Dlaczego nie napisałem jeszcze książki o szkole?

fot. Fotolia.com

Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Dotarł do mnie na fejsbuku post Mikołaja Marceli, w którym zapowiada on swoją najnowszą książkę pt. „Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat”. To daleki krok do przodu tego autora po wcześniejszym dziele: „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens”. Z horyzontu rodzinnego aż w szeroki świat. Autor reklamuje swoje pisarstwo „duchem Yuvala Noaha Harariego”, co uznaję za wielki akt odwagi, będąc pod ogromnym wrażeniem „Od zwierząt do bogów”, a tylko nieco mniejszym dwóch kolejnych dzieł tego izraelskiego uczonego i pisarza.

Nie mam nic przeciw, żeby każdy, komu w duszy gra, napisał książkę o edukacji, albo i kilka. Tym bardziej, jeśli znajdzie dobrego wydawcę (a w obu przypadkach znalazł: najpierw Muzę, potem Znak). Doceniam też sprawny marketing, dzięki któremu łatwiej dotrzeć do potencjalnych czytelników. A piszę o tym wszystkim, bo wkurza mnie obwieszczanie światu pomysłu, że szkołę należy zlikwidować. Ot, tak po prostu, nawet powołując się na bibliografię liczącą 150 mądrych książek. Takiej sugestii nie ma u Harariego, choć przenicował on gatunek Homo sapiens, jego społeczną organizację i wytwory ludzkiego społeczeństwa na wylot.

Rozmyślając nad obrazoburczą (dla mnie) tezą pana Marceli, pojawiającą się zresztą od czasu do czasu w obiegu już od dobrych kilkudziesięciu lat – od czasów, kiedy dostęp do powszechnej edukacji przestał być przywilejem nielicznych, a stał obowiązkiem – zrobiłem rachunek sumienia. Tak się bowiem składa, że najpiękniejsze lata życia poświęciłem nie czemuś innemu, tylko budowaniu szkoły, oczywiście nie gmachu, ale koncepcji programowej. Nawet dzisiaj, siedząc w Rudawce przy granicy białoruskiej, w barze „Pod słowikiem”, po krótkiej rozmowie z absolwentką mojej uczelni, którą dobry los przygnał akurat w to samo miejsce, utwierdziłem się w przekonaniu, że jej (na pewno), a zapewne znacznej większości swoich uczniów nie spieprzyłem życia, a stworzyłem (oczywiście wraz z dużą grupą współpracowników – i dzięki nim) miejsce spokojnego dojrzewania do dorosłości, która nie jest i nie musi być tak idealna, jak sobie dzisiaj ludzie wyobrażają w obłędnym pędzie ku doskonałości.

Jako że nie mam wyrzutów sumienia z powodu prowadzenia szkoły, zdecydowanie wolę czytać książki napisane przez osoby, które udokumentowały w ten sposób lata swojego doświadczenia. Nie ma takich pozycji dużo, ale „W szkole wcale nie chodzi o szkołę” Ewy Radanowicz oraz „Cogito – szkoła z własnym obliczem” Marzeny Kędry z pewnością zasługują w tym kontekście na wspomnienie. "Szkoła laboratorium" Aleksandra Nalaskowskiego również, choć to po części jednak studium porażki. W tych pozycjach można nie tylko poczytać o doświadczeniach autorów, ale poznać ich różne poglądy na temat tego, czym szkoła może być w dzisiejszych czasach.

W zasadzie powinienem dołączyć do tego grona i również opisać szkołę, którą kieruję już ponad trzydzieści lat. Ciągle jednak nie mogę się do tego zebrać i nie jest to kwestia braku umiejętności przelewania myśli na papier. Prędzej świadomości, że szkoła jest dla mnie z definicji czymś niedokończonym, instytucją, która co roku musi rodzić się na nowo. Co więcej, mam podejrzenie graniczące z pewnością, że moje doświadczenia są dosyć niepowtarzalne i bardzo trudne do zaadaptowania przez kogoś innego. Oczywiście, proszę nie odebrać tego jako krytyki wspomnianych wyżej szacownych autorów, ale jedynie przyznanie się do własnej niepewności.

Żyję w bańce informacyjnej, w której pulsują myśli radykalne. Dla mnie zazwyczaj – zbyt radykalne. W obliczu radosnej twórczości ministra Czarnka, przypominające trochę orkiestrę grającą na „Titanicu”, podczas gdy tacy jak ja opuszczają szalupy, usiłując upchnąć w nich jak najwięcej ludzi. Z drugiej strony, owe rewolucyjne koncepty mają wartość odświeżającą. Jednak – i tu pozwolę sobie na deklarację konserwatysty – należy skrupulatnie oddzielać to, co jest kwestią doświadczenia od najmądrzejszych nawet przemyśleń. Ja wiem, że to dzisiaj niemodne, ale warto pamiętać, że ocena skuteczności jakichkolwiek działań w edukacji wymaga wielu, wielu lat doświadczeń. Łatwo rzucić postulat likwidacji szkoły – jak czyni to Mikołaj Marcela. Ale trzeba mieć dobry pomysł, co w zamian, oraz wyobraźnię, żeby przewidzieć wszystkie możliwe, nie tylko te najbardziej atrakcyjne skutki sugerowane przedsięwzięcia.

Zamiast puenty pozwolę sobie w tym miejscu złożyć uroczystą deklarację, że bez namysłu zamówię książkę pod takim oto tytułem: „Jak przetrwać noc czarnkową i nie spieprzyć ze szkoły tam, gdzie pieprz rośnie”! I niejako wbrew sobie, od jej autorki lub autora nie będę oczekiwał oparcia się na doświadczeniu. To, co się teraz dzieje, jeśli ma w naszym kraju precedens, to jedynie w czasach, których już prawie nikt nie pamięta. Z tą różnicą, że wtedy działa się alfabetyzacja mas, a nie analfabetyzacja.

 

Notka o autorze: Jarosław Pytlak jest dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 24 STO na Bemowie w Warszawie oraz pomysłodawcą i wydawcą kwartalnika pedagogiczno-społecznego Wokół Szkoły. Działalnością pedagogiczną zajmuje się przez całe swoje dorosłe życie. Tekst ukazał się w blogu autora.

 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

Ppp napisał/a komentarz do Poprawianie prac przez uczniów
Zapomniała Pani o najważniejszym puncie: MNIEJ prac i sprawdzianów! Problem czasu przeznaczonego na ...
Jan napisał/a komentarz do Odwrót od ekranów w edukacji?
Żeby napisać coś tradycyjnie potrzebne są tylko dwie rzeczy: 1. długopis i 2. papier (kreda i tablic...
Sebastian Matysiak napisał/a komentarz do Odwrót od ekranów w edukacji?
Człowiek dorosły wchodzi do świata technologii z już ukształtowanym układem nerwowym, wypracowanymi ...
Ppp napisał/a komentarz do Wytrwałość ucznia
Przypominam, że poza Pani przedmiotem, uczeń ma do obsłużenia jeszcze kilkanaście innych, plus dodat...
Pełna zgoda, tylko potrzebny jest CZAS. Plus świadomość, że lektury szkolne bywają trudne i nie możn...
Sebastian Matysiak napisał/a komentarz do Smartfon na lekcji. Zło piekielne czy narzędzie edukacyjne? 
Bil Gates powiedział: „Postęp technologii polega na dostosowaniu jej tak, abyś nawet jej nie zauważa...
Stanisław Czachorowski napisał/a komentarz do Dlaczego nauka przez całe życie i małymi porcjami?
Szkopuł w tym, że tak do końca to nie wiemy co jest na prawdę potrzebne, czyli czego uczyć.
Sebastian Matysiak napisał/a komentarz do Czy rankingi szkół rzeczywiście mierzą jakość edukacji?
To trochę tak, jakby oceniać trenera wyłącznie po wynikach zawodników — bez patrzenia na to, z kim z...

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie