Po co nam szkoła?

Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

W naszym kraju mamy sezon na wysyp różnych ocen polskiej edukacji, jej diagnoz i pomysłów na zmiany, do czego przyczyniają się MEN&IBE-PIB ze swoją promocją scenariuszy różnych zmian. Problem w tym, że po pierwsze większość dostrzega tylko fasadę polskiej szkoły – zapisane(!) programy i regulacje, wymagania egzaminacyjne oraz stereotypowy szablon – uczniowie chodzą do szkoły, nauczyciele czegoś tam uczą i stawiają stopnie, uczniowie otrzymują świadectwa, zdają egzaminy etc. Dokładnie jak w słynnym w socjologii efekcie cargo.

Po drugie niewielu dyskutantów dostrzega większość funkcji takiej instytucji jak szkoła oraz „interesariuszy” efektów jej funkcjonowania. Ba! Mało osób dostrzega wśród tych efektów coś więcej ponad wynoszony ze szkoły pewien zadekretowany odgórnie zestaw wiedzy(zwłaszcza!) i umiejętności. Wokół nich też toczą się najgorętsze i najbardziej medialne dyskusje. Młotek i piła – jeśli są sprawne – to bardzo użyteczne narzędzia. Tyle, że każde do realizacji innych celów. Jeśli nie wiemy czy chcemy wbić gwóźdź czy ściąć drzewo, nie wiemy też czy wziąć ze sobą np. do lasu młotek czy piłę.

Dlatego, zanim zaczniemy oceniać i zmieniać funkcjonowanie szkoły, niezbędne jest postawienie sobie pytania o cele jej funkcjonowania, czyli „Komu i po co potrzebna jest szkoła?” W tle kryje się też oczywiście pytanie, w imię czego społeczeństwo, za pośrednictwem państwa, tę szkołę finansuje i egzekwuje obowiązek szkolny. Zdajmy sobie – przy okazji sprawę, że zapisane i widoczne, również dla znacznej części nauczycieli, cele i efekty działania szkoły to tylko część, przy czym można dyskutować czy najważniejsza, jej funkcji. Wątpliwość bierze się stąd, że te akurat funkcje mogą być i są realizowane w inny od szkolnego sposób. Warto bowiem pamiętać o czymś, co prof. Andrzej Janowski (np. „Uczeń w teatrze życia szkolnego”) nazywał „ukrytymi programami szkoły”. Przy czym słowo „ukryty” nie oznacza tu, a przynajmniej nie musi, niczego zdrożnego. Chodzi o taki wpływ na ucznia, jego postawy i różnorodne umiejętności, który szkoła osiąga przez samo swoje funkcjonowanie (oczywiście o ile jest w miarę poprawne!) i funkcjonowanie ucznia w niej, bez werbalizowania tego i poświęcania osobnych zajęć czy ćwiczeń albo instrukcji dla nauczycieli. Bez świadomości celów, jakim powinna służyć szkoła, i to z punktu widzenia różnych „interesariuszy”, trudno oceniać jakość i sens postulowanych czy wprowadzanych w niej zmian.

Najbardziej oczywistym interesariuszem szkoły, często postrzeganym jako jedyny, jest jej uczeń. Przy czym, biorąc pod uwagę modne ostatnio narzekania na „opresyjność” czy „przemocowość” szkoły oraz poziom świadomości danej osoby, zastanawiam się czy nie warto go rozpatrywać jako dwóch interesariuszy – ucznia chodzącego w danym momencie do szkoły oraz tę samą osobę po lat, powiedzmy, piętnastu – już w dorosłym życiu.

Drugim takim dość oczywistym interesariuszem szkoły są rodzice czy prawni opiekunowie ucznia. Wbrew pozorom, chociaż w wielu punktach zbieżne, ich interesy bynajmniej nie są tożsame z interesami samego ucznia.

Trzecim, już mniej oczywistym, interesariuszem szkoły jest przyszły pracodawca czy pracodawcy danego ucznia. Warto tu mieć świadomość, że rynek pracy jest obecnie zglobalizowany, a będzie w przyszłości bardziej. W związku z tym polski absolwent napotka w przyszłości konkurencję np. przybyszy z Azji z ich specyficzną kulturą nauki i pracy.

Czwartym interesariuszem szkoły jest państwo z jego wszystkimi procedurami, instytucjami i organizacjami, poziomami zarządzania. Należą do nich również inne niż szkoła instytucje kształcące.

Piątym wreszcie interesariuszem szkoły jest społeczeństwo jako zbiór grup, środowisk etc. oraz całą mnogością interakcji międzyludzkich, jakie w nich zachodzą.

Szóstą, ale ważną ze względu na moce decyzyjne grupą interesariuszy szkoły są politycy, którym ona, przynajmniej w Polsce, służy głównie celom PR. Mogą oni np. przy jej pomocy, „przykryć” szereg realnych i dotkliwych problemów społecznych, deklarując konieczność wprowadzenia do szkół programów, które uświadomią nieogarniętym obywatelom, jak powinni(!) się zachowywać, żeby tych problemów nie było. Inna wersja – lansowanie się na pozorowanych działaniach dla edukacji czy w edukacji, albo wywoływanie wojenek o symbole, angażujących emocje, też dla politycznego lansu. Przy czym akurat, z chlubnymi wyjątkami, politycy polscy (razem ze znaczną częścią społeczeństwa niestety!) postrzegają działanie nauczyciela i szkoły na podobieństwo instalowania aplikacji w smartfonach – zainstaluje się w uczniu program według instrukcji i uczeń zmieni swoje postawy oraz działania zgodnie z tym, co mu apka dyktuje.

Oczywiście ta lista nie pretenduje do roli ani jedynej, ani kompletnej. Spróbujmy teraz odpowiedzieć na pytanie „Po co jest szkoła?” poszczególnym interesariuszom, pomijając opisanych wyżej nieco ironicznie, polityków.

1. Uczniowie

a) w trakcie chodzenia do szkoły, który rzadko ma refleksje dotyczące relatywnie odległej przyszłości, dostarcza ona środowiska życia społecznego, zajęcia i opieki (czasem posiłków) przez większą część dnia, pod nieobecność rodziców w domu. Ułatwia rozwijanie różnych, przydatnych również na bieżąco, umiejętności intelektualnych i manualnych.
b) 15 lat później uczeń, dzięki pobytowi w szkole ma: podstawową wiedzę i umiejętności, które umożliwiają mu zdobycie i zrozumienie podstaw teoretycznych warunkujących dobre przygotowanie się do podjęcia pracy i jej wykonywania oraz:

  • dysponuje jakimiś podstawami wykształcenia ogólnego,
  • nabył doświadczeń w funkcjonowaniu w dużej, hierarchicznej organizacji, gdzie doświadczył współzależności od osób spoza rodziny, spotkał się też z jej formalnymi i nieformalnymi regułami postępowania oraz koniecznością współpracy i podporządkowania się różnym ludziom, niezależnie od sympatii czy jej braku w stosunku do nich.

2. Rodzice - dzięki pobytowi dziecka w szkole nie muszą się nim opiekować w czasie, gdy pracują. Ma ono też w zdecydowanej większości szkół zagwarantowany przynajmniej jeden posiłek dziennie. Nie muszą też, do czego na ogół nie mają kompetencji, uczyć pociech podstaw wykształcenia ogólnego. O ile dobrze trafili, szkoła odkryje i w pewien sposób rozwinie potencjał ich dziecka. Szkoła ma też zaspokoić ich potrzebę przygotowania dziecka do przyszłości, zwłaszcza zawodowej. W przypadku niektórych – również ich ambicje.

3. Pracodawcy - potrzebują pracownika, który jest albo już przygotowany do podjęcia pracy na swoim stanowisku albo ma wystarczające umiejętności i wiedzę, by go do pracy na tym stanowisku wdrożyć w miarę szybko i by później mógł adaptować się do nieuchronnych modernizacji. Jednocześnie powinien on umieć komunikować się i współpracować w ramach dużej hierarchicznej organizacji i podporządkowywać się jej pisanym i zwyczajowym regułom, czuć się odpowiedzialnym za efekty swojej pracy i starać się ją wykonać możliwie dobrze. Aktualnie modna jest narracja o tym, że uczeń ma się nauczyć przede wszystkim krytycznego myślenia i kreatywności. Tymczasem pracodawcy (i nie tylko oni) potrzebują, w skomplikowanym zwłaszcza technologicznie świecie, przede wszystkim ludzi przyzwyczajonych do ścisłego przestrzegania instrukcji, procedur, regulaminów. Kreatywny i krytycznie myślący np. maszynista czy operator skomplikowanych systemów do niejednej katastrofy doprowadzili i niejeden tysiąc ofiar mają na sumieniu. Oczywiście są profesje i sytuacje, gdzie ta kreatywność i krytyczne myślenie są niezwykle przydatne, ale stanowią raczej wyjątek niż regułę.

4. Państwo - oczywiście jest wielkim pracodawcą i ma podobne potrzeby jak inni pracodawcy. Poza tym jednak jest dla niego istotne przygotowanie w miarę świadomych obywateli (nie werbalne, ale głównie praktyczne) do interakcji z i funkcjonowania w różnych państwowych instytucjach i organizacjach, zwykle sformalizowanych i kierujących się zewnętrznie ustalonymi regułami, procedurami, instrukcjami czy podobnymi formalnymi instrumentami. Ważnym komponentem państwa są siły zbrojne oraz służby i to bynajmniej nie w kontekście zapotrzebowania na znajomość musztry czy umiejętności strzelania z kbks. Znacznie ważniejsze jest np. obycie obywateli ze współczesną technologią, które ułatwia ich wykorzystania do celów obronnych (zaczepnych też!) w różnych formach organizacyjnych i na różnych polach.

5. Społeczeństwo jako całość, z niezwykle ważnym, a już omówionym, komponentem w postaci państwa. Społeczeństwu są oczywiście, na różnych polach, potrzebni możliwie wysoko wykwalifikowani fachowcy. Nie zamyka to jednak, a raczej otwiera listę jego potrzeb, którą w miarę możliwości powinna zaspokajać szkoła. Specjaliści od geopolityki określają je jako „oprogramowanie kulturowe”. Najistotniejszą jest doświadczenie i umiejętność efektywnego, w miarę bezkonfliktowego funkcjonowania w różnorodnych grupach ludzkich i ich samoorganizacji oraz różnych interakcji wewnątrz nich. Druga kluczowa umiejętność to zdolność do bezkonfliktowego przebywania i funkcjonowania w dużych grupach obcych czy mało znanych sobie ludzi i związane z tym nawyki. Wystarczy porównać ruch uliczny na dużej warszawskiej arterii z podobnym np. w stolicy Nigerii Lagos, by dostrzec różnicę i wartość tej umiejętności. Z drugiej strony wystarczy obserwacja wątpliwej „koegzystencji” na stołecznym chodniku (elektro) cyklistów z pieszymi, by zrozumieć konsekwencje jej braku czy przynajmniej istotnych niedostatków.

Do realizacji prawie wszystkich tych interesów szkoła nie przygotowuje przy pomocy przekazu jakieś zapisanej w programach wiedzy. Przygotowuje nie wprost i niepostrzeżenie, przez np. udział ucznia w różnych elementach szkolnego życia z żywiołową bieganiną po szkolnych korytarzach włącznie, szkolną wycieczką albo wyjściem na basen czy też np. harcerskim biwakiem albo udziałem w działalności innych obecnych w szkole organizacji.

 

Notka o autorze: Włodzimierz Zielicz jest b. dyrektorem szkoły, nauczycielem fizyki w XIV LO im. S. Staszica w Warszawie (2011-2024). Koordynator programu Międzynarodowej Matury IB oraz nauczyciel fizyki i matematyki w tym programie w XXXIII LO im. Mikołaja Kopernika i II LO im. Stefana Batorego w Warszawie. Wychowawca zdobywców I miejsca w ogólnopolskich olimpiadach - fizycznej i wiedzy technicznej. Jego wychowankowie byli także medalistami międzynarodowych olimpiad, turniejów fizycznych i astronomicznych. Niniejszy tekst ukazał się w czerwcowym biuletynie Warszawskiego Forum Oświatowego "Drogi do mądrej edukacji. Po co nam szkoła?"

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

Artykuł odnosi się do edukacji wczesnoszkolnej, a jego streszczenie kończy się konstatacją, że „kluc...
Ppp napisał/a komentarz do Trzy gry w powtarzanie pojęć
W matematyce większość pojęć jest abstrakcyjna, więc może być problem. Chociaż Stanisław Lem wymyśli...
Budowanie poczucia bezpieczeństwa, tworzenie atmosfery sprzyjającej wyzbyciu się strachu przed podej...
Konsekwencje są naturalne i wynikają z natury rzeczy. Jeśli pomiędzy czynem a konsekwencja jest jaka...
Ppp napisał/a komentarz do Dlaczego zapominamy i co z tym zrobić?
Należałoby zacząć od zmian w programie nauczania. Zapamiętywaniu SPRZYJA związek informacji z życiem...
Ekrany pogarszają sen, ale stres i późno jedzona kolacja robią to BARDZIEJ. Technologie wypierają ak...
Ppp napisał/a komentarz do Szkoła jako gra w cudzą grę
PEŁNA ZGODA.Pozdrawiam.
Opisane problemy nie dotyczą tylko smartfonów. Można ignorować swoje dziecko, by rozmawiać z koleżan...

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie