Edukacyjna wartość dodana jak poziomica

Szkoły i uczelnie
Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Cały dzisiejszy świat składa się rozmaitych organizacji, dla których jednym z kluczowych aspektów jest efektywność działania. Powstaje mnóstwo narzędzi, które pozwalają tę efektywność mierzyć, znajdować słabe punkty i powiększać efektywność. Tak funkcjonuje cały współczesny świat, czy tego chcemy czy nie. Dotyczy to również edukacji.PHOTO: SXC.HU

Z tym większym zdumieniem odkryłem z jak dużą niechęcią, a przede wszystkim z jak wielkim niezrozumieniem spotkała się idea Edukacyjnej Wartości Dodanej wśród entuzjastów edukacji. Zarzuca się tej metodzie, że nie mierzy czy uczeń potrafi kwestionować, porządkować informację i czy wysokie EWD zagwarantuje sukces absolwentowi studiów…

To wszystko wynika z niezrozumienia idei. EWD jest jak poziomica. I proszę tutaj o wybaczenie wszystkich profesjonalistów z tej dziedziny, za wszystkie uproszczenia jakie zrobię, ale moim zamiarem w tym tekście jest wyjaśnić podstawy, ignorując póki co szczegóły. Poziomica sprawdza czy „coś” (cegły, półka, podest) jest poziome.

EWD to matematyczna metoda obliczania przyrostu kompetencji w badanym obszarze.

Jak to działa? Mierzymy sobie jakąś kompetencję. Na przykład kompetencje matematyczne uczniów. Na przykład egzaminem gimnazjalnym. Takie zjawiska jak kompetencje rozkładają się w społeczności zgodnie z rozkładem normalnym, co umożliwia przejście na skalę np. staninową. Jest to skala (nieliniowa) od 1 do 9 mówiąca o tym w jakiej części populacji się znaleźliśmy – czy tej która ma najniższy wynik tej kompetencji (1) czy tej, która ma najwyższy (9). Szczegóły nt. tej skali łatwo znaleźć w Internecie, jak również o całym zagadnieniu normalizacji wyników.

Zbadajmy kompetencje matematyczne uczniów przychodzących do gimnazjum i wychodzących z gimnazjum. Różnica to właśnie EWD.

W ogromnym uproszczeniu, którego nie należy stosować w praktyce, ale chodzi mi o zilustrowanie idei: jeśli mamy 3 stanin ucznia na wejściu i 6 stanin ucznia na wyjściu to w efekcie mamy +3 staniny w ramach Edukacyjnej Wartości Dodanej. Można zatem z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że nasza szkoła wykonała ogromną pracę, pomimo, że pracowała z relatywnie słabymi uczniami jeśli chodzi o te umiejętności, doprowadzając je z poziomu „niskiego” do poziomu „wyżej średniego”.

Czyli widać, że EWD nie mierzymy kompetencji (robi to badanie, czyli na przykład egzamin), ale mierzy przyrost tej kompetencji.

Po co nam to EWD? Po to, żebyśmy jako budowniczowie oświaty wiedzieli co robimy i czy kierunek, który obraliśmy jest właściwy. EWD to taka poziomica, która może zapobiec wybudowaniu krzywego domu. Jako dyrektor możemy śledzić jak zmieniają się nasi uczniowie i czy zmiany podejścia przynoszą skutek.

Analogicznie jest to znakomite narzędzie dla każdego samorządowca, który może zidentyfikować jakie trudności mają podległe mu szkoły. Zachęcam do zapoznania się z badaniem wskaźników trzyletnich na stronach projektu EWD. Dzięki nim możemy się zorientować, jak nasza szkoła wypada w porównaniu do szkół o podobnych uwarunkowaniach i jak się zmienia przez lata.

Mówiąc w dużo większym uproszczeniu niż robi to EWD: przyjmijmy, że mamy dwie szkoły, które przyjmują dzieci, które osiągają powiedzmy 4-5 stanin w egzaminie gimnazjalnym. Jedna z nich „wypuszcza” dzieci, które następny egzamin zewnętrzny zdają kwalifikując się w 7-8 staninie, a absolwenci z drugiej pozostają w 4-5 staninie to znaczy, że możemy poszukiwać różnic między tymi dwoma szkołami poszukując odpowiedzi na pytanie: "co te szkoły różni?". Może pierwsza jest lepiej dofinansowana? Może ma bardziej zaangażowanych rodziców? Może dyrektor jest geniuszem? Nie wiemy - trzeba to sprawdzić. Wiemy jednocześnie co je na pewno nie różni – poziom umiejętności dzieci na wejściu jest zbliżony – i to wiemy dzięki regularnym pomiarom kompetencji.

Dzięki EWD możemy na przykład zrobić następujący eksperyment: powiedzmy, że mamy szkołę, która osiąga EWD +1 i jest „szkołą niewykorzystanych możliwości” wg klasyfikacji proponowanej na stronach EWD. I teraz robimy eksperyment – dajemy szkole jako samorząd dodatkowe środki do zagospodarowania we własnym zakresie. I po roku możemy się dowiedzieć czy to nasze EWD na przykład osiągnęło ponownie +1, bo dyrektor nie ma pomysłu jak wykorzystywać środki (przypuszczalnie również te, które dostaje w standardzie) czy na przykład osiągnęło +6, bo to było to czego dyrektorowi brakowało. Jeśli pieniądze dane „do ręki” nic nie zmieniły to mamy następne możliwości - możemy poszukać dyrektora, który lepiej radzi sobie w takich trudnych warunkach (znajdziemy go przy pomocy wyników EWD), albo możemy na przykład zobaczyć co da program stypendialny dla tych dzieciaków, albo na przykład dożywianie (bo są na przykład dziećmi z patologicznych rodzin i ich większą troską jest pusty brzuch niż ułamki).

Zauważmy, że EWD to nie jest jakiś kamień filozoficzny. To nie jest coś co zapewni nam niezwykłą jakość edukacji. To jest takie samo narzędzie jak poziomica. Nie zbudujemy przy jej pomocy wspaniałego domu (potrzebujemy jeszcze łopaty, betoniarki, szalunku i kilku innych rzeczy), ale bez niej zbudujemy go prawdopodobnie krzywo. EWD nie zastąpi myślenia. To jest poziomica, którą trzeba wiedzieć, jak użyć.

Proszę też wziąć pod uwagę, że EWD nie mierzy kompetencji! Nie możemy stwierdzić, że uczniowie mają dobre umiejętności autoprezentacji, ale możemy powiedzieć czy po 3 latach nauki mają te umiejętności lepsze. Do EWD musimy mieć dane wejściowe, czyli wyniki pomiarów kompetencji. A kompetencje w zakresie autoprezentacji możemy zmierzyć innymi narzędziami, których jest równie wiele co badanych kompetencji. Analogicznie EWD to jedno z szeregu narzędzi, które możemy stosować.

Dziwi mnie, że w Polsce z taką lekkością, w krótkich tekstach prasowych kwestionuje się ideę takich metod, w sytuacji, kiedy wszystkie nowoczesne gospodarki prowadzą liczne badania w tym zakresie, rozwijając i doskonaląc te metody. Polecam przegląd publikacji anglojęzycznych na ten temat i działalność brytyjskiego OFSTED.

EWD to nie jest jakiś cud, który spowoduje nagle, że świat edukacji zmieni się w „krainę mlekiem i miodem płynącą”. To jest narzędzie pracy (jedno z wielu) dobrego dyrektora i dobrego samorządowca. I oczywiście, można wykazywać jego słabości. Tak samo jak przy poziomicy - jest ciężka i długa, a tym samym nieporęczna. Ale czy to oznacza, że mamy z niej zrezygnować i budować "na oko", bo kiedyś tak się budowało i ludzie jakoś żyli?

Ważne zastrzeżenie: opisane w tym artykule podejście nie stanowi w pełni prawidłowego podejścia metodologicznego do wykorzystania i interpretowania wartości EWD! W artykule przyjęto liczne uproszczenia zmierzające do wprowadzenia czytelnika w podstawy zagadnień związanych z pomiarem jakości edukacji. Aby zapoznać się z poprawną metodologią należy zgłębić tę tematykę. Dobrym początkiem są internetowe strony Edukacyjnej Wartości Dodanej.


Jesteśmy na facebooku

fb
Edunews.pl oferuje cotygodniowy, bezpłatny (zawsze) serwis wiadomości ze świata edukacji. Zapisz się:
captcha 
I agree with the Regulamin

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie