Zmęczenie MEN-em, czyli umenczenie

Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Spodobała mi się językowa zabawa z użyciem skrótu nazwy Ministerstwa Edukacji Narodowej, ale i jednocześnie trafna (i niestety smutna) konstatacja, którą zaprezentował niedawno prof. Mariusz Zawodniak na swoim blogu "Co z tą szkołą?". Napisał on o obserwowanym przez niego autentycznym umęczeniu tłumu komentatorów i pasjonatów, na co dzień zgłaszających dziesiątki propozycji zmian i ulepszeń – ale be specjalnych reakcji, a nawet zwykłej otwartości ze strony MEN-u. Czy ministerstwo stać na lepszą komunikację i większą otwartość w debacie edukacyjnej?(PD)

„Na rzeczy są więc ich [komentatorów i pasjonatów] daremne próby wywoływania dialogu z ministerstwem i oczekiwania prawdziwych publicznych debat na tematy edukacyjne. Na rzeczy jest wreszcie poirytowanie graniczące z desperacją, które każe nauczycielom i innym zainteresowanym pisać dramatycznie pobrzmiewający List Otwarty w sprawie polskiej szkoły.“ – pisze prof. Zawodniak.

Chyba faktycznie jest "coś na rzeczy". Wydaje mi się jednak, że to jest coś więcej niż tylko kwestia (nie?)komunikacji i (nie?)otwartości na debatę edukacyjną. W pewien sposób Ministerstwo i podległe mu instytucje stały się ciałem karmiącym same siebie i istniejącym dla samych siebie, dla swojej politycznej i urzędniczej machiny. Być może powodem jest tu przekazanie do ich dyspozycji zbyt dużych pieniędzy z funduszy unijnych (projekty systemowe POKL w ramach priorytetu „Wysoka jakość edukacji“), których ani MEN, ani ORE, czy IBE i inne instytucje nie są w stanie sensownie wydać (drobnostka, to niecały miliard złotych; dla zainteresowanych przypominam, że sprawą zajmował się w ub. roku Społeczny Monitor Edukacji – link). Faktycznie, jeśli poziom wydatkowania tych funduszy jest dziś (podobno) na poziomie 25-30%, to można mieć wielki ból głowy. Bo przecież trzeba to byle wydać i to „systemowo“, żeby potem nie mówili przeciwnicy polityczni, że bezmyślnie oddaliśmy do Brukseli kasę. Wyobrażam sobie, że taki ból głowy może utrudnić wszelką komunikację i konstruktywną dyskusję z komentatorami i pasjonatami, o których pisał prof. Zawodniak.

Jest też jeszcze coś, co uświadomiłem sobie jakiś miesiąc temu, zastanawiając się dlaczego MEN działa tak, a nie inaczej. Czy w Polsce mogą działać profesjonalnie zorganizowane i zarządzane instytucje publiczne? Dziwne pytanie, prawda... Zacząłem szukać na nie odpowiedzi i doszedłem do wniosku, że tak, mamy wiele takich przykładów: Narodowy Bank Polski, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Główny Urząd Statystyczny, Komisja Nadzoru Finansowego, Urząd Komunikacji Elektronicznej, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich... a pewnie nie jest to kompletna lista. Co łączy te instytucje? Najkrócej ujmując – pewien stopień niezależności (prawnej, politycznej). Na ich czele nie stoją czynni politycy, lecz osoby wybierane na to stanowisko w różnych procedurach, w których badano dość wszechstronnie kompetencje merytoryczne do zajmowania się danym obszarem. Oczywiście, patrząc krytycznie, zawsze znajdzie się coś, do czego można byłoby się przyczepić w ich działalności. Ale nie jest to „przyczepialność“ codzienna, którą z wytrwałością od kiedy pamiętam zawsze ktoś uprawiał i będzie uprawiać pod adresem MENu.

Postulat miałbym prosty, co nie oznacza, że łatwy do realizacji – oderwijmy w końcu edukację od polityki. Ministerstwo Edukacji Narodowej powinno stać się urzędem centralnym lub jeszcze lepiej – instytucją publiczną z konstytucyjnie zagwarantowaną niezależnością (tak jak NBP) i kadencyjnością władz wybieranych w sposób przejrzysty, nie pokrywającą się z kalendarzem politycznym (np. 6-7 lat). Problemy w polskiej oświacie nie wynikają jedynie ze złych lub nie do końca przemyślanych i obgadanych z zainteresowanymi pomysłów na poprawę sytuacji w szkołach, czy z braku ciągłości reform w długim okresie czasu. One wynikają w dużej mierze z politycznego podziału łupów. MEN był i jest elementem gry politycznej i dopóki tak będzie, dopóty trudno będzie rzeczywiście uzdrowić sytuację w systemie oświaty, w tym zwłaszcza zapewnić (cyt.) "wysoką jakość edukacji".

Jeżeli potrzebujemy w ogóle instytucji publicznej zajmującej się narodową edukacją (bo są też głosy, że nie jest ona w ogóle potrzebna), potrzebujemy innego jej miejsca w strukturze urzędów państwowych, większej niezależności, większej wrażliwości na potrzeby zgłaszane ze szkół i organizacji związanych z oświatą, bardzo dobrej komunikacji z wszystkimi interesariuszami i ogromnej otwartości na racjonalne propozycje zmian w edukacji. Dziś tego nie ma, dlatego mamy w Polsce jedynie „umenczenie“, a nie żadną radosną szkołę.

(Notka o autorze: Marcin Polak jest twórcą i redaktorem naczelnym Edunews.pl, zajmuje się edukacją i komunikacją społeczną, realizując projekty społeczne i komercyjne o zasięgu ogólnopolskim i międzynarodowym)

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

Jan napisał/a komentarz do Odwrót od ekranów w edukacji?
Żeby napisać coś tradycyjnie potrzebne są tylko dwie rzeczy: 1. długopis i 2. papier (kreda i tablic...
Sebastian Matysiak napisał/a komentarz do Odwrót od ekranów w edukacji?
Człowiek dorosły wchodzi do świata technologii z już ukształtowanym układem nerwowym, wypracowanymi ...
Ppp napisał/a komentarz do Wytrwałość ucznia
Przypominam, że poza Pani przedmiotem, uczeń ma do obsłużenia jeszcze kilkanaście innych, plus dodat...
Pełna zgoda, tylko potrzebny jest CZAS. Plus świadomość, że lektury szkolne bywają trudne i nie możn...
Sebastian Matysiak napisał/a komentarz do Smartfon na lekcji. Zło piekielne czy narzędzie edukacyjne? 
Bil Gates powiedział: „Postęp technologii polega na dostosowaniu jej tak, abyś nawet jej nie zauważa...
Stanisław Czachorowski napisał/a komentarz do Dlaczego nauka przez całe życie i małymi porcjami?
Szkopuł w tym, że tak do końca to nie wiemy co jest na prawdę potrzebne, czyli czego uczyć.
Sebastian Matysiak napisał/a komentarz do Czy rankingi szkół rzeczywiście mierzą jakość edukacji?
To trochę tak, jakby oceniać trenera wyłącznie po wynikach zawodników — bez patrzenia na to, z kim z...
Wspaniałe zrozumienie tematu. Uważam dokładnie tak samo jak Autor artykułu. Pracuje w szkole jako pe...

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie