Nowoczesna edukacja - szkoła XXI wieku

Narzędzia
Typografia

Dziś mamy do czynienia z nowym uczniem i w pewien sposób z nowym światem edukacji, w którym aby dotrzeć do ucznia, trzeba posługiwać się zupełnie innym zestawem narzędzi niż w XX wieku. W zasięgu rąk – dzieci, rodziców i nauczycieli – pojawił się nowy świat edukacji, niosąc za sobą bogactwo interaktywnych i społecznościowych narzędzi oraz technik, które w naturalny sposób wykorzystywane są codziennie przez młodych ludzi, „cyfrowych tubylców”. Tradycyjna kreda, tablica i dobry nauczyciel mogą okazać się niewystarczające dla zapewnienia efektywności procesu edukacji. Nowy uczeń w informacyjnym społeczeństwie wymaga zupełnie nowego podejścia w nauczaniu, dzięki któremu potrafił będzie przetworzyć docierającą do niego informację w wiedzę.PHOTO: SXC.HU

Do tej pory nauka kojarzyła się przede wszystkim z podręcznikiem, tablicą, kredą, biurkiem i dziećmi siedzącymi w ławkach. Tymczasem garściami czerpać można z najnowszych osiągnięć techniki i zgrabnie wykorzystywać je w szkolnej edukacji. A innowacyjnych przykładów, które mogą być inspiracją dla działań w nowoczesnej szkole, jest wiele. Doskonały przykład wykorzystania innowacyjnej metody nauki dzieci w szkole podstawowej pochodzi w Wielkiej Brytanii. Władze jednej ze szkół podstawowych w Bristolu chciały zagospodarować szkolny plac, aby uczynić go również przestrzenią edukacyjną (zobacz: Elementy przestrzeni jako doświadczenie edukacyjne). Wymyślono, że powstanie w tym miejscu inteligentna fontanna. Co zrobiono? Włączono uczniów w wieku od 5 do 11 lat w realizację projektu zarówno na etapie jego planowania i projektowania, jak i wdrożenia. Dzieci miały cały czas decydujący głos w sprawach projektu, dyskutowały, wprowadzały własne pomysły, rysowały, akceptowały projekty przygotowane przez firmę inwestycyjną. Jak zauważyli nauczyciele ze szkoły, bycie współtwórcą fontanny okazało się korzystne zarówno dla kadry, jak i dla uczniów. Nauczyciele byli zaskoczeni zaangażowaniem i kontrybucją uczniów. To oni – niezależnie od wieku - tak naprawdę kierowali projektem i mieli największy wpływ na wygląd i funkcjonalność fontanny. Całe zdarzenie ma dużo bardziej – poza nowym, designerskim urządzeniem z wodą - wymierne korzyści wytworzenia nowego typu relacji pomiędzy nauczycielami i uczniami. Wielka Brytania pozostaje zresztą niedoścignionym wzorcem innowacyjnej edukacji. Powinniśmy uważniej śledzić sukcesy Zjednoczonego Królestwa, ponieważ dzięki reformie systemu edukacji dokonanej przez Premiera Blaira, udało się połączyć modernizację szkół z odchudzeniem i dopasowaniem programu nauczania do wyzwań XXI wieku.

W polskich podstawówkach, tak jak w gimnazjach, z powodzeniem można również zrealizować program „jeden-do-jednego”, czyli laptop lub komputer dla każdego ucznia. Zanim jednak zainwestujemy w wyposażenie szkół lub dzieci w komputery, powinniśmy przygotować spójny i bogaty program nauczania, który będzie wykorzystywał komputery (i inne urządzenia, takie jak tablice interaktywne, odtwarzacze mp3, kamery cyfrowe) jako narzędzia edukacji. To oznacza, że trzeba najpierw zainwestować w nowy program nauczania i egzaminowania, interaktywne materiały edukacyjne, stworzyć specjalne serwisy internetowe, z których będzie można pobierać różnego rodzaju programy i multimedia, a wreszcie przeszkolić z cyfrowej edukacji nauczycieli. Skoro takie projekty udają się za granicą (dobrym przykładem są szkoły podstawowe na brytyjskiej wyspie Man - zobacz: Jeden-do-jednego na wyspie Man), to mogą się udać również w Polsce. Tylko nie odwracajmy kolejności – najpierw komputery potem reszta – bo będzie to szkodliwe dla finansów państwa i dla procesu edukacji.

Olbrzymi sukces w Irlandii odnosi program publiczno-prywatny Filmy w szkole, który tamtejszy rząd uruchomił przy współpracy z firmą Apple. Projekt realizowany jest w 3 500 szkołach podstawowych i polega na tworzeniu filmów edukacyjnych cyfrową kamerą. Uczniowie pracują w małych zespołach, dzielą się zadaniami, planują działania, sami nagrywają filmy, które potem są wykorzystywane na różnych przedmiotach. Szkoły wykorzystują formę filmu w najrozmaitszy sposób. Jedne przygotowują materiały dokumentalne na temat historii lokalnej społeczności wokół szkoły. Są i takie, które decydują się na poważniejsze działania, jak na przykład adaptacje filmowe powieści (np. Grahama Greene) z udziałem dzieci jako aktorów, ale i dzieci jako reżyserów, scenarzystów, producentów. Jeszcze inne studiują sztukę tworzenia filmów, nagrywają tańce i wydarzenia muzyczne. Często filmy wykorzystywane są także do nauki czytania i pisania. Nauczyciele odkryli również, że praca z kamerą i materiałem filmowym szczególnie korzystnie oddziałuje na rozwój osób, które mają problemy z nauką i na osoby niepełnosprawne. A co najważniejsze, program „Filmy w szkole“ realizowany jest przez dzieci we wszystkich klasach szkoły podstawowej, chociaż na pewno jego rezultaty są różne w zależności od wieku młodych twórców. Plusy takiego projektu są niezliczone. Po pierwsze dzieciaki są częścią społeczności, która realizuje nowoczesny projekt. A samo tworzenie filmów nie tylko przygotowuje dzieci do życia w epoce wszechogarniających mediów, ale wzmacnia i rozwija również jedną z najstarszych form nauczania – opowiadanie historii.Z nieukrywaną zazdrością można przyjrzeć się również projektowi jaki powstał w Stanach Zjednoczonych. Nauka czytania i pisania w języku angielskim staje się banalnie prosta jeśli ogląda się Świat Słów (WordWorld), w którym wszystkie słowa zostały… ożywione! Jest to co prawda tylko amerykańska dobranocka autorstwa telewizji PBS, ale bez problemu można wyobrazić sobie wykorzystanie całych odcinków na lekcjach angielskiego w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Każdy odcinek „Świata Słów” kształtuje co najmniej jedną z czterech kluczowych umiejętności: rozpoznawania słów, wrażliwości fonologicznej i znajomości liter, zrozumienia sensu, a także samoświadomości, dzielenia się wiedzą i emocjami. Przy okazji, aż marzy się, aby polskie dzieci przynajmniej jedną wieczorynkę w tygodniu mogły oglądać w tym języku.

(C) EDUNEWS.PLJak na tle innowacyjnych działań naszych sąsiadów wypada Polska? W 2009 r. podczas festiwalu Edukacyjne Oblężenie Malborka Colin Rose dokonał zniszczenia czarnej tablicy jako symbolu „starej edukacji”. Niestety, nie oznacza to, że do polskich szkół już wkrótce zawitają tablice interaktywne i inne nowoczesne narzędzia. Co prawda rządowe doniesienia mówią o projekcie „Nowe Technologie Edukacji“, jednak Ministerstwo jeszcze nie wie, czym tak naprawdę ma być program, bo jak poinformowali rządowi eksperci: będzie on miał taki charakter, jakiego nabierze w wyniku konsultacji społecznych... Jak na razie trudno zatem dostrzec w tym jakąś wizję modernizacji kształcenia w polskich szkołach. W dalszym ciągu nowoczesna edukacja XXI wieku będzie domeną nauczycieli pasjonatów i innowatorów, którzy będą iść pod prąd narzuconym schematom. Oby było ich jak najwięcej!

Wyśmienitym przykładem skostniałego myślenia w edukacji jest historia związana z wprowadzeniem obowiązkowej matematyki na maturze od 2012 roku. Najlepszym wg urzędników oświatowych rozwiązaniem, które ma być panaceum na marne wyniki matematycznej matury miało być - zwiększenie liczby godzin lekcyjnych. Na ile rozwiązanie to sprzyjać będzie większej efektywności edukacji, a na ile utrzymywać jedynie system nauczania, który – jak widać po efektach – do dziś się nie sprawdził? Szkoda, że nikt poważniej nie pochylił się nad problemem, bo rozwiązań – dużo mniej sztampowych – jest dużo. Jedno z największych na świecie wydawnictw edukacyjnych, Pearson Education, przeprowadziło w Stanach Zjednoczonych badanie, w którym dokonało analizy narzędzi przydatnych w edukacji od przedszkola (!) do studiów I stopnia (licencjackich). Pearson opracował specjalny program do nauki matematyki online – MyMathLab, który, podobnie jak inne tego typu narzędzia, oferuje uczniom możliwość dopasowania do swoich preferencji tempa uczenia się oraz możliwość odświeżenia i pogłębienia znajomości matematyki. Program współpracuje z podręcznikami wydawanymi przez Pearson, a za 57 USD młodzi matematycy uzyskują pełny dostęp do wszystkich zasobów znajdujących się w podręcznikach, na których kupnie mogą zaoszczędzić w ten sposób majątek.

Zamiast dokładać uczniom kolejne godziny zajęć, co raczej nie rozwiąże problemu złego przygotowania do matury z matematyki, Ministerstwo Edukacji mogłoby opracować zestaw gier matematycznych, dzięki którym przyszli maturzyści łatwiej opanowaliby materiał programowy. Dlaczego w MEN nikt nie myśli o takich narzędziach edukacyjnych? W Stanach Zjednoczonych edukacyjnym hitem okazała się DimensionM – trójwymiarowa komputerowa gra fabularną dla uczniów szkół średnich, w której ich zadaniem jest ocalić świat przed groźnym bio-cyfrowym wirusem, właśnie przy wykorzystaniu znajomości matematyki. W DimensionM uczniowie mogą grać w pojedynkę lub w formacie rozgrywek z innymi uczniami z klasy, okręgu lub różnych zakątków świata. Gra i jej grafika jest na wysokim poziomie, a sam pomysł włączenia matematyki jako integralnej części gry video sprawdził się świetnie. „Jesteśmy świadkami wielkiej przemiany” - mówią matematycy - „przez pierwszych kilka tygodni widzieliśmy jak uczniowie szukają naszego wsparcia przed planowaną rozgrywkami, aby mogli nauczyć się więcej i pokonać kolegów… To podnosi notowania matematyki jako przedmiotu. Kiedy uczniowie oczekują, że wygrają grę, wygrywają tak naprawdę kolejną lekcję!” Warto dodać, że w wielu amerykańskich szkołach organizowane są już turnieje szkolne w oparciu o tą grę i powstał ranking najlepszych wyników.

Polską szkołę XXI wieku trzeba więc wymyśleć od nowa, korzystając z doświadczeń innych krajów - może wykorzystując co najlepsze w modelu skandynawskim, opartym na dużej autonomii nauczyciela i to, co najlepsze w modelu brytyjskim, wykorzystującym efektywnie nowe technologie w edukacji. Jeśli czytamy o tym, że każda brytyjska szkoła będzie musiała w 2014 wykorzystywać komputery w nauczaniu na wszystkich przedmiotach, albo, że w Stanach Zjednoczonych po 8 roku nauki (odpowiednik naszego Gimnazjum) odbywać się będzie narodowy test kompetencji cyfrowych, to dostrzec można, że w dyskusji o polskiej szkole staliśmy się specjalistami od tracenia czasu na dyskusje o niczym. Nawet obecnej reformie programowej patronuje hasło dokończenia reformy systemu edukacji zaczętej przez ministra Handkego. A tamta reforma wymyślona została w ubiegłym stuleciu (!), była oparta więc na założeniach dwudziestowiecznej edukacji. I choć zmieniła szkołę instytucjonalnie wprowadzając gimnazja, to nie zmieniła filozofii szkoły.

Edukacja XXI wieku stanowi – niestety – tajemnicę również dla rodziców. Przyjmę założenie, że rodzice "coś" wiedzą, ale na pewno nie wszystko. Warto pokazywać dziecku co można zrobić przy użyciu komputera, palmtopa, kamery cyfrowej, dyktafonu, odtwarzacza mp3, ale również być otwartym na to, co pokazuje nam samo dziecko. Może się okazać, że korzysta z jakiejś funkcji czy programu, które nie są nam znane, a są wysoce praktyczne i użyteczne. Twórzmy tą nowoczesną edukację razem, zarówno w rodzinie, jak i szkole. To kolejna fascynująca cecha nowoczesnej edukacji - obie strony tego procesu mogą odgrywać obie role – jednocześnie uczyć i być nauczycielami!

W dzisiejszym świecie warto przyjąć takie założenie – "wiem, że na pewno nie wszystko wiem". Rozwój cywilizacyjny i technologiczny, odkrycia naukowe, nowe zjawiska społeczne – to wszystko powoduje, że nie możemy zakładać, iż mamy o jakiejś dziedzinie pełną wiedzę. Ilość informacji przyrasta codziennie w takim tempie, że nie jesteśmy w stanie jej skutecznie przetwarzać, a nasza wiedza o rzeczywistości jest coraz bardziej fragmentaryczna niż kompleksowa. Wszyscy musimy uczyć się przez całe życie. Dlatego od pierwszych lat szkolnych starajmy się rozwijać u dzieci kreatywność, ciekawość świata (języki obce!), stawiajmy przed nimi gry i zadania rozwijające wyobraźnię, uczmy ich poruszania się po świecie informacji i otwartości na to, co nowe. Przekażmy im te umiejętności, aby mogły w przyszłości swobodnie poruszać się po świecie, który jeszcze nie nastał, wykonywały zawody, które jeszcze nie zostały stworzone, posługiwały się urządzeniami, które jeszcze nie zostały wynalezione!

Jaka powinna być więc szkoła XXI wieku? Przede wszystkim otwarta na innowacje – nie tylko w świecie technologii, ale i w odniesieniu do procesów nauczania i uczenia się. Współczesna edukacja nie powinna stać w opozycji do cyfrowego świata, w którym funkcjonują na co dzień uczniowie, także ci najmłodsi. Powinna mądrze korzystać – na wszystkich przedmiotach - z dobrodziejstw nowych technologii i przyczyniać się do powiększania wirtualnych zasobów edukacyjnych. Dzięki takim działaniom nauka będzie bardziej atrakcyjna dla uczniów, którzy będą coraz bardziej zmotywowani do działania.

To także szkoła, która powinna przekazywać wiedzę praktyczną. Uczmy się umiejętności wyszukania i przetworzenia informacji w wiedzę, planowania, współpracy, komunikacji, posługiwania się przeróżnymi urządzeniami w celach edukacyjnych. Korzystajmy z symulatorów, aby uzmysłowić sobie możliwe skutki naszych działań. To wszystko bardzo przyda się dzieciom w przyszłości, gdy będą dorastali i gdy dorosną.

Wreszcie, trzecia ważna cecha, szkoła musi dzielić się wiedzą. Jest ona osadzona w określonej społeczności lokalnej i powinna odpowiadać na potrzeby tej społeczności. Jest również środowiskiem, w którym wszyscy uczestnicy procesu edukacji powinni brać aktywny udział: nauczyciele, uczniowie i rodzice. I wszyscy powinni się od siebie uczyć. Na przykład, czy nauczyciel może nauczyć się od uczniów jak sprawniej obsługiwać komputer? Albo telefon komórkowy? Tak! Chyba wielu skorzystałoby na takiej wymianie.

I jeszcze jedno. W centrum szkoły XXI wieku znajduje się uczeń. To on jest początkiem i końcem wszystkich działań edukacyjnych. Dlatego przekaz, który do niego kierujemy powinien być spersonalizowany – dopasowany do jego możliwości, ale i różnych preferencji. Dzisiaj zazwyczaj o tym zapominamy.

Zapraszam do lektury i współpracy przy tworzeniu Edunews.pl!

 

Redaktor naczelny Edunews.pl

Marcin Polak