Defekt mentalny

Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Większość prac studenckich – od zaliczeniowych po magisterskie – to plagiaty. I choć ocena ta dotyczy głównie prac powstałych na kierunkach politycznych i społecznych, to skutki tego faktu mogą być nieprzewidywalne. Gdyby przy ich weryfikacji stosować bezwzględnie przepisy prawa, mogłoby dojść do wywrócenia całego systemu edukacji.PHOTO: SXC.HU

Taką opinię wypowiedział jeden z uczestników konferencji „Nierzetelność w nauce”. I choć wydawać się ona może zbyt kontrowersyjna, jednak liczba i charakter przykładów drastycznego łamania podstawowych zasad etycznych dowodzi, że nie jest ona wyolbrzymiona. Co gorsza, zasady te łamią również pracownicy naukowi. Przy czym nieuczciwość studentów polega na sięganiu po „metodę: kopiuj – wklej”, natomiast ciężar gatunkowy nadużyć wykładowców jest znacznie większy. To oznacza, że mamy poważny problem, z którym muszą się zmierzyć – nauka polska, szkolnictwo wyższe i nie tylko...

Oprócz pospolitych plagiatów, które polegają na przywłaszczaniu sobie wyników cudzych badań w wersji podanej przez ich prawdziwych autorów, do najczęstszych wykroczeń zaliczyć można manipulację danymi, ich naciąganie do przyjętej tezy, a nawet wymyślanie, żeby ją „wiarygodnie” uzasadnić.

Na 207 prac naukowych opublikowanych przez profesora Śląskiej Akademii Medycznej 50 to ewidentne plagiaty. Autor zamieścił w prestiżowych polskich periodykach medycznych wierne tłumaczenia artykułów z zagranicznych czasopism i podpisał je jako prace własne.

Ordynator Oddziału Ginekologii Szpitala Klinicznego Wrocławskiej Akademii Medycznej przedstawił w swojej pracy habilitacyjnej procedury medyczne, których nie stosował oraz wyniki badań laboratoryjnych, których nie przeprowadził.

Na Wydziale Technologii Żywienia Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego dopuszczono do obrony pracę habilitacyjną i doktorską, które były kompilacją kilku prac magisterskich. Niestety, większość autorów tych fałszerstw nie spotkała żadna dyscyplinarna i prawna sankcja. Koledzy i przełożeni przymykają oko, a Temida całkowicie ślepnie. Co więcej, środowiskowy ostracyzm dotyka raczej tych, którzy wskazują winnych naruszeń i domagają się ich ukarania.

Profesor łódzkiego Uniwersytetu Medycznego był promotorem 37 doktoratów, w których znaleziono liczne fragmenty z publikacji innych autorów. Również on sam przywłaszczył sobie i opublikował w swojej pracy habilitacyjnej dorobek z kilku doktoratów. Na wniosek rektora uczelni, ministerialna Komisja Do Spraw Tytułów Naukowych unieważniła cztery obrony i powiadomiła Prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, ale starania adwokata, jego gra na zwłokę doprowadziły do przedawnienia sprawy. Rzecz jednak w tym, że autorzy „naukowych” skandali nie poniosa również konsekwencji społecznych.

Przyczyna choroby, o której mówimy tkwi bowiem w ogromnej tolerancji, jaką wykazujemy wszyscy wobec jej przejawów w różnych formach (ściąganie od kolegi, z podręcznika, z Internetu) i na różnych etapach edukacji. Stąd niekwestionowane znaczenie bydgoskiej konferencji, która zgromadziła w początkach listopada przedstawicieli różnych uczelni. Zorganizowało ją Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w bydgoszczy oraz Forum Akademickie. Trudno jednak nie wspomnieć też o roli dra Marka Wrońskiego, Rzecznika Rzetelności Naukowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, który nie ustaje w tropieniu przypadków łamania zasad etyki nauczyciela akademickiego. Roli w inicjowaniu spotkania i wzbogaceniu jego merytorycznej zawartości.

Organizatorzy mieli nadzieję, że konferencja ożywi w środowisku naukowym dyskusję o tym problemie i doprowadzi do zmiany jego postrzegania. Czy tak się stanie? Trudno powiedzieć. Z całą pewnością jednak, uczestnikom spotkania udało się zwrócić uwagę na fundamentalne braki, które udaremniają walkę z plagą plagiatów. W Polsce brak na przykład centralnie zinstytucjonalizowanego systemu zwalczania nierzetelności naukowej, dochodzenia w tych sprawach prowadzą same uczelnie, a Zespół d.s. etyki przy MSWiN ma tylko głos doradczy. Postulowano zatem, by wzorem USA, Niemiec i państw skandynawskich utworzyć w ministerstwie centralne biuro rzetelności naukowej, a uczelniane władze i komisje dyscyplinarne zobligować do bardziej zdecydowanego zwalczania patologii życia akademickiego. W podsumowującej konkluzji wskazano także na potrzebę zerwania z fałszywie pojmowaną solidarnością zawodową i próbami „zamiatania takich spraw pod dywan”.

Moderator dyskusji, prof. Jan Hartman, filozof z Uniwersytetu Jagiellońskiego sugerował, że pobłażliwy stosunek części środowiska akademickiego do nierzetelnych kolegów może wynikać z – tkwiącej w podświadomości wielu z nas – scholastycznej zasady, która traktuje całokształt ludzkiej wiedzy jako daną odgórnie, wspólną własność. A to oznacza, że może z niej czerpać każdy, w dowolnej ilości i w dowolny sposób. Nie wchodząc w polemikę z tą interpretacją, warto przypomnieć, że swoisty trening w lekceważeniu prawa do wszelkiej własności, w tym także własności intelektualnej, przeszliśmy w czasach PRL-u. To jednak słabe wytłumaczenie dla zachowań środowisk, które uczestniczą w budowaniu społeczeństwa wiedzy XXI wieku.

Podczas dyskusji nazwano plagiat „defektem mentalnym, który cofa nas cywilizacyjnie”. I – prawdę mówiąc – trudno tu o lepszą pointę.

Niniejszy artykuł ukazał się w numerze 09/10 (220/221) Edukacji i Dialogu, czasopiśmie liderów edukacji.

 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

Ppp napisał/a komentarz do Poprawianie prac przez uczniów
Zapomniała Pani o najważniejszym puncie: MNIEJ prac i sprawdzianów! Problem czasu przeznaczonego na ...
Jan napisał/a komentarz do Odwrót od ekranów w edukacji?
Żeby napisać coś tradycyjnie potrzebne są tylko dwie rzeczy: 1. długopis i 2. papier (kreda i tablic...
Sebastian Matysiak napisał/a komentarz do Odwrót od ekranów w edukacji?
Człowiek dorosły wchodzi do świata technologii z już ukształtowanym układem nerwowym, wypracowanymi ...
Ppp napisał/a komentarz do Wytrwałość ucznia
Przypominam, że poza Pani przedmiotem, uczeń ma do obsłużenia jeszcze kilkanaście innych, plus dodat...
Pełna zgoda, tylko potrzebny jest CZAS. Plus świadomość, że lektury szkolne bywają trudne i nie możn...
Sebastian Matysiak napisał/a komentarz do Smartfon na lekcji. Zło piekielne czy narzędzie edukacyjne? 
Bil Gates powiedział: „Postęp technologii polega na dostosowaniu jej tak, abyś nawet jej nie zauważa...
Stanisław Czachorowski napisał/a komentarz do Dlaczego nauka przez całe życie i małymi porcjami?
Szkopuł w tym, że tak do końca to nie wiemy co jest na prawdę potrzebne, czyli czego uczyć.
Sebastian Matysiak napisał/a komentarz do Czy rankingi szkół rzeczywiście mierzą jakość edukacji?
To trochę tak, jakby oceniać trenera wyłącznie po wynikach zawodników — bez patrzenia na to, z kim z...

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie