Wioska vs. globalny ranking – porównywanie społeczne: adaptacja i ryzyko w cyfrowym świecie (higiena cyfrowa #2)

Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

W plemieniu porównywanie się z innymi zawsze miało sens i było bardzo ważne. Jeśli żyjesz w małej grupie, to obserwowanie innych daje realną przewagę: widzisz, kto jest sprawny, kto dobrze radzi sobie w trudnych sytuacjach, kto buduje sojusze, kto ma autorytet, kto jest godny zaufania. Dzięki temu wiesz, jak się ustawić, czego się uczyć, do kogo podejść, a kogo lepiej omijać. To była mapa przetrwania w małej skali: kilkanaście, kilkadziesiąt osób, które znasz naprawdę. Porównanie miało kontekst. Wiedziałeś, skąd ktoś pochodzi, jak wygląda jego dzień, co przeżywa, jakie ma ograniczenia. Widziałeś sukcesy i porażki, wysiłek i zmęczenie, proces i rezultat. Dzięki temu porównanie mogło działać jak kompas: „o, warto się tego nauczyć” albo „on ma dziś lepszy dzień, ja mam gorszy — to normalne”.

W cyfrowym świecie ten sam mechanizm trafia na wielką scenę i zaczyna działać przeciwko nam. Porównujesz się nie do swoich, tylko do wyselekcjonowanej, wyretuszowanej wersji setek albo tysięcy ludzi. To nie jest już porównanie w obrębie realnej wspólnoty, tylko porównanie z widowiskiem. Mózg nie widzi kulis — widzi sygnał: inni mają lepiej, są ładniejsi, pewniejsi siebie, bardziej lubiani, bardziej ogarniają, mają ciekawsze życie. A ponieważ mózg ocenia siebie na tle tego, co widzi najczęściej, to takie obrazy potrafią ustawić w głowie nową normę: tak wygląda normalne życie. Tyle że to nie jest normalne życie — to jest wybór najlepszych momentów, najlepszych kadrów i najlepszych historii.

Tu wchodzi kilka mechanizmów, które robią różnicę.

Po pierwsze, w feedzie widzisz głównie wygrane, a rzadko koszty: widzisz efekt, nie widzisz stresu, prób, niepewności, bólu brzucha przed wystąpieniem, kłótni w domu, gorszych dni, wątpliwości. Nawet jeśli ktoś czasem wrzuci „jest mi ciężko”, to i tak jest to wersja opowiedziana po czasie, często już w kontrolowany sposób.

Po drugie, widzisz życie pocięte na highlighty: fragmenty, które mają robić wrażenie. A mózg nie umie łatwo odfiltrować tego, że to są urywki. On traktuje bodźce jak dowody. Jeśli dziesięć razy dziennie widzisz sygnał ktoś jest piękny, szczęśliwy, popularny, to w środku rośnie wrażenie: ja odstaję.

Najmocniej działa to w wieku nastoletnim, bo wtedy tożsamość dopiero się buduje, a poczucie własnej wartości jest bardziej zależne od oceny z zewnątrz. Nastolatek jest też bardziej wrażliwy na status i przynależność, więc porównanie nie jest tylko ciekawostką. Ono potrafi zabrzmieć jak wyrok: jestem gorszy, jestem niewystarczający, muszę coś naprawić. I wtedy rodzi się presja: poprawić wygląd, poprawić życie, poprawić wizerunek. Zaczyna się gonitwa za wersją siebie, która będzie akceptowalna w oczach innych. A im bardziej gonisz, tym bardziej stajesz się zależny od sygnałów z platformy: lajków, komentarzy, reakcji, zasięgów, bo to wygląda jak szybki miernik tego, czy nadążasz.

Platformy dodatkowo wzmacniają to rankingami, trendami i widocznością najlepszych. To nie jest przypadek, że w oczy rzucają się osoby najbardziej atrakcyjne, najbardziej pewne siebie, najbardziej na czasie. Algorytmy premiują treści, które przyciągają uwagę: piękne, mocne, aspiracyjne, perfekcyjnie zmontowane, budzące zazdrość albo zachwyt. To z kolei zawęża obraz świata, bo codzienność jest spokojna i mniej klikalna, więc ginie. Zostaje nadreprezentacja wyjątków, a wyjątki zaczynają udawać normę. I wtedy porównanie idzie w górę niemal automatycznie: porównujesz się do tych, którzy są na szczycie widoczności, a nie do realnej grupy odniesienia.

Efekty uboczne są przewidywalne. Pojawia się spadek satysfakcji (to, co mam, jest mało), rośnie niepokój (powinienem być dalej), rośnie napięcie i samokrytyka (czemu ja tak nie umiem?). Często pojawia się też zniechęcenie, bo jeśli porównujesz się do wyretuszowanej czołówki, to wysiłek zaczyna wydawać się bez sensu: i tak nie dojdę. A czasem włącza się przeciwny mechanizm: udawanie i budowanie wizerunku, żeby samemu wyglądać jak wygrany, choć w środku jest presja i zmęczenie.

Pamiętaj, że porównywania społeczne pomagają oceniać normy i pozycję w grupie, ale online baza odniesienia jest zniekształcona. Pamiętaj też, że feed pokazuje częściej wygrane niż codzienność, więc naturalnie rośnie porównanie w górę i spada zadowolenie z tego, co jest tu i teraz. Pamiętaj również, że algorytmy premiują treści atrakcyjne i aspiracyjne, więc podbijają wrażenie: inni mają lepiej, nawet jeśli to tylko wycinek ich życia. I pamiętaj wreszcie, że mózg nie porównuje „do prawdy”, tylko do tego, co najczęściej widzi — dlatego tym, czym karmisz uwagę, karmisz też poczucie własnej wartości.

Jak się przeciwstawić (praktycznie):

  • Odobserwuj /wycisz konta, po których regularnie czujesz spadek nastroju (to szybkie, a działa).
  • Ukryj liczniki (tam gdzie platforma pozwala) lub przełącz się mentalnie na metrykę czy to mi służy? zamiast ile to ma?.
  • Wprowadź zasadę: tworzę/oglądam dla inspiracji, nie do oceny siebie — i trzymaj się konkretnych tematów (np. sport/edukacja), nie lifestyle.

Notka o autorze: Maciej Dębski jest założycielem i prezesem fundacji DBAM O MÓJ ZASIĘG. Socjolog problemów społecznych, wykładowca akademicki, edukator społeczny, ekspert w realizacji badań naukowych, ekspert Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich, autor/współautor publikacji na naukowych z zakresu problemów społecznych (bezdomność, przemoc w rodzinie, uzależnienia od substancji psychoaktywnych, uzależnienia behawioralne), autor/współautor dokumentów strategicznych, programów lokalnych, pomysłodawca ogólnopolskich badań z zakresu fonoholizmu i problemu cyberprzemocy zrealizowanych wśród 22.000 uczniów oraz 4.000 nauczycieli.

***

W porozumieniu z dr Maciejem Dębskim z Fundacji Dbam o mój zasięg publikujemy w 15 odcinkach cykl poświęcony higienie cyfrowej młodych i dorosłych, który jest przeredagowaną wersją opracowania pt. „Kiedy zdrowe popędy stają się złymi nałogami – jak w prosty sposób zrujnować higienę cyfrową?” (tutaj). 

W tym cyklu opisujemy wybrane mechanizmy biologicznego i psychologicznego „uwodzenia” nas ludzi jako użytkowników cyfrowych rozwiązań. Nie po to, żeby demonizować internet, ale po to, żeby odzyskać własną sprawczość także w sieci. Bo higiena cyfrowa zaczyna się od prostej zasady: „jeśli rozumiesz, jak działasz, trudniej tobą sterować."

Przeczytaj pozostałe artykuły z tego cyklu:

#1 Stado w kieszeni

 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

Ale to nie jest żadna nowość i żadne AI, a nawet komputery nie są do tego potrzebne. W czasach "prze...
Autorzy tego badania są zapewne świetnymi znawcami technologii cyfrowych ale raczej kiepskimi prakty...
Z drugiej strony w Polsce istnieje obowiązek szkolny, a przeciętny człowiek chodzi do szkół minimum ...
Ppp napisał/a komentarz do Wspólne testy
Chodziłem do szkół przez szesnaście lat i nie wiedziałem ANI JEDNEGO testu, który by się do czegokol...
Pani Justyno, artykuł jest dobrze napisany, a Pani Jagna zdaje się miała trochę gorszy humor i chcia...
Justyna Gajdziszewska napisał/a komentarz do Nikt nie nauczył mnie, jak zostać wychowawcą, a jednak nim jestem
Jestem zaskoczona powyższym komentarzem. Może już przywykliśmy do polowania na teksty, które powstał...
Ppp napisał/a komentarz do Skup się!
Należałoby zacząć od odpowiedniego rozkładu zajęć. Pamiętam, jak w liceum w w Piątek po południu mie...
To samo jest w szkole jako instytucji. Szkoła ma problem -> odzywają się wezwania do naprawy -> szko...

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie