytałem kiedyś syna, przed którym na biurku stoi komputer, a za nim na półce 6. tomowa encyklopedia PWN, kiedy szuka potrzebnych mu informacji w Internecie, a kiedy może sięga do encyklopedii. Odpowiedział ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, do encyklopedii sięga, gdy chce coś... szybko znaleźć, a do Internetu - gdy chce... skopiować.

    Proszę wziąć jeszcze pod uwagę, że
    Internet i platformy edukacyjne prowadzą często do wykluczenia informacyjnego - komputer ogranicza wyszukiwanie incydentalne, przypadkowe treści, błądzenie.

    Przerażeniem ogarnia zawołanie: "Trzeba polską szkolę wyrwać wreszcie z okowów XIX i XX wiecznej edukacji." Nieuchronnie szykuje się "rewolucja kulturalna w edukacji" połączona z paleniem książek i ich autorów oraz stawianiem pomników Internetowi.

    Maciej M. Sysło
    Informatyk

  38. Lechosław Hojnacki
    Lechosław Hojnacki 124 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Staraliśmy się przelać nasze rozważania na (e)papier jak najlapidarniej, stosownie do wymagań medium. W efekcie zastosowanych skrótów myślowych, okazał się celowym komentarz niewiele krótszy od samego artykułu. Ot i moja kulawa skrótowość komunikacyjna cyfrowego imigranta.

    O zdrowiu
    Nasz artykuł oczywiście nie traktuje o szkodliwości książki lub myszy. Wierzymy także szczerze w intencje autorów Podstawy Programowej (PP), o których pisze profesor Sysło. Znamy jednakowoż z własnej praktyki postawy nadal w Polsce bardzo licznych nauczycieli i przedstawicieli nadzoru pedagogicznego sceptycznych i nieufnych bądź nawet czynnie nieprzyjaznych wobec "nowych technologii" (z którymi często po prostu sami źle sobie radzą). Przywołany przez profesora Sysłę w innym miejscu cytat "znajduję to, co znam" dobrze opisuje, co chętnie znajdą w PP tacy pedagodzy: uzasadnienie dla swoich obaw i zaniechań wobec technologii cyfrowych, a nawet zachętę do krucjaty przeciwko tej "nowej pladze". Cóż z tego, że wbrew intencjom jej twórców.

    O książce
    Porównanie z książką było celowe: miało zilustrować znane stwierdzenie Alana Kaya, że "za technologię (tu: informacyjną) uważamy to, co powstało po naszym narodzeniu". Ta prawidłowość jest bardzo brzemienna w skutki właśnie dziś, kiedy to nauczyciele i nadzór uważają za nową technologię to, co dla ich uczniów jest naturalnym środowiskiem. Oczywiście w odniesieniu do najmłodszych uczniów ten kontrast jest najsilniejszy; stąd nasz wybór treści PP. Profesor Sysło trafnie zauważa, że książka mniej szkodzi, jeżeli ją czytać w różnych, zmiennych pozycjach ciała. Od tego ważnego spostrzeżenia już prosta droga do pomysłu jednocześnie i prozdrowotnego, i prorozwojowego: trzeba wspierać upowszechnienie netbooków, smartfonów oraz innych małych i mobilnych wnuków stacjonarnego komputera. Są tańsze, poręczniejsze i - zdrowsze. Wbrew powszechnemu przeświadczeniu ich małe ekrany także są zdrowsze dla dzieci. Dowiedziono, że duży płaski ekran zajmujący całe pole widzenia dziecka upośledza rozwój percepcji przestrzennej. Niskogabarytowe ekrany są pozbawione tej wady!

    O Podstawie
    Chodzi nam nawet nie o to, że PP będzie obowiązywała w pełni za kilka lat, kiedy powszechna dostępność dzisiejszych mobilnych komputerów (mniejsza, netbooków, MIDów, multimedialnych komórek, czy też pomiętoszonego w uczniowskiej kieszeni e-papieru nowej generacji) będzie faktem i kiedy narodowe programy wyposażania wszystkich uczniów w netbooki lub szkół w komórki będą bezprzedmiotowe (podobnie jak dziś w Polsce nie ma potrzeby organizowania akcji zeszyt i ołówek dla każdego ucznia, zaś koszt kalkulatora jest podobny jak bochenka chleba).
    Ważniejsze jest pośrednie, długoterminowe oddziaływanie PP na postawy nauczycieli wobec podejścia i do nauczania, i do własnego rozwoju. Profesor Sysło bardzo trafnie wskazał przykład, gdzie ledwie jedno słowo zastąpiono innym ("obsługiwać" zamiast "posługiwać się"). A może ono w dużej skali zmieniać podejście rzesz nauczycieli do wymagań, bo pomiar technicznych umiejętności na niższych poziomach taksonomicznych jest zwyczajnie prostszy.
    Podobnie sformułowanie zna zagrożenia jest sformułowaniem niekorzystnym, inaczej niż choćby, nie przymierzając, zna sposoby minimalizowania zagrożeń. W pierwszym przypadku nauczyciel niechętny nowym technologiom będzie z pełnym przekonaniem uczniów straszył lub ich chronił przed kontaktem z wrogim komputerem. W drugim przypadku otrzyma może impuls do refleksji nad istnieniem różnych sposobów użycia komputera. Wtedy być może nawet sam znajdzie rozwiązanie, które profesor Sysło sugeruje (znowu na przykładzie książki): skoro łatwość zmiany pozycji ciała stanowi o zdrowotnej wyższości książki nad komputerem, to na myśl się nasuwa netbook, smartfone lub czytnik e-booków! Zachęcamy właśnie do spojrzenia na PP z takiego punktu widzenia. Jest ona spójnym i logicznym dokumentem. Jest też jednak dokumentem kluczowym o powszechnym i długoterminowym oddziaływaniu, tak powszechnie czytanym przez wiele tysięcy ludzi związanych z systemem edukacji, że uważamy za niezmiernie ważne pilnowanie, aby jak najtrudniej było ją źle odczytać lub zinterpretować, niekorzystnie z punktu widzenia jej szczytnych założeń. Chcemy spodziewać się po niej nawet więcej: aby mogła być dla dobrych i otwartych nauczycieli pomocą i bronią w walce o lepszą edukację. Przytoczę w tym kontekście opublikowane kilka lat temu "Standardy wyposażenia i obudowy medialnej...". Wówczas tylko (ale i na szczęście aż) autorytety firmujących je prof. Strykowskiego, prof. Bogaja i prof. Kwiatkowskiego chroniły je przed zignorowaniem, lekceważącymi wzruszeniami ramion, że nierealne i przesadne. Jednak przez nauczycieli walczących o nowoczesne wyposażenie szkoły były witane z rumieńcem radości ("mamy nową broń!").

    O Profesorze
    Jeszcze jedno. Profesora Sysły i jego zasług w bojach o nowoczesną edukację wspomaganą technologiami informacyjnymi nie trzeba przedstawiać. Jego działalność akademicka, koncepcyjna, twórcza, edukacyjna, doradcza etc. jest nieoceniona, ale to przecież wszystko rzeczy przyrodzone profesorom, toteż nie o nich będzie zdanie kończące ten tekst. Ciekawsza, właśnie dlatego że rzadziej spotykana, jest systematyczna aktywność Profesora w Sieci. Nie w formie "publikacji zwartych", ale wywiadów, "helpów", komentarzy, pobudzania dyskusji na forach, w tym także bojów o kształt nowej PP, wcale nie tylko w zakresie edukacji informatycznej.
    Właśnie za to pozytywistyczne zaangażowanie w Sieci - dzięki, Profesorze.

  39. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 124 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    co znajduję?
    "znajduję to, co znam" można odczytywać na dwa sposoby: znajduję tylko to, co znam - jak w odpowiedzi na mój komentarz, lub znajduję to, co jest mi potrzebne w procesie pozna(wa)nia. Przyznam się, że nigdy nie używałem tego określenia w tym pierwszym znaczeniu.

    miejsca dla książek
    Nie tylko pozycja przy czytaniu, ale częściej wybór miejsca przesądza na korzyść książki: plaża, łąka, komunikacja, ... Niewielkie urządzenia mobilne to zmieniają, ale, obserwuję to np. w pociągach - ostatnio było nas w przedziale 6 osób, każdy miał komputer i wiele innych gadżetów elektronicznych, ale wszyscy czytali papierowe książki!

    podstawa
    PP powinna być jak Konstytucja USA, na kilku stronach, a ta nasza nowa PP to kilkaset stron obrośniętych wieloma komentarzami. Efekt - kłótnie o tytuły lektur, o funkcje i logarytmy, o algorytmy klasyczne itp. Znam, jako współautor, wszystkie kolejne podstawy zajęć informatycznych. Niewiele się zmieniało, a faktyczne zmiany giną w gąszczu szczegółów i narzuconej, jednolitej formy. W najnowszej PP edukacji informatycznej są tylko dwa elementy godne podkreślenia: Web 2.0 jako środowisko aktywności i twórczości uczniów, oraz zwiększony nacisk na metodykę informatycznego rozwiązywania problemów.

    laurka
    dziękuję

    Maciej M. Sysło

  40. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 124 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Informatyk
    Tak się podpisałem, a rzadko to robię, by unaocznić, że doceniam "z urzędu" moc Internetu, ale jestem jego chłodnym użytkownikiem, entuzjastą i propagatorem w edukacji.

    Zdziwienie
    Cóż wywołało zdziwienie moim komentarzem? Niestety w tej odpowiedzi nie dowiedziałem się, jak np. historyk ma uczyć, a raczej - jak uczyć się historii bez dat i faktów, a dokładniej - jak dyskusja merytoryczna może być prowadzona bez wiedzy merytorycznej. Czy samym celem (r)ewolucji ma być pozbycie się dat i faktów, bo są dostępne w Internecie?

    Nowa podstawa a stare nauczanie
    Mam nadzieję, że Autor przeczytał moją dyskusję z Panią Furgoł i Panem Hojnackim - faktycznie niewiele się różnimy w poglądach na podstawę i zmiany w edukacji.

    Nauczyciele w starych okowach
    Wykorzystanie tablicy interaktywnej głównie do przekazu to dowód, że sama technologia to zbyt mało. Podobnie jest z Internetem i wieloma innymi nowościami technologicznymi. Za technologią nie nadążają nauczyciele i szkoły i to nie jest tylko ich wina. Również, to nie tylko nasz krajowy problem. To cecha niemal każdego systemu edukacji. Przeciwstawienie: tablica interaktywna versus wiedza faktograficzna jest daleko idącym uproszczeniem.

    Nowoczesna edukacja
    Wymienione cechy nowoczesnego nauczania jedynie uzupełniają: wykład, informowanie, pouczanie, wyjaśnianie, nauczyciela, a moralizowanie, manipulowanie, "górowanie" nauczyciela i urabianie niewyrobionych zostało zapewne dodane przez Autora, by poniżyć te tradycyjne metody stosowane z powodzeniem w kształceniu.

    Stara szkoła
    Żadna podstawa programowa na przestrzeni ostatnich lat nie utwierdza szkoły jako instytucji "wiedzowej, w dużej mierze pamięciowej, wymagającej opanowania dużego zasobu wiedzy przedmiotowej, często faktograficznej, encyklopedycznej". Jak napisałem, jakakolwiek dyskusja merytoryczna wymaga wiedzy, nie tylko tej "powszechnie dostępnej w Internecie". I NIE "wystarczy zdobyć informacje o drodze dostępu do tej wiedzy", bo by "ją rzeczowo, porządnie, wykorzystać" trzeba wpierw posiąść odpowiednią wiedzę - cytowałem przy tym powiedzenie "znajduję to, co znam". Pozostaje jeszcze skomentować, że to wykorzystanie ma być "wg własnych potrzeb".

    Uczeń
    A jakie potrzeby edukacyjne ma uczeń? Dyskutować merytorycznie "o szczegółowej budowie wirusów czy bakterii, albo o układzie nerwowym szczura" na podstawie informacji zebranych w Internecie?

    Idea,
    by to uczeń był Panem swojego uczenia się jest zawarta niemal w każdym dokumencie programowym każdego systemu edukacyjnego na świecie, również w dokumentach unijnych, jak i naszych. To nie wina podstawy, że tak nie jest, ale wynik słabości człowieka, zarówno w roli nauczyciela, jak i ucznia. I mając odrobinę dobrej woli warto dostrzec, że zmiany w naszym systemie preferują właśnie takie podejście wszystkich aktorów w teatrze szkoły, widzów również.

    Uczeń, ponownie
    Ma sie uczyć, a nie być nauczanym. A w jakim stopniu sam nagina się do tego? Podobnie dorośli - na ile uczą się sami. Potrzeba kształcenia się przez całe życie nie jest potrzebą jedzenia, by przeżyć, ale potrzebą przeżycia w rozwijającym się społeczeństwie. Te mądrości życiowe pojawiają się z wiekiem i nawet ten wielki kpiarz Mark Twain dopiero po opuszczeniu szkoły przyznał, że "chodzenie do szkoły nie przeszkodziło mu w jego kształceniu się". To oczywiście nie jest zarzutem wobec szkoły, ale pochwała tego, że chodząc do szkoły miał wyobrażenie o swoim wykształceniu, chociaż nieco w to wątpię.

    Uczeń, jeszcze raz
    Rozpisujemy się o złych podstawach, niepotrzebnych książkach, górujących nad uczniami nauczycielach, wspaniałym Internecie, a uczeń w tej dyskusji stoi z boku. Sytuacji nie zmieni dyskusja o uczniach bez uczniów, bez ich udziału w zmianach, udziału własnego, a nie wymuszanego przez dokumenty, szkołę i systemy, rodziców. Może ci ostatni mają jeszcze największy wpływ na swoje pociechy i ich "chodzenie do szkoły". Nie bez powodu bardzo energicznie rozwija się w wielu krajach tzw. domowe nauczanie. Wraz z rozwojem technologii jest tutaj olbrzymia szansa dla tradycyjnego systemu edukacji, który może rzeczywiście stać się partnerem środowiska kształcenia spersonalizowanego, dostępnego w dowolnym miejscu i w każdej chwili, przez całe życie.

    Maciej M Sysło

  41. nox
    nox 123 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    No niestety, to prawda. O fatalnych nawykach możemy jeszcze przeczytać w artykule Piotra Pytlakowskiego w Polityce z 4.08.09:
    (...) Szlak Wielkich Jezior (od Mikołajek przez Giżycko po Węgorzewo, czyli jeziora Tałty, Jagodne, Niegocin, Kisajno, Dargin i Mamry oraz od Mikołajek po Ruciane – jeziora Mikołajskie, Śniardwy, Bełdany i Nidzkie) to w szczycie sezonu nieustająca defilada jachtów, żaglówek, motorowych ścigaczy, statków, skuterów wodnych. (...) właściciel mazurskiego portalu Zbigniew Jatkowski: – W żadnym porcie żeglarskim nie ma odpowiedniego punktu odbioru ścieków z jachtów i motorówek – mówi. – Coraz więcej wypasionych jednostek jest wyposażonych w toalety morskie; po prostu, jak w pociągu, wciska się guzik i wszystko spływa do jeziora.

    Na powierzchni jezior pretendujących do miana cudu unoszą się ludzkie odchody, rozmięka papier toaletowy, a detergenty trują ryby i ptaki. Niedawno znaleziono na jednej z wysp pięć otrutych orłów bielików. Być może zostały zabite z premedytacją, równie prawdopodobne, że zginęły z powodu zanieczyszczenia środowiska.

    W hałasie i brudzie człowiek powinien odczuwać dyskomfort. Ale coraz mniej tu wędrowców z namiotami i żeglarzy przestrzegających niepisanego kodeksu, by pozostawić po sobie nienaganny porządek. Teraz rządzi żywioł nowobogackich. Najlepszy sprzęt, ale kulturowe opóźnienie. Nikt ich nie przestrzega, nie karze, nie poucza. Edukacja ogranicza się do napisu nad pisuarem w toalecie olsztyńskiego Urzędu Marszałkowskiego: Nie wrzucać gumy do żucia!

    (...)Nad Kanałem Szymońskim, łączącym jezioro Jagodne z jeziorem Szymon, jeszcze niedawno przy brzegu stały kosze na śmieci. Korzystali z nich żeglarze. Ale lokalny samorząd postanowił zaoszczędzić, kosze zlikwidowano. Teraz brzegi kanału to długie na kilka kilometrów wysypisko.

    No comments.

  42. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 122 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Trudno się zgodzić z autorem, że kwestia nauczycielskich płac to poboczny temat debaty o edukacji. Nie zapominajmy, że dobry nauczyciel da sobie rade mając do dyspozycji wyłącznie tablicę i kredę, a kiepskiemu nie pomoże nawet pracownia komputerowa. Głównym problemem współczesnej polskiej szkoły jest jakość kadr, za którą odpowiada wieloletni poziom płac. Żadna reforma oświaty nie przyniesie masowej poprawy uczniowskich kompetencji, jeżeli nauczyciele (duża ich część) nie będą chcieli lub potrafili prowadzić lekcji zupełnie inaczej niż dziś. To nie jest problem poboczny lecz główny - każda reforma polegnie jeżeli nie zapewnimy szkole właściwych kadr, a tego przy obecnym poziomie płac nie da się osiągnąć. Następnie należy po prostu wdrożyć zasady współczesnej dydaktyki. Dzięki temu szkoła będzie służyła zarówno uczniowi jak i gospodarce.

  43. Zbigniew Osiński
    Zbigniew Osiński 122 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Z uwagą obserwuję wieloletnie już reformowanie polskiej oświaty (z pozycji uniwersyteckiego badacza oświaty, ojca ucznia i męża nauczycielki). Zauważyłem kilka zjawisk powodujących, że kolejne reformy nie przynoszą oczekiwanych rezultatów:
    1. Niechęć do zerwania z herbartyzmem (wiek XIX) i zastosowania podstawowych zasad współczesnej dydaktyki (wiek XXI) - przykład ewidentny to traktowanie ucznia jako tzw. "czystej tablicy", którą dopiero w szkole trzeba zapisać wiedzą uznaną za mądrych dorosłych jako kanon, który każdy gówniarz musi wbić sobie do głowy.
    2. Wdrażanie różnorodnych reform bez wcześniejszego przeszkolenia nauczycieli w zakresie nowych rozwiązań organizacyjnych i metodycznych, a także bez zmotywowania ich do zwiększonego wysiłku, którego wymaga reformowanie własnych przyzwyczajeń co do pracy z uczniami (np. programy studiów podyplomowych z zarządzania oświatą przygotowują raczej księgowych niż dyrektorów szkół) .
    3. Rozbieżność pomiędzy teoretycznymi zapisami a codzienną praktyką (np. miał być nacisk na języki obce, a w praktyce tylko angielski jakoś się w szkołach trzyma; inne języki traktowane jako tzw. drugi ulegają daleko posuniętej marginalizacji).
    4. Zupełnie błędne przekonanie, że istota reformowania polega na tym, że politycy coś zadekretują, a szkoła na pewno to wykona. Zupełne pomijanie faktu, że kształcenie opiera się głównie na tzw. "chceniu" - nauczycielowi musi się chcieć wdrożyć nowe rozwiązania, a uczniowi musi się chcieć uczyć. Dotychczasowe reformy nie zawierały w sobie rozwiązań generujących wspomniane "chcenie".

  44. Anna Trzepizur
    Anna Trzepizur 121 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Bardzo dziękuję Pani Dorocie za tę wypowiedź, zwłaszcza o ADHD. Pozdrawiam!

  45. sp160
    sp160 121 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Szczęść Boże,
    w środę z piątoklasistami byłam na lekcji i wystawie w banku i mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Dodam jeszcze, że w naszej szkole
    mamy zwyczaj przynajmniej raz w miesiącu wychodzić z uczniami na "zewnątrz" i przez lata, które uczę w szkole przypominam sobie wyjście
    do banku (do innego, nie Waszego). Może napiszę to co się podobało.
    1. Atrakcyjnie multimedialnie, bo co tu dużo mówić, uczniowie są wtedy bardziej zainteresowani, kiedy wprzęgnięto technikę komputerową.
    2. Nie dominowała reklama banku. Ona gdzieś się pojawiała, ale nie odczułam, ze jest to nadrzędna intencja tej wystawy.
    3. Wyważona ilość gadżetów. Dzieci bez umiaru czasem biorą co widzą, a później gdzieś to plącze się po szkole. Nagrody dostały tylko dzieci,
    które brały aktywny udział w lekcji.
    4. Pan, który prowadził mówił ciekawie i zrozumiale. Wartościowe był to, że o oszczędzaniu - które dziś jest trochę zapomniane, bo łączy się z rezygnacją czy wstrzemięźliwością - mówił prosto i przekonująco. Cenne jeszcze było to, że było wplecionych wiele wątków dotyczących historii Polski.
    Jestem zadowolona, bo miała ta wystawa cel nie tylko edukacyjny, ale również wychowawczy. Mówiąc o oszczędzaniu nie tylko chodzi o pieniądze,
    ale też o wiele innych ważnych w życiu sprawach.
    Na warsztatach plastycznych nie byłam obecna, ale przekazano mi, że dzieci pracowały z pomysłem i im się podobało.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę radości z pracy, ale na szczęście samą pracą się nie żyje i dlatego życzę szczęśliwego życia teraz i na wieki.
    s. Weronika Kenar
    SP 160 Kraków

  46. Dorota Ostrowska
    Dorota Ostrowska 121 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Gdy ja chodziłam do podstawówki - jeszcze ośmioklasowej - na wsi, normalną sprawą było, że każdy nauczyciel mógł zastąpić każdego innego nauczyciela z innego przedmiotu. Nauczyciele, jak mówił mi mój tata (nauczyciel i kierownik szkoły) byli uczeni w szkołach nauczycielskich (Studium Nauczycielskie) do uczenia wszystkich przedmiotów na poziomie szkoły podstawowej. Jednak aby dostać się do szkoły nauczycielskiej musiał kandydat spełnić wysokie wymagania (być zdrowym, dobrze widzieć, mieć miły wygląd, być prosty, umieć śpiewać, mieć dobry słuch do nauczania muzyki, być wysportowanym, nie mieć zeza, i wiele innych, które w obecnych czasach byłyby potraktowane,jako forma dyskryminacji ludzi. Wszystko to miało jednak swój sens związany z wysokimi wymaganiami wobec zawodu, który kształtuje innych ludzi.

  47. dr Aleksandra Malec
    dr Aleksandra Malec 119 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Bardzo dobry pomysł na realizację matematyki na pikniku. Obiegowa opinia o matematyce jako bardzo trudnym przedmiocie jest niestety prawie nawykiem. A ten jest drugą naturą człowieka.Teraz problem jak zmienić naturę człowieka? Żeby matematyka stała się łatwa muszą pracować nie matematycy lecz psycholodzy i socjolodzy. Należy najpierw zmienić nastawienie uczniów do tego przedmiotu a następnie pokazać w terenie, że matematyka jest wszędzie i jest to dziedzina pozwalająca na zrozumienie innych dziedzin. Jako klucz do życia wzbudzi zainteresowanie.

  48. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 118 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Zastrzegam się na początku - nie chcę przekonywać, że komputer może pomóc w kłopotach z matematyką. Ale chyba anormalną jest sytuacja, że w nowej podstawie programowej słowo komputer nie pojawia się w podstawie programowej matematyki (jak i fizyki!!!). Pod tym względem to krok do tyłu w stosunku do obowiązującej jeszcze podstawy. Nie pomogły moje głosy - to było jak wołanie na pustyni.

    Z jednej strony, wykorzystanie komputera na matematyce może znakomicie służyć praktycznemu zastosowaniu zasad matematyki, w czym nasi uczniowie nie radzą sobie. Ponadto, zajęcia z komputerem na przedmiotach informatycznych przyczyniają się do rozwoju logicznego i algorytmicznego myślenia, z drugiej więc strony, nie korzysta się z możliwości integracji międzyprzedmiotowej. Szkoda.

    W matematyce i w nauczaniu matematyki traktuje się informatykę, jakby nie była dziedziną nauk matematycznych. Nie wykorzystuje się przy tym żywego zainteresowania dzieci i młodzieży komputerami. To zainteresowanie mogłoby być podtrzymywane i kierowane na obszary wiedzy matematycznej, z korzyścią dla obu dziedzin.

    Maciej M. Sysło
    matematyk (wyuczony zawód)
    informatyk (wykonywany zawód)

  49. Maciej M. Sysło
    Maciej M. Sysło 118 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Temat artykułu noworoczny, ale sadząc po zawartości - niewiele w nim edu- a więcej skłonności do -news. Podobnie, jak na zdrowiu zna się każdy żywy, tak na edukacji zna się każdy, kto chodził do szkoły, a o edukacji informatycznej wypowiada się każdy, kto ma komputer. To koszt trafienia komputerów pod strzechy. I dobrze że tam trafiły.

    Proponuje się zastąpić rozbudowaną instrukcję obsługi programów Microsoftu obsługą takich urządzeń, jak iPod, telefon komórkowy, kamera cyfrowa, dyktafon cyfrowy, tablica interaktywna, tablet. Pierwszego już dawno nie ma w podstawach programowych, a drugie - oby nie wypełniło kształcenia informatycznego.

    Wypada zacząć od pytania, co to jest informatyka? Postaram się wkrótce przesłać obszerniejszy komentarz do tej wypowiedzi w formie osobnego artykułu, nie tylko komentarza.

    Maciej M. Sysło

  50. Maria Banduch
    Maria Banduch 115 Months Ago
    (0) Głosuj
    REPORT

    Świetny pomysł! Niedawno rozmawiałam na ten temat z moją klasą - I LO. Kiedy ich zapytałam co czytają, to nie mieli mi o czym opowiedzieć. Jeden z uczniów odpowiedział, że czytają ale w internecie. No to ja dalej, co czytają w tym internecie i czy mogą mi podać jakieś ciekawe strony. I znowu nie usłyszałam nic ciekawego. Proszę zapytać swoją młodzież o czym ciekawym czytają w Internecie.