Autonomia w teorii i praktyce oświatowej

Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Autonomia to samodzielne stanowienie o sobie, swoich zasadach i decyzjach. Może dotyczyć jednostek i całych społeczności. Ma znaczenie w różnych dziedzinach życia, na przykład, w polityce, filozofii, psychologii, pracy. W społeczeństwie demokratycznym uważana jest za zjawisko niezwykle cenne, bowiem wzmacnia u ludzi chęć samodzielnego działania, skłania do przyjmowania na siebie odpowiedzialności, sprzyja pełnemu wykorzystaniu osobistych zasobów oraz zwiększa motywację do mierzenia się z napotkanymi problemami.

Autonomia wymaga swoistej zdolności, na którą składa się wiara we własne siły, pewien zasób kompetencji oraz chęć działania; przydaje się również otwartość na innych ludzi i gotowość do współpracy. Owa zdolność rozwija się u każdego człowieka, choć w różnym stopniu, w zależności od indywidualnych predyspozycji oraz przestrzeni, jaką otoczenie społeczne oferuje dla samodzielnej, twórczej aktywności. Warto więc otwierać tę przestrzeń już od najmłodszych lat, by skutecznie rozwijać poczucie autonomii, dla tych wszystkich korzyści, jakie z niej wypływają.

Przedmiotem tej analizy będzie autonomia nauczyciela. Bardzo dużo mówi się o niej przy okazji reformy Kompas Jutra. Słuchając przedstawicieli instytucji zarządzających przygotowaniami do planowanej zmiany (MEN oraz IBE), zapowiadających zwiększenie autonomii nauczycieli, i zestawiając to z proponowanymi rozwiązaniami, mam wrażenie wielkiego nieporozumienia, tudzież pomieszania pojęć. A że autonomię uważam za warunek sine qua non skutecznej pracy pedagogicznej, czuję potrzebę zaprezentowania tutaj swoich wątpliwości i przemyśleń.

Dlaczego autonomia nauczyciela jest ważna?

Autonomia w każdym zawodzie polega mniej więcej na tym samym – samodzielnym podejmowaniu decyzji. Nie oznacza totalnej samowoli, bowiem w praktyce każdy człowiek uwikłany jest w jakieś ograniczenia. Może największą autonomię ma artysta, który sam decyduje o swoim dziele, ale nawet on musi brać pod uwagę oczekiwania klientów, jeśli chce sprzedać to, co stworzy.

Autonomia w każdym zawodzie polega mniej więcej na tym samym, ale poszczególne zawody różnią się stopniem złożoności podejmowanych działań i decyzji. Nauczanie wiąże się z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi i oddziaływaniem na nich. Każdy jest unikalną mieszanką zdolności, pracowitości, motywacji, umiejętności komunikacyjnych. Każdy może mieć dobry lub zły humor, dobre lub złe samopoczucie. Przed nauczycielem stają rozmaite cele, zarówno dydaktyczne, jak i – bardzo często w pracy z dziećmi i młodzieżą – wychowawcze. Większość nauczycieli pracuje w placówkach oświatowych, więc muszą też brać pod uwagę ograniczenia związane z przepisami, uwzględniać organizację pracy oraz ustalenia – choćby tylko te zapisane w statucie, które obowiązują cały zespół pedagogiczny. To tylko niektóre okoliczności sprawiające, że praca nauczyciela należy do najbardziej złożonych. Podejmowanie na co dzień bardzo wielu decyzji jest jej częścią. Nie sposób całości ubrać w instrukcje i procedury. Autonomia nauczyciela jest więc bardzo ważna. Jest po prostu koniecznością podyktowaną przez życie.

Dwa poziomy autonomii

W debacie publicznej często pojawia się twierdzenie, że w momencie, gdy nauczyciel staje przed klasą, może wszystko – w domyśle sam decyduje o tym, jaką drogą podąży, jak rozwinie się sytuacja. To spore uproszczenie, bo na pewno wielu rzeczy nie może, jednak istotnie, w bezpośredniej relacji z uczniami, rzeczywiście ma dużą swobodę postępowania.

Osobista autonomia nauczyciela w niektórych sprawach ustępuje autonomii zespołu pedagogicznego. Są pewne uzgodnienia, zapisywane w statucie, na przykład w zakresie oceniania, które po uchwaleniu obowiązują wszystkich. Wpływ na zapisy statutowe mogą mieć również rodzice, za pośrednictwem Rady Rodziców i uczniowie poprzez przedstawicielstwo Samorządu Uczniowskiego.

Oba poziomy nauczycielskiej autonomii mają umocowanie w przepisach prawa. Artykuł 12 ust. 2 Karty Nauczyciela głosi wprost, że w realizacji programu nauczania ma prawo do swobody stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne. W prawie oświatowym jest też szereg delegacji dla społeczności szkolnych do uregulowania różnych kwestii w statutach placówek. Niestety, jedno i drugie bywa często źródłem nieporozumień.

Przykłady nieporozumień z życia wzięte

Czytam przestrogę opublikowaną na fejsbuku przez jedną z ważnych postaci świata polskiej edukacji, panią Gabrielę Olszowską:

Nauczyciel nie może się tłumaczyć, że robi coś tak, bo zawsze tak było. ... bo tak. Bo on tak uważa - ma mieć argumenty naukowe - neurodydaktyka, psychologia edukacyjna itp. (uwaga na mity zw. z neurodydaktyką)

Czytam i mam wątpliwości. Co do tej naukowości – sama autorka delikatnie wskazuje na mity związane z aktualnie modną neurodydaktyką. Gdy ministerstwo szykowało zmiany w pracach domowych, pojawiło się opracowanie Instytutu Badań Edukacyjnych Prace domowe. Wyniki badań dotyczących prac domowych i ich efektywności edukacyjnej (link). We wstępnej rekapitulacji tego raportu autorzy napisali m.in., że natężenie prac domowych nie przekłada się liniowo na wzrost wyników nauczania. Jeśli jednak ktoś przeczyta całość, znajdzie tam zdania mówiące coś innego. Na przykład: (…) stwierdzono, że średni efekt zadawania prac domowych jest pozytywny, choć niezbyt silny – przyspieszają one tempo uczenia się o 15%, albo (…)średni efekt okazał się pozytywny zarówno w szkole podstawowej, jak i średniej, lecz silniejszy w tej drugiej. Taka to dzisiaj nauka z potężną dawką publicystyki i… politycznego obstalunku. We wspomnianej rekapitulacji raportu, który został upubliczniony PRZED ogłoszeniem projektu rozporządzenia w sprawie prac domowych, napisano: Wskazane jest opracowanie wskazówek dla nauczycieli dotyczących zadawania prac domowych po wejściu w życie ograniczeń w tym obszarze. Wygląda więc na to, że na polityczne zamówienie badacze zbudowali fundament przesądzonej już decyzji, tworząc pozór unieważnienia tradycyjnej metody pracy dydaktycznej, jaką jest praca domowa. Skuteczny wobec wszystkich laików, którzy lekturę ograniczyli do wstępnej rekapitulacji.

Wracając co wpisu pani Olszowskiej, to wiele o sposobie traktowania nauczycieli mówi stwierdzenie nauczyciel nie może się tłumaczyć. Skąd w ogóle pomysł, żeby nauczyciel się tłumaczył ze swojego postępowania?! Nauczyciel może jedynie, w razie potrzeby, wyjaśnić powody dlaczego postąpił tak, a nie inaczej. To różnica nie tylko semantyczna, ale po prostu fundamentalna, jeśli chodzi o budowanie szacunku.

Co do drugiego poziomu autonomii, powszechnie wiadomo, że statuty szkół budzą liczne zastrzeżenia. Wiele zapisów jest kwestionowanych jako bezprawne. Czy zawsze słusznie? Oto pan Igor Bykowski, kurator wielkopolski, wyjaśnił publicznie, że nie wolno ważyć ocen, czyli uznawać, na przykład, oceny ze sprawdzianu za ważniejszą niż za pracę domową, a i ustalanie oceny klasyfikacyjnej metodą wyliczania średniej jest pozbawione podstawy prawnej. To niezrozumienie zasady legalizmu - niesłuszne założenie, że to, co nie jest wprost wskazane, jest niedozwolone. W istocie szkoły mogą autonomicznie ustalać zasady oceniania bieżącego, o ile nie przekroczą ram wyznaczonych w ustawie.

Autonomia kontra przepisy

Obok przepisów otwierających przestrzeń dla autonomii istnieje wiele aktów prawnych, które ją ograniczają. nikogo nie dziwi, że państwo reguluje funkcjonowanie sytemu oświaty, szczegółowo w przypadku placówek publicznych, z większym zakresem swobody dla placówek niepublicznych. Problem w tym, że zakres regulacji wciąż rośnie. Cały czas mamy na tapecie kwestię prac domowych, mimo nacisków społecznych, by wycofać się z ograniczeń, teraz z kolei opinia publiczna zajmuje się planami ustawowego uregulowania kwestii stroju szkolnego. Tego typu działania może nie bulwersowałyby tak bardzo środowiska nauczycielskiego, gdyby nie równoczesny brak inicjatyw wzmacniających pozycję szkoły. Nawet z nieśmiałej próby zmniejszenia dopuszczalnej liczby nieobecności nieusprawiedliwionych, co choć symbolicznie wsparłoby autorytet tej instytucji, ministerstwo właśnie się wycofało.

Tendencja do coraz bardziej drobiazgowego regulowania rzeczywistości szkolnej nie jest aktem samowoli władz, ale skutkiem obecnej atmosfery społecznej. W tym miejscu zacytuję fragment wypowiedzi, jaką w komentarzu w dyskusji o projekcie przepisów dotyczących zasad ubioru obowiązujących w szkole, zamieściła Anna Maria Wołyniak:

W świecie, w którym każde „nie” wymaga uzasadnienia, ekspertyzy i konsultacji społecznych, najbezpieczniejszym rozwiązaniem okazuje się… taśma miernicza   . Bo skoro nie umiemy już rozmawiać o normach, pozostaje geometria, fizyka i regulamin z aneksem. Paradoks polega na tym, że im bardziej celebrujemy autonomię jednostki, tym bardziej musimy wszystko usztywnić przepisem. Emancypacja „ja” kończy się więc triumfem paragrafu.

Niestety, wyraźnie widać zderzenie szacunku dla praw jednostki – ucznia, z potrzebą autonomii nauczyciela i instytucji. Każda kolejna kodyfikacja kwestii tak szczegółowych ogranicza pole działania szkoły. Może i jest sprawiedliwiej, ale za to zupełnie przeciwskutecznie, jeśli chodzi o spełnianie przez placówkę oświatową jej funkcji opiekuńczych, dydaktycznych i wychowawczych.

Zanikająca przestrzeń zaufania

Fundamentem poszanowania autonomii jest zaufanie. Zaufania do nauczycieli nie ma obecnie za grosz. To złożony skutek antynauczycielskiej retoryki władz z czasu strajku w roku 2019, krytycznej oceny skuteczności działania szkół podczas pandemii, oraz obecnej zmiany oczekiwań społecznych, w tym potrzeby indywidualizacji pracy z uczniem, którym szkoła nie jest w stanie wyjść naprzeciw. Do tego dochodzi medialne nagłaśnianie wielu incydentalnych wydarzeń, w których niezależnie od faktycznego przebiegu, stroną krytykowaną jest szkoła. Młyny internetowe działają szybko i bezlitośnie, o czym przekonała się choćby nauczycielka angielskiego z Kielna, a słowo przepraszam w obiegu medialnym w ogóle nie istnieje.

Doświadczenie uczy, że w przypadku konfliktu w szkole autonomia jest bez szans w konfrontacji z urzędem. Każde działanie nauczyciela musi być uzasadnione i udokumentowane.

Brak zaufania w zasadzie wyklucza autonomię. W największym stopniu ma ona szansę przetrwania jeszcze w sferze indywidualnej pracy nauczyciela z klasą, ale – powiedzmy sobie szczerze – wyłącznie do pierwszego kryzysu. Są osoby na tyle sprawne w swoim fachu, na tyle empatyczne i świetnie komunikujące się, że skutecznie tworzą przestrzeń dla własnej autonomii. Niestety, powtórzę raz jeszcze, do pierwszego kryzysu, z którego, jeśli nawet wyjdą obronną ręką, to mentalnie poobijane. Nie jest to kwestia jakiejś szczególnie złej woli drugiej strony – uczniów, rodziców, dyrekcji, nadzoru, ale po prostu egzekucja imperatywu równoczesnej skuteczności działań nauczyciela i spełniania indywidualnych potrzeb jego otoczenia.

Mamy więc kryzys autonomii nauczycielskiej, który stał się zarazem kryzysem misji tego zawodu. Zdaje sobie z niego sprawę Ministerstwo Edukacji Narodowej, więc Barbara Nowacka wkroczyła na scenę i oznajmiła, że reforma Kompas Jutra przywróci nauczycielom autonomię.

Przywracanie przez ograniczanie

Muszę przyznać, że obietnica przywrócenia autonomii dowodzi, że ministra Nowacka jest świadoma problemu. Czy jednak za słowami idą adekwatne działania? Niestety, trzymając się zapowiedzi i ogłoszonych projektów, reforma Kompas Jutra przewiduje daleko idącą ingerencję w sferę metodyki nauczania, czyli autonomię zmniejsza. Nie tylko formułuje wymagania, ale również wskazuje metody ich realizacji. Rekordowa objętość świeżo opracowanych podstaw programowych jeszcze bardziej – w stosunku do krytykowanych przecież za drobiazgowość podstaw z reformy Zalewskiej – ogranicza przestrzeń dla autorskich rozwiązań programowych. Jedynym spektakularnym otwarciem przestrzeni dla autonomii w tych projektach jest ograniczenie listy lektur obowiązkowych na rzecz dużego wyboru pozycji rekomendowanych.

Symbolem sprzeczności deklaracji i działań mogą być słowa ministry na temat nowego pomysłu – tygodnia projektowego.

(…) taki właśnie jest cel wprowadzenia do szkół tygodnia projektowego, podczas którego uczniowie będą realizować interdyscyplinarne przedsięwzięcia. - To będzie stymulować sprawczość młodzieży i umiejętność pracy zespołowej, która jest fundamentem przyszłego życia w świecie zawodowym, społecznym - mówiła Nowacka. Dodała, że takie rozwiązanie umożliwi wykorzystanie pełnej wiedzy nauczycielek i nauczycieli oraz odda im autonomię.

Naprawdę trudno dociec, jak narzucone odgórnie w formule tygodniowej zajęcia projektowe mogą oddać autonomię nauczycielom?!

No i mamy pat!

Bez poczucia autonomii, w atmosferze lęku przed odpowiedzialnością za decyzje podejmowane w codziennej pracy, szkoły stają się toksycznym środowiskiem pracy dla nauczycieli, a przez to też gorszym miejscem dla uczniów. Z drugiej strony brak zaufania społecznego nie jest jedynie wynikiem działań MEN, ale po prostu jednym z przejawów kryzysu życia społecznego, z jakim borykamy się na wielu polach. Najbardziej prawdopodobny scenariusz, to dalszy uwiąd instytucji szkoły. Sytuacji nie poprawi kreowanie przez władze nowych oczekiwań i nadziei, jak choćby na sukces edukacji włączającej. Tego sukcesu nie będzie, bo wymagałoby to nie tylko pomysłu – przyjmijmy nawet, że jest, ale także potężnych środków finansowych na wdrożenie – a tego nie ma na pewno. Działamy cały czas po taniości, co tylko potwierdza starą mądrość, że słowa są najtańsze.

Nie wiem, jak można wybrnąć z obecnej sytuacji, i czy w ogóle można, ale jestem pewny, że reforma „Kompas Jutra” nie wychodzi naprzeciw żadnej istotnej przyczynie panującego kryzysu.

 

Notka o autorze: Jarosław Pytlak jest dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 24 STO na Bemowie w Warszawie oraz pomysłodawcą i wydawcą kwartalnika pedagogiczno-społecznego Wokół Szkoły. Działalnością pedagogiczną zajmuje się przez całe swoje dorosłe życie. Tekst ukazał się w blogu autora.

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

Ppp napisał/a komentarz do Dzikie pola w debacie o polskiej oświacie
Od czasów opisanych w "Ogniem i mieczem" minęło 380 lat i jakoś tak niewiele się zmieniło. Zamiast m...
Lechosław napisał/a komentarz do Osiemnastka jubilata czy solenizanta?
Serdeczne gratulacje kieruję do ojca tego, właśnie od dziś już dorosłego, Twojego dziecka, Marcinie!...
Lisicka Katarzyna napisał/a komentarz do Osiemnastka jubilata czy solenizanta?
18stka to poważny wiek! Gratulacje! I kolejnych 18stek!
Jacek Ścibor napisał/a komentarz do Osiemnastka jubilata czy solenizanta?
To chyba jedyny portal zajmujący się edukacją widzianą "od dołu", a nie z ministerialnych, czy stric...
Jacek Ścibor napisał/a komentarz do Osiemnastka jubilata czy solenizanta?
Edunews to chyba najstarszy portal, w którym o edukacji wypowiedzieć się może każdy, kto się nią int...
Danuta napisał/a komentarz do Osiemnastka jubilata czy solenizanta?
Gratulacje, jest za co. Dobra robota i dzięki, że jesteście.
Instytut Dobrej Edukacji napisał/a komentarz do Osiemnastka jubilata czy solenizanta?
Wielkie gratulacje!Zachowajcie w tym dojrzewaniu dużo dziecka - to co jest Waszymi najlepszymi cecha...
Ewa Radanowicz napisał/a komentarz do Osiemnastka jubilata czy solenizanta?
Wow! Gratulacje! Dla mnie to zaszczyt móc w tej przestrzeni czasem bywać … dosłownie i w przenośni ❤...

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie