Przez lata wystawianie ocen było dla mnie czymś tak oczywistym jak budowanie domku przez chruścika, czyli procesem nieco tajemniczym, ale niepodlegającym negocjacjom. Nie lubię wystawiania ocen, egzaminów czy kolokwiów w formie testów itp. Dlaczego? Bo mam wątpliwości czy jestem wzorcem z Sevres, czyli czy moja wiedza jest najlepszym punktem odniesienia. Bo przecież czy to w układaniu testu, czy sprawdzaniu pisemnych, czy ustnych odpowiedzi studencką wiedzę porównuję z tym, co ja sam wiem i co wcześniej sam zawarłem w sylabusie oraz sformułowanych efektach kształcenia. Jestem samokrytyczny i nie uważam, że to ja mam 100% racji.
Świat się bardzo szybko zmienia, zarówno w zakresie wiedzy jak i metod dydaktycznych. Student robi, ja oceniam, wpisuję do systemu, klikam „zatwierdź” i gotowe. W papierach wszystko się zgadza i jest poprawnie do wszelkich sprawozdań. A jednak ja zostaję z wątpliwościami. Bo wiem, że nie jest łatwo obiektywnie ocenić aktualną wiedzę studenta z danej dyscypliny jak i to, że ważna jest nie tylko wiedza, lecz i umiejętności oraz postawy (kompetencje). Nie wszystko da się łatwo i szybko zmierzyć.
Dlatego właśnie poszukuję nowych metod. Już nie wiem gdzie i jak spotkałem się z pomysłem oceniania kształtującego i tego, by student sam się ocenił. By pracował nie dla ocen lecz dla siebie i swojej wiedzy. Wtedy nie będzie oszukiwał, ściągał ani inaczej kombinował dla uzyskania krótkotrwałego i powierzchownego efektu. Gdy usłyszałem o takich pomysłach z samooceną, to sam spróbowałem, po raz pierwszym dwa lata temu. Kiepsko mi wyszło. Rok się nad tym zastanawiałem analizowałem i po przemyśleniach postanowiłem ponownie spróbować, tyle tylko że lepiej przygotowany. Żadna metoda nie działa jak cudowne zaklęcie, po wypowiedzeniu którego wszystkim nagle się zmienia. Potrzebny spory wysiłek i dobre przemyślenie wszystkich elementów.
I w przypływie tej dydaktycznej refleksji, postanowiłem, że może warto zapytać samego zainteresowanego: „A Ty, drogi studencie (studentko), jak oceniasz swoją pracę i swój rozwój?” I tak oto, nieświadomie, odkryłem coś, co inni robią od dekad, a ja, jak bohater Moliera w sztuce „Mieszczanin szlachcicem”, doznałem olśnienia, że mówię prozą. W moim przypadku, że oceniam w sposób refleksyjny. I to, co próbuję robić, nie jest takie nowatorskie (jeśli wyjrzeć poza swoje własne, lokalne akademickie podwórko).
Czytanie podręczników i artykułów postanowiłem poszerzyć z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji, działających z jednej strony jako wyspecjalizowane wyszukiwarki internetowe a z drugiej jako kreatywny partner w ideacji pomysłów. Coś/ktoś wspomagający proces kreatywnego planowania.
Pierwszy prompt dla Copilota (który to program już pamięta wiele innych moich z nim konwersacji i jak zauważyłem nawiązuje do wcześniej poruszanych tematów), brzmiał tak: „Chciałbym wprowadzić na zajęciach wystawianie ocen w formie podania (wniosku), który student na zakończenie zajęć pisze i uzasadnia proponowaną ocenę. Czy znasz jakieś przykłady takich rozwiązań dydaktycznych?". Czasem warto poszukać i nie odkrywać samemu Ameryki po raz kolejny. Pojawiły się pierwsze odpowiedzi a ja zadawałem kolejne pytania i polecenia. Co i rusz myślałem: „O, to ciekawe, może warto spróbować.” A potem, jak to zwykle bywa, odkryłem, że to nie żadna nowość, tylko praktyka znana i stosowana od lat w różnych zakątkach świata. Poczułem się jak mieszczanin, który z dumą oznajmia, że właśnie nauczył się mówić prozą, choć robił to całe życie. Tylko że ja nie mówiłem – ja oceniałem. I to zazwyczaj prozą.
Zrozumiałem, że podanie o ocenę to nie tylko formalność, ale narzędzie dydaktyczne. Uczy argumentacji, samoświadomości, a czasem nawet pokory. I z pomocą AI, szybko przygotowałem potrzebne mi narzędzia (wzór takiego podania, kryteria ocenia, przykłady). Dam studentce i studentowi głos, a sobie samemu wgląd w to, jak student postrzega swoją drogę edukacyjną.
Tak oto, jako biolog z zamiłowaniem do dydaktycznych eksperymentów, odkryłem coś, co inni znają od dawna. Ale czyż nie na tym polega piękno nauki i samego uniwersytetu? Na odkrywaniu rzeczy oczywistych na nowo, z własnym błyskiem w oku i nutą autoironii. I choć nie jestem szlachcicem, a tylko mieszczaninem akademickim, to od dziś wiem, że moje oceny zaczną mówić prozą, pisaną przez studentów. I będzie to mój kolejny mały krok we wdrażaniu oceniania kształtującego.
Jak dowiedziałem się z ideacyjnej konwersacji z AI to, co opisałem w zakresie podania o ocenę, ma już swoje miejsce w dydaktyce i to w kilku nurtach. Wbrew pozorom nie jest to egzotyczny pomysł, tylko jedna z bardziej dojrzałych form oceny negocjowanej i oceny refleksyjnej, stosowanej zwłaszcza w edukacji akademickiej, projektowej i artystycznej.
Niżej kilka rozwiązań, podesłanych przez Copilota. Nie chciałem już dokładniej sprawdzać i dopominać się o źródła (musiałby by być inny prompt i inny sposób konwersacji), bo zależało mi przede wszystkim na procesie ideacji i kreowaniu rozwiązać. Nie musiały już faktycznie zaistnieć, aby się nad nimi zastanowił i wybrać coś dla siebie do przetestowania.
1. Grade Justification Letter – model anglosaski
W wielu uczelniach w USA i Kanadzie funkcjonuje praktyka, w której student pisze list uzasadniający ocenę, często nazywany grade justification letter lub self‑assessment letter.
Typowe elementy:
- student wskazuje ocenę, którą uważa za adekwatną,
- uzasadnia ją przykładami z pracy semestralnej,
- odnosi się do kryteriów podanych przez prowadzącego,
- opisuje, czego się nauczył i jakie widzi braki.
To bardzo bliskie mojemu pomysłowi, różnica polega tylko na formie „podania”.
2. Self‑evaluation request – w postaci formalnego wniosku
W niektórych kursach (szczególnie w projektowaniu, edukacji artystycznej, pedagogice) stosuje się formalny wniosek o ocenę, który:
- ma strukturę dokumentu urzędowego,
- wymaga powołania się na konkretne osiągnięcia,
- bywa podpisywany „pod odpowiedzialnością akademicką”.
To rozwiązanie ma dwa cele:
- uczy studentów języka formalnego i argumentacji,
- przenosi część odpowiedzialności za ocenę na studenta.
3. Contract Grading – ocena kontraktowa
To system, w którym student na początku semestru deklaruje, na jaką ocenę pracuje (stawia sobie cele), a na końcu składa raport/wniosek potwierdzający wykonanie warunków kontraktu. Wniosek ma zwykle formę:
- opis działań,
- dowody wykonania zadań,
- refleksja nad procesem,
- wniosek o zatwierdzenie oceny.
W wielu kursach kontraktowych wniosek jest obowiązkowy – bez niego ocena nie zostaje wystawiona.
4. Ocena portfolio - Portfolio Assessment z wnioskiem końcowym
W ocenie portfolio student często przygotowuje „cover letter”, który pełni funkcję wniosku:
- wskazuje, które elementy portfolio świadczą o spełnieniu kryteriów,
- argumentuje, dlaczego zasługuje na daną ocenę,
- opisuje rozwój kompetencji.
W niektórych programach (np. edukacja nauczycielska, sztuki wizualne) ten list ma formę półformalnego podania.
5. Refleksyjny esej końcowy z propozycją oceny
W dydaktyce humanistycznej i społecznej stosuje się esej refleksyjny, który kończy się: „Proponuję ocenę X, ponieważ…”. To rozwiązanie jest mniej formalne, ale mechanizm identyczny: student musi uzasadnić ocenę, powołując się na kryteria.
6. Przykłady z polskich uczelni
W Polsce takie praktyki pojawiają się coraz częściej, choć nie zawsze w formie „podania”. Spotyka się je m.in. (nie sprawdziłem czy to halucynacja czy rzeczywiste działania):
- w kursach projektowych na ASP,
- w dydaktyce akademickiej opartej na refleksji (np. pedagogika, animacja kultury),
- w kursach akademickich z elementami tutoringu,
- w zajęciach z komunikacji i pisania akademickiego.
Niektóre kierunki stosują „autoewaluację semestralną”, która ma formę krótkiego wniosku z propozycją oceny.
Dlaczego to działa? Taka forma oceny:
- wzmacnia sprawczość studenta,
- uczy argumentacji i samooceny,
- zmniejsza konflikt wokół ocen,
- pozwala prowadzącemu zobaczyć, jak student rozumie kryteria,
- buduje kulturę odpowiedzialności i refleksji.
Nie sprawdziłem źródeł i nie zweryfikowałem kreatywności AI czy rzeczywiście przedstawione sformułowania wynikają to z przeprowadzonych badań czy jest tylko założeniem lub luźną refleksją. W każdym razie brzmi wiarygodnie, jeśli porównuję ze swoją wiedzą dotyczącą procesów edukacji. Wskazane dane traktuję jako punkt wyjścia przy opracowaniu szczegółów w formie dopasowania modelu do konkretnego przedmiotu, instrukcji dla studenta oraz kryteriów oceniania. Ideacja pomocna w planowaniu działania. I nic więcej.
Za jakiś czas zapewne na swoim blogu, traktowanym jako formą refleksyjnego dziennika rozwoju, pokażę efekty i podzielę się refleksją z realizacji kolejnego etapu wdrażania. Będzie więc sprawdzenie w praktyce tych pomysłów. W ujęciu metodologii badań będzie to falsyfikacja.
Notka o autorze: Stanisław Czachorowski jest biologiem, ekologiem, nauczycielem i miłośnikiem filozofii przyrody, profesorem i pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a także członkiem grupy Superbelfrzy RP. Prowadzi blog Profesorskie Gadanie: https://profesorskiegadanie.blogspot.com. Licencja CC-BY.


