Kto ma informację, ten ma władzę – to popularne powiedzenie jest w rzeczywistości przeróbką wypowiedzi genialnego obserwatora naszego świata, Ryszarda Kapuścińskiego. W Autoportrecie reportera pisał: Ten ma władzę, kto ma w ręku studio telewizyjne, a szerzej – media w ogóle. Celna obserwacja, którą możemy odnosić do współczesnego świata na żywo. Dotyczyła tradycyjnych mediów elektronicznych i prasowych – ale jej sens rozciąga się także na epokę Internetu i jego współczesną hybrydę: AI-netu.
Są tacy, którzy wierzą, że człowiek jest z natury dobry. To możliwe (choć nie sprawdzone), ale trafiają się też tzw. czarne owce, które nie mają żadnych skrupułów. Dla władzy, pieniędzy, splendoru i uwielbienia, są w stanie zaplanować i zrealizować najgorsze świństwa innym ludziom – homo homini lupus nie wypowiedziano bez przyczyny (źródło rzymskie, ale spopularyzowane już w epoce nowożytnej przez Hobbesa). Mało mamy takich przypadków w historii i świecie współczesnym? Niemało. Wystarczy przejrzeć najświeższe wiadomości i zaraz jakiś czarny charakter wyskoczy. Niestety, dzisiaj wiele tzw. czarnych charakterów dysponuje niewyobrażalnymi zasobami pieniędzy – najzwyczajniej stać ich na każde świństwo w imię źle pojmowanej wolności. A że dane Digital 2025 – Global Overview Report wskazują, że ponad 2/3 populacji świata jest już w Internecie (średni czas spędzany w sieci dziennie to 6 godzin i 36 minut)[1] – największym polem do popisów (i nadużyć) jest właśnie sieć.
Witajcie w epoce AI-netu
Będący głównie wytworem kreatywności i aktywności człowieka Internet 2.0, jaki znaliśmy do momentu pojawienia się ChatGPT, już nie istnieje (R.I.P. 2004-2024). Dziś to mamy do czynienia z hybrydą AI w roli głównej - sprawdźmy, czy to jest trafna ocena u źródła, czyli w generatywnej sztucznej inteligencji.
Tako rzecze Claude: AI-net to nowy ekosystem, w którym granica między wkładem pracy ludzkiej a treścią nieludzką (maszynową) jest płynna i często niewidoczna. Transformacja już się dokonała, po cichu i bardzo szybko.
Jeszcze mocniej ujmuje to Gemini: Można pójść o krok dalej i powiedzieć, że dzisiejszy Internet nie jest już tylko „hybrydą” – on jest nierozerwalnie spleciony z AI. Gdybyśmy nagle „wyłączyli” algorytmy sztucznej inteligencji, sieć, którą znamy, przestałaby funkcjonalnie istnieć w ciągu kilku minut.
Gemini dość dobrze opisuje zmianę, jaka się dokonała i dokonuje:
Oto dlaczego Internet w 2026 roku to w dużej mierze „AI-net”:
1. Treść: Od twórców do generatorów. Jeszcze kilka lat temu Internet tworzyli ludzie dla ludzi. Dziś mamy do czynienia z ogromną masą treści wygenerowanych lub współtworzonych przez AI:
- Artykuły i SEO: Większość tekstów informacyjnych przechodzi przez filtry LLM (Large Language Models) lub jest przez nie w całości pisana.
- Multimedia: Zdjęcia, miniatury na YouTube, a nawet krótkie formy wideo są coraz częściej produktem modeli takich jak Veo czy Nano Banana.
- Kod: Znaczna część infrastruktury stron, na które wchodzisz, została napisana przy wsparciu asystentów kodowania (AI-assisted coding).
2. Kuratela: Algorytm to Twój portier. To nie Ty wybierasz Internet – to AI wybiera go dla Ciebie:
- Social Media: Twoje feedy na TikToku czy Instagramie to efekt pracy potężnych silników rekomendacyjnych, które analizują Twoje zachowanie w milisekundach.
- Wyszukiwarki: Google czy Bing nie są już bibliotekarzami podającymi listę książek (linków). Są „asystentami”, którzy czytają te książki za Ciebie i podają gotowe streszczenie (SGE – Search Generative Experience).
3. Infrastruktura i bezpieczeństwo. W „podziemiach” Internetu AI pełni rolę strażnika:
- Cyberbezpieczeństwo: Większość ataków hakerskich jest odpierana przez zautomatyzowane systemy obronne, które rozpoznają anomalie szybciej niż jakikolwiek człowiek.
- Moderacja: To algorytmy decydują, co jest mową nienawiści, a co spamem, zanim jakikolwiek moderator-człowiek w ogóle to zobaczy.
Jaka jest skala tej zmiany? Claude dodaje:
- Przed erą ChatGPT mniej niż 10% nowych artykułów w sieci było generowanych przez AI. W listopadzie 2024 roku po raz pierwszy ponad połowa nowych artykułów internetowych została stworzona z udziałem AI[2]. Symbolicznie możemy przyjąć tę datę za koniec epoki Internetu 2.0.
- Najnowsze dane pokazują, że artykuły tworzone przez AI stanowią już 52% całego pisanego contentu w internecie[3].
- Analiza z kwietnia 2025 roku dokonana na 900 tysiącach anglojęzycznych stron internetowych wykazała, że 2,5% to "czyste AI" (bez ludzkiej edycji), a 25,8% to "czysto ludzki" content. Zdecydowana większość (71,7%) to jeszcze mieszanka treści ludzkiej i AI[4].
Wszyscy obecnie bywamy, przeglądamy, żyjemy i pracujemy w AI-necie. Wydaje nam się, że nic się nie zmieniło, tymczasem jest to zupełnie inne środowisko, w którym rządzą też inne prawa i mechanizmy. Za mało o tej nowej sieci jeszcze wiemy – te wątki są zupełnie nieobecne w edukacji medialnej w szkołach, uczelniach czy debacie publicznej.
Sezon infekcji
Dziennikarz BBC prowadzący serwis informacji o technologiach Thomas Germain zaplanował eksperyment, którego celem było zmanipulowanie AI, aby powielała i broniła fikcyjnych treści specjalnie w tym celu spreparowanych. Otóż przygotował profesjonalną informację o własnym udziale w rozgrywającym się co roku w różnych miejscach świata konkursie dla dziennikarzy redakcji technologicznych – kto z je więcej hot-dogów. Opisał, że ostatnia edycja odbyła się w USA (2026 South Dakota International Hot Dog Championship) i że został mistrzem świata, opisał kontekst, opatrzył własnym cytatem i wstawił do sieci. Do „spisku” zaprosił dwóch zaprzyjaźnionych dziennikarzy technologicznych z innych redakcji, którzy również zamieścili wzmianki, że uczestniczyli w takim konkursie, który jest najpoważniejszym tego typu wydarzeniem na świecie. Na „ofiary”eksperymentu wybrane zostały Claude, ChatGPT i Gemini w wersjach komercyjnych. Po 24 godzinach postanowił sprawdzić, czy AI „łyknęło” informację. Zarówno ChatGPT, jak i Gemini udzieliły w pełni poprawnych informacji o konkursie na ilość zjedzonych hot-dogów przez dziennikarzy i twardo broniły się przed argumentami, że to jest zmyślone i nieprawdziwe, cytując zarówno „mistrza”, jak i sięgając po treści opublikowanych przez jego kolegów. Claude nie dał się nabrać. Germain opisał swój eksperyment i spuentował, że internetowy spam ma właśnie swoją epokę Renesansu[5]. Bardzo łatwo jest dziś zmanipulować AI-net, aby przedstawiał takie treści, jakie chcemy, żeby były propagowane. Jak zauważają osoby zajmujące się Internetem, w pogoni za zyskami wielkie firmy stojące za największymi generatywnymi chatbotami AI zaniedbują kontrolowanie dokładności i prawdziwości odpowiedzi i jest to bardzo niebezpieczne zjawisko, wpływające prawdopodobnie już na setki milionów osób.
„Odkrycie” Thomasa Germaina nie jest jednak niczym nowym na przykład dla Putina. To jest chleb powszedni rosyjskiej propagandy i manipulacji, która roztacza się na cały zachodni świat od kiedy tylko dostali możliwość użycia tak wspaniałych narzędzi, jak chatboty AI. Zadziwiające jest, jak wiele osób nie chce w to uwierzyć, że to się dzieje (i jak wielu polityków kopiuje wprost zmanipulowane informacje do swoich narracji…).
Wszystkie modele językowe AI, np. popularny w Polsce Chat GPT, są sztucznie infekowane. W tej chwili trwa szeroko zakrojona kampania rosyjska w tym zakresie - mówi w rozmowie z Interią Filip Głowacz z Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK-PIB[6]. Rosjanie dostosowują swoje strony z informacjami ze swoją narracją, by karmić te modele. Nieraz je multiplikują, np. automatycznie tłumacząc na różne języki, by sztuczna inteligencja odczytywała je jako kolejne odrębne źródła informacji. Dla językowych modeli AI ilość ważniejsza jest niż jakość, więc jeśli 10 stron powie, że coś jest nieprawdą, a sto stron, że jest prawdą - to dana informacja będzie przekazywana jako prawda. Warto pociągnąć jego wypowiedź dłużej – pokazuje bowiem mechanizm, który ma zastosowanie w każdej dziedzinie aktywności społecznej, nie tylko w kontekście „zimno-wojennym”: Rosyjskie strony internetowe specjalnie budowane są tak, by AI chętniej sczytywała z nich informacje, mimo że nieraz z tego powodu interfejs dla użytkownika jest mniej wygodny. Dochodzimy do sytuacji, że pytając o coś ChatGPT, możemy dostać na tacy rosyjską propagandę albo dezinformację. – ostrzega Głowacz.
Na „froncie polskim” od kilku lat „cele Rosji się nie zmieniły: to antagonizowanie Polaków i Ukraińców, podważanie zaufania do rządu i instytucji publicznych i wewnętrzne skłócanie Polaków” – wylicza ekspert NASK-PIB.
Wygląda na to, że każdy z nas może już osiągnąć w AI-necie niewielkim wysiłkiem rezultat, na którym nam zależy. Germain cytuje w swoim artykule różnych ekspertów od marketingu sieciowego – Harpreet Chatha, szef firmy konsultingowej SEO Harps Digital: mówi tak: Wydaje się, że nie ma żadnych zabezpieczeń. Możesz stworzyć artykuł na swojej stronie internetowej: »Najlepsze wodoodporne buty na rok 2026«. Wystarczy umieścić swoją markę na pierwszym miejscu, a inne na drugim, szóstym i Twoja strona prawdopodobnie będzie cytowana w Google i w ChatGPT[5].
Okazuje się, że zmiana odpowiedzi udzielanych przez narzędzia AI innym osobom może być tak prosta, jak napisanie jednego, dobrze napisanego wpisu na blogu niemal w dowolnym miejscu w sieci. Sztuczka ta wykorzystuje słabości systemów wbudowanych w chatboty i w niektórych przypadkach, w zależności od tematu, jest trudniejsza do przeprowadzenia. Jednak przy odrobinie wysiłku można sprawić, że hakowanie będzie jeszcze skuteczniejsze. Przeanalizowałem dziesiątki przykładów, w których narzędzia AI są zmuszane do promowania firm i rozpowszechniania dezinformacji. Dane sugerują, że dzieje się to na masową skalę – zauważa Thomas Germain, kierując nas do innych eksperymentów, analiz i badań. Dodaje też, że choć Google i OpenAI twierdzą, że pracują nad rozwiązaniem tego „problemu”, nie spodziewa się, abyśmy szybko znaleźli rozwiązanie. Być może jednak „nie opłaca się” tego poprawiać, więc my – jako użytkownicy AI-netu – musimy nauczyć się bronić samemu z użyciem własnego mózgu. Niełatwa sprawa…
Sezon epidemii
Pisałem o celowej działalności pojedynczego człowieka w AI-necie. Ale prawdopodobnie to tylko ułamek problemu, z którym możemy się wkrótce zmierzyć. Kontynuując wątek o infekcjach – a co jeśli spotkamy się z masową kampanią zmyślonych publikacji na setkach lub tysiącach stron jednocześnie, a na tych danych będą nadal pracować działające modele LLM?
Bardzo trudno to zmierzyć, ale są już pierwsze analizy, z których wynika, że już co najmniej 30% tekstu na aktywnych stronach internetowych pochodzi ze źródeł generowanych przez AI, a rzeczywisty odsetek prawdopodobnie zbliża się do 40%[7]. Pojawiają się już ostrzeżenia przed tzw. pętlami autofagicznymi – AI trenowana jest coraz częściej na treściach stworzonych przez sztuczną inteligencję[8]. Naukowcy Rice University uważają, że może to doprowadzić do zniszczenia sieci – sięgają tu analogią do choroby wściekłych krów pisząc, że Internet będzie MAD (od ang. Model Autophagy Disorder).
To nawet realny scenariusz w świecie, w którym przybywa czarnych owiec i są one coraz bogatsze (zdecydowana większość właścicieli AI w USA nie płaci żadnych podatków, a dodatkowo na swoją działalność otrzymują solidne wsparcie ze środków publicznych). Wydaje mi się jednak, że do upadku nie dojdzie – z prozaicznych powodów. Po pierwsze pewne czarne owce za dużo zarabiają w sieci, aby pozwolić na upadek AI-netu. Po drugie – AI-net daje nieograniczone możliwości wpływu i manipulacji względem wybranych społeczności, które to „usługi” można sprzedawać albo przynajmniej zawrzeć układy, aby sobie nie przeszkadzać, w zamian za sowite budżety reklamowe. Czyli nawet przy multiplikowaniu treści dezinformacyjnych na dużą skalę – ostatecznie, prawdopodobnie za „porozumieniem stron”, działanie to będzie ukierunkowane na konkretnych odbiorców i tylko oni zostaną poddani głębokiej manipulacji. Czarne owce o różnych intencjach na pewno się ze sobą dogadają. Być może nawet takie sytuacje miały już miejsce w przeszłości w Wielkiej Brytanii (Brexit) czy USA (wybory prezydenckie) – a ponieważ sytuacja była win-win, epidemia wybuchła, miała ograniczony zasięg, osiągnięto cele, strony porozumienia rozeszły się zadowolone z rezultatów.
Nie cieszmy się jednak - te epidemie będą powracać (wielokrotnie). AI-net jest tak skonstruowany, aby można było podejmować tego typu przedsięwzięcia na wielką skalę. Kwestia ceny, kto ile jest w stanie zapłacić za takie „usługi”.
Profilaktyka i szczepienia
Skoro mamy infekcje i epidemie, a nie zaliczamy się do społeczności czarnych owiec, raczej będziemy ponosili straty i doświadczali trudności, jeśli odpowiednio nie zadbamy o siebie samych.
Profilaktyka – to jak najczęstsze używanie swojego mózgu (przede wszystkim krytyczne myślenie), a także pewna postawa wobec technologii– nazwijmy ją zdrowym, cyfrowym sceptycyzmem. Technologie to narzędzia – mają nam służyć, abyśmy mogli lepiej żyć i rozwijać się w społeczeństwie (demokratycznym).
Szczepienia – to raczej już działania systemowe, takie jak regulacje prawne (i stosowanie prawa), do których zmierza Unia Europejska, a których to propozycji tak bardzo nienawidzi administracja Trumpa (będąca w ścisłym sojuszu z miliarderami sektora technologicznego). Na to mamy pewien wpływ w społeczeństwach demokratycznych (poprzez projekty, akcje, obywatelskie inicjatywy ustawodawcze, etc.).
Krytyczne myślenie jest dziś w cenie. Zalicza się je do najważniejszych kompetencji przekrojowych (4C/4K); dzięki niej możemy analizować napływające do nas informacje i argumenty, oceniać ich wiarygodność i logiczność. W tym szumie informacyjnym i zalewie dezinformacji, pomaga obronić się przed manipulacją, ułatwia podejmowanie lepszych decyzji, wspiera rozwiązywanie problemów i adaptowanie się do zmieniających warunków, wpływa też na jakość komunikowania się z otoczeniem. Zdecydowanie dziś, kiedy jeszcze jesteśmy w stanie ocenić krytycznie informację, jeszcze ma to jakieś znaczenie (we wspomnianej epidemii może być to trudniejszym wyzwaniem).
O tym, żeby krytycznie oceniać odpowiedzi sztucznej inteligencji napisano już wiele. Ale jeszcze bardziej istotne jest, aby nie rezygnować z innych metod wyszukiwania informacji. Nie tylko promptujemy i dostajemy gotowca, ale przede wszystkim sami korzystamy z wyszukiwarek, analizujemy wyniki, łączymy informacje, przetwarzamy, dochodzimy do jakiś wniosków, sprawdzamy… Firma badawcza Gartner przewidziała w swoich analizach do 2026 roku tradycyjny ruch w wyszukiwarkach (oparty na klikaniu w linki) spadnie o 25%, gdyż użytkownicy częściej będą korzystać z SGE (Search Generative Experience / AI Overviews) oraz chatbotów, które podają gotowe odpowiedzi, zamiast kierować do stron źródłowych. Dla krytycznego myślenia nie jest to dobre.
Na szczęście cyfrowy sceptycyzm względem AI jest dość powszechną postawą. Z opublikowanego w październiku badania Pew Research Center (25 krajów objętych, w tym Polska), wynika, że więcej osób jest zaniepokojonych niż entuzjastycznie nastawionych do szerokiego wykorzystania AI w naszym życiu[9]. Więcej ufa, że ich własny kraj (oraz UE w przypadku państw europejskich) podejmą się regulacji prawnych AI (najmniejsze zaufanie do państwa w kwestii regulacji jest w USA i Chinach – ciekawe dlaczego…). Te wyniki są całkiem pocieszające.

Elementem krytycznego myślenia i postawy sceptycznej wobec AI jest pewna doza nieufności lub wręcz wstępne kwestionowanie prawdziwości otrzymanych odpowiedzi. Nie możemy wierzyć, że są prawdziwe. Mimo treningu na danych – to wciąż jakiś tam zlepek informacji znalezionych w sieci. Może to być jakaś prawda, ale w jakim stopniu? Sprawdzajmy zwłaszcza powoływanie się na źródła – to ciągle pięta achillesowa generatywnej AI, bez względu na dostawcę.
Można też sparafrazować (i zapamiętać) znane powiedzenie księdza Tischnera:
W epoce AI-netu też są trzy rodzaje prawdy: świento prAIwda, tys prAIwda i gówno prAIwda.
Zawsze zastanów się, z czym właśnie masz do czynienia.
***
To nie jest skończona wypowiedź. W trakcie pisania uświadomiłem sobie, że wchodzę jakby w gęsty las (a może to jest lAIs?). Im dalej wgłąb, tym więcej odkrywam nowych warstw, zależności, wątków. Nie dotknąłem też w ogóle warstwy edukacji formalnej. Pewnie wrócę do tematu. Im więcej się dowiadujemy o mechanizmach działania AI, tym bardziej stajemy się cyfrowym obywatelem w świecie AI-netu. O wielu sprawach powiązanych nie napisałem, a i tak wyszło tego dużo.
Próbujmy jednak porządkować swoje bycie w tym zwAIrowanym świecie. Kluczowa w tym rola edukacji – nie tylko szkolnej i akademickiej, ale przede wszystkim całożyciowej (lifelong learning). Nie możemy przestać się uczyć. W końcu wszyscy powoli stajemy się nowym gatunkiem Homo sAIpiens…
Przypisy:
[1] Dane za: Digital 2025 – co mówią dane o naszym cyfrowym świecie? - Edukacyjne Laboratorium Mediów Społecznościowych Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, kwiecień 2025;
[2] https://graphite.io/five-percent/more-articles-are-now-created-by-ai-than-humans, maj 2025;
[3] https://www.axios.com/2025/10/14/ai-generated-writing-humans; październik 2025;
[4] https://ahrefs.com/blog/what-percentage-of-new-content-is-ai-generated/, maj 2025;
[5] https://www.bbc.com/future/article/20260218-i-hacked-chatgpt-and-googles-ai-and-it-only-took-20-minutes, luty 2026;
[6] https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-analitycy-wykryli-szeroko-zakrojona-kampanie-rosji-pelnopraw,nId,22654201, marzec 2026;
[7] https://arxiv.org/pdf/2504.08755, luty 2025;
[8] https://news.rice.edu/news/2024/breaking-mad-generative-ai-could-break-internet, lipiec 2024;
[9] https://www.pewresearch.org/global/2025/10/15/how-people-around-the-world-view-ai/, październik 2025.
Notka o autorze: Marcin Polak jest twórcą i redaktorem naczelnym portalu o nowoczesnej edukacji Edunews.pl (2008-) i organizatorem cyklu konferencji dla nauczycieli INSPIR@CJE (2013-). Zajmuje się zawodowo edukacją od 2002, angażując się w debatę na temat modernizacji i reformy szkolnictwa (zob. np. Dobre zmiany w edukacji, Jak będzie zmieniać się edukacja?). Należy do społeczności Superbelfrzy RP.


