Autonomia nauczyciela to jedno z tych pojęć, które brzmią szlachetnie, ale w praktyce bywają trudne do jednoznacznego zdefiniowania. Dla jednych oznacza swobodę w doborze metod nauczania, dla innych - możliwość decydowania o tempie pracy z uczniami, a jeszcze dla kolejnych - prawo do bycia sobą w klasie, bez ciągłej presji schematów i odgórnych wytycznych.
W rzeczywistości autonomia nie jest ani pełną niezależnością, ani buntem wobec systemu. Jest raczej sztuką poruszania się pomiędzy ramami programu a realnymi potrzebami uczniów. Z perspektywy nauczyciela autonomia to przede wszystkim odpowiedzialność. To świadomość, że każda decyzja dydaktyczna - nawet najmniejsza - ma wpływ na rozwój młodego człowieka. Autonomiczny nauczyciel nie działa automatycznie, nie powiela bezrefleksyjnie scenariuszy, lecz stale zadaje sobie pytania: dlaczego uczę w ten sposób? czy to naprawdę służy moim uczniom? co mogę zmienić, aby nauka miała sens? Autonomia staje się więc przestrzenią twórczego myślenia, a nie wygodnym przywilejem.
Jednocześnie autonomia może być źródłem napięcia. System edukacji często narzuca tempo, formy oceniania i szczegółowe podstawy programowe, które ograniczają pole manewru. Nauczyciel znajduje się wtedy w sytuacji paradoksalnej: ma wychowywać do samodzielności, samemu funkcjonując w strukturze, która tej samodzielności nie zawsze sprzyja. Właśnie w tym miejscu autonomia nabiera najgłębszego znaczenia - jako umiejętność zachowania własnej podmiotowości w warunkach zewnętrznych ograniczeń. W praktyce autonomia nauczyciela nie polega na robieniu „czego się chce”, lecz na świadomym wyborze „tego, co ma sens”. To odwaga do eksperymentowania, ale też gotowość do ponoszenia konsekwencji. To dialog z uczniem zamiast monologu, refleksja zamiast rutyny i rozwój zamiast stagnacji. Na końcu pozostaje pytanie, które każdy nauczyciel powinien sobie zadać nie raz w karierze: czy jestem tylko wykonawcą programu, czy twórcą procesu uczenia się?
Autonomia nie polega na tym, że nikt ci niczego nie narzuca, lecz na tym, że wiesz, dlaczego robisz to, co robisz - nawet wtedy, gdy świat próbuje robić to za ciebie.
Pisząc o autonomii, nie mogę udawać, że to pojęcie abstrakcyjne. Dla mnie autonomia ma bardzo konkretny wymiar – jest codzienną praktyką w klasie, w rozmowach z uczniami, w decyzjach, które podejmuję jako nauczycielka języka angielskiego i niemieckiego w XV LO im. Narcyzy Żmichowskiej. Realizuję tę samą podstawę programową co wszyscy, ale sposób, w jaki do niej dochodzę, jest już moim wyborem. Jednym z przykładów mojej autonomii jest odejście od „podręcznikowego” nauczania języków. Zamiast mechanicznego przerabiania rozdziałów, pracujemy projektowo: uczniowie tworzą podcasty po angielsku o ważnych dla nich tematach społecznych, nagrywają vlogi po niemiecku, w których tłumaczą polską kulturę rówieśnikom z innych krajów, przygotowują debaty na temat migracji, stereotypów czy zdrowia psychicznego. Gramatyka i słownictwo są nadal obecne, ale stają się narzędziem do mówienia o świecie, a nie celem samym w sobie. Uczymy się ich również na przykład przez teksty piosenek Program jest zrealizowany, ale uczniowie mają poczucie sensu, a ja - sprawczości. Pisząc dalej, czuję potrzebę doprecyzowania tych przykładów - bo autonomia ma sens tylko wtedy, gdy jest osadzona w realnych biografiach i konkretnych praktykach.
Marta Florkiewicz-Borkowska jest nauczycielką języka niemieckiego i informatyki w małej szkole w Pielgrzymowicach. To zestaw przedmiotów, który sam w sobie sprzyja autonomii – bo pozwala łączyć kompetencje językowe z cyfrowymi i społecznymi. W jej pracy szczególnie inspirujące jest to, że nie traktuje technologii jako celu, lecz jako narzędzie do rozmowy o emocjach, relacjach i komunikacji. W ramach kampanii „Słowa krzywdzą” uczniowie stworzyli kampanię społeczną, w których analizują hejt, mowę nienawiści i wykluczenie. Ale mówią też o sile słowa jako narzędziu pomagającym w leczeniu nienawiści. Informatyka przestaje być „o Excelu”, a niemiecki – „o czasach gramatycznych”. Stają się językiem opisu świata i problemów, z którymi młodzi ludzie naprawdę się mierzą.
Z kolei Dariusz Kulma – matematyk mieszkający w Mińsku Mazowieckim - pokazuje, że nawet najbardziej „sztywny” przedmiot może stać się przestrzenią wolności. Jego znakiem rozpoznawczym jest odejście od kultury błędu jako porażki. Na jego zajęciach uczniowie i kursanci często pracują w grupach nad jednym problemem, ale każdy zespół ma dojść do rozwiązania inną drogą. Potem porównują strategie, a nie tylko wyniki. Matematyka staje się procesem myślenia, a nie sprawdzianem posłuszeństwa wobec algorytmu. Darek wprowadza też elementy tzw. matematyki codzienności: uczniowie analizują rachunki za prąd, planują budżet wydarzeń szkolnych, symulują raty kredytów, projektują proste modele statystyczne dotyczące własnych nawyków (np. snu czy korzystania z telefonu). Podstawa programowa jest realizowana, ale osadzona w realnym życiu, a nie w abstrakcyjnych przykładach o pociągach jadących z miasta A do miasta B.
Warto do tego grona dołączyć jeszcze Joannę Waszkowską – polonistkę ze Śląska, która od lat konsekwentnie pokazuje, że autonomia nauczyciela może iść w parze z głęboką wrażliwością społeczną i kulturową. Jej praca jest szczególnie ciekawa w kontekście edukacji regionalnej i tożsamościowej, bo Joanna bardzo świadomie osadza literaturę w doświadczeniu miejsca. Na lekcjach języka polskiego często sięga po teksty związane ze Śląskiem: reportaże, poezję lokalnych autorów, fragmenty wspomnień, ale też śląską mowę jako pełnoprawny temat refleksji językowej. Uczniowie porównują język literacki z gwarą, analizują, jak język buduje tożsamość i jak bywa narzędziem wykluczenia. Jednym z projektów było tworzenie rodzinnych historii - uczniowie nagrywali rozmowy z dziadkami, spisywali ich opowieści, a następnie redagowali je w formie reportaży lub opowiadań. Formalnie realizowany był dział o narracji i formach wypowiedzi, w praktyce – powstawało archiwum pamięci lokalnej. Joanna dużą wagę przykłada też do czytania współczesności. Obok klasyki pojawiają się teksty o kryzysie klimatycznym, migracjach, nierównościach społecznych czy presji sukcesu. Uczniowie piszą listy do bohaterów lektur, prowadzą dzienniki czytelnicze, tworzą manifesty i kampanie społeczne inspirowane literaturą. Lekcja polskiego staje się przestrzenią rozmowy o świecie, a nie tylko o „środkach stylistycznych”. To, co szczególnie cenię w jej pracy, to odwaga w oddawaniu głosu uczniom. Joanna często rezygnuje z gotowych interpretacji na rzecz pytań otwartych. Zamiast „co autor miał na myśli?” pojawia się „co ten tekst robi z tobą?”. Autonomia objawia się tu w zaufaniu - do ucznia jako czytelnika i do siebie jako nauczycielki, która nie musi mieć zawsze ostatniego słowa.
Patrząc na Joannę Waszkowską, Martę Florkiewicz-Borkowską, Darka Kulmę – i próbując uczciwie spojrzeć na własną praktykę – coraz mocniej widzę, że autonomia nauczyciela nie jest spektakularnym hasłem. Jest cichą, codzienną decyzją, by szkoła była miejscem myślenia, a nie tylko odtwarzania.
Serce wewnątrz systemu
Wszystkie te historie – Marty, Darka, Joanny i moje własne - splatają się w jeden, niezwykle ludzki obraz. Pokazują, że autonomia nie jest walką z systemem, lecz oddechem, który w ten system wtłaczamy. To nie są wielkie rewolucje na barykadach, ale te małe, niemal niezauważalne momenty, gdy w zatłoczonej klasie, między dzwonkiem a dzwonkiem, udaje nam się zatrzymać czas. Bycie autonomicznym nauczycielem to zgoda na własną wrażliwość. To ten moment, w którym odkładasz podręcznik, bo widzisz w oczach ucznia pytanie, którego nie ma w programie, a które jest najważniejsze na świecie. To odwaga, by powiedzieć: „nie wiem, poszukajmy razem”, zamiast chronić się za murem autorytetu. W tej przestrzeni wolności rodzi się coś, czego nie da się zmierzyć żadnym testem kompetencji - zaufanie.
Kiedy gasną światła w klasach, a my zostajemy z listami obecności i stertą sprawdzianów, autonomia staje się naszą kotwicą. Pozwala nam pamiętać, że pod warstwą biurokracji i schematów bije żywe serce edukacji. Nie jesteśmy tylko przekaźnikami wiedzy, jesteśmy strażnikami ciekawości. Jesteśmy tymi, którzy mają przywilej pokazywania młodym ludziom, że ich głos ma znaczenie, a ich myślenie ma moc sprawczą. Być może najpiękniejszą lekcją autonomii jest ta, którą dajemy bez słów: że można żyć w świecie reguł, nie tracąc przy tym własnej duszy. Że można być wolnym, będąc odpowiedzialnym. I że ostatecznie to nie program, ale spotkanie drugiego człowieka z człowiekiem jest tym, co zostaje w nas na lata. Bo w tej ciszy po pytaniu, na którą decydujemy się pozwolić, nie kryje się brak wiedzy. Kryją się w niej narodziny samodzielnego, niezależnego, myślącego krytycznie młodego człowieka. I dla tej jednej chwili warto każdego dnia wybierać bycie twórcą, a nie tylko wykonawcą.
Notka o autorce: Ewa Drobek jest nauczycielką języka angielskiego i niemieckiego w XV Liceum Ogólnokształcącym z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Narcyzy Żmichowskiej w Warszawie. W ostatniej edycji Global Teacher Prize znalazła się w gronie Top 10 finalistów tego najbardziej znanego konkursu wyróżniającego nauczycieli w różnych krajach. Należy do społeczności SuperBelfrzy RP. Niniejszy tekst ukazał się w Biuletynie Warszawskiego Forum Oświatowego "Drogi ku mądrej edukacji. Autonomia w edukacji - luksus czy konieczność" (27.02.2026).


