Piątka dla uczniów

fot. Fotolia.com

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

No i bach! Któż by przypuszczał, że obóz rządzący pokłóci się wokół sprawy tak marginalnej z politycznego punktu widzenia, jak dobrostan zwierząt hodowlanych i domowych. Z perspektywy etycznej, owszem, rzecz jest niebagatelna, ale politycznie – mało istotna, a przy tym ryzykowna. Trzeba bowiem czuć wielkie wzmożenie moralne, żeby w najszlachetniejszej nawet intencji zaorać ważną dla części wyborców gałąź produkcji rolnej.

Osobiście nie mam zdania w tej kwestii. Serce każe pochylić się nad smutnym losem naszych braci mniejszych, rozum mówi, że można byłoby to zrobić w sposób mniej radykalny, stopniowo, zachowując wzgląd na ludzkie potrzeby, zwyczaje oraz – jednak – interes ekonomiczny.

Niewątpliwie natomiast można pozazdrościć lewej stronie sejmowej opozycji, która przeżyła niezwykle rzadki w ostatnich latach moment satysfakcji i radości – głosując ręka w rękę z większością obozu rządzącego, skutecznie poparła sprawę ważną dla lewicowej agendy, uzyskując zarazem w premii kłótnię na prawicy. Może dlatego nie wpadły partie opozycyjne na pomysł, by wykorzystać ten moment i zgłosić co najmniej kilka innych palących „piątek”, równie mocno uzasadnionych smutnym lub wręcz tragicznym losem niektórych części populacji Homo sapiens zasiedlającej dorzecze Wisły i Odry. Uważam, na przykład, że pilnie potrzebne są nowe regulacje dotyczące losu dzieci i młodzieży, uwikłanych w chylący się ku upadkowi polski system edukacji.

Niech Czytelnik wybaczy mi zestawienie tutaj losu zwierząt i uczniów – są to oczywiście dziedziny nieporównywalne. Ale już polityczna metoda działania „piątkami” nadaje się do obu tych tematów, podobnie jak do wielu innych. Trzeba tylko skorzystać z okazji.

Działań potrzebnych w systemie edukacji jest bardzo, bardzo wiele. Problem w tym, że nawet w łonie opozycji, a także wśród takich jak ja specjalistów, nieuwikłanych w działalność polityczną, istnieje wiele poglądów odnośnie priorytetów. Nie ułatwia sprawy obecne kierownictwo Ministerstwa Edukacji Narodowej, utrzymując po prostu, że wszystko jest w najlepszym porządku. Mało kto podziela tę opinię, ale wrażliwość na krzywdę zwierząt Prezesa Kaczyńskiego nie rozciąga się raczej na młodocianych przedstawicieli Homo sapiens. Kwestię więc powinna drążyć opozycja.

„Piątka” dla uczniów, którą poniżej zaproponuję, obejmuje działania możliwe do przeprowadzenia w krótkim okresie czasu. Nie wybiegam w wieloletnią przyszłość i nie postuluję nagłego pojawienia się politycznego konsensusu wokół spraw edukacji. Wskazuję to, co można (by) zrobić, żeby ad hoc choć trochę zwiększyć dobrostan młodego pokolenia Polaków.

1. Wprowadzić subwencję oświatową dla całej edukacji przedszkolnej. Zanim dziecko stanie się uczniem mija pierwszych 6-7 lat jego życia. W dużej mierze decydujących dla rozwoju. Jest udowodnione, że edukacja przedszkolna ma ogromny pozytywny wpływ na karierę szkolną; służy też wyrównywaniu szans edukacyjnych dzieci ze środowisk o niższym kapitale kulturowym. Obecnie państwo wypłaca subwencję jednostkom samorządu terytorialnego tylko na ostatni, obowiązkowy rok edukacji przedszkolnej. Utrzymywanie grup młodszych przedszkolaków jest zadaniem własnym, finansowanym przez gminy – odległym na liście priorytetów, gdy kołdra lokalnych finansów jest zbyt krótka.

2. Określić obowiązujące minimalne normy etatowe zatrudnienia psychologów i pedagogów w przedszkolach i szkołach, wraz z zapewnieniem funduszy na ten cel (w ramach subwencji oświatowej lub w inny sposób, który zagwarantuje, że dodatkowe pieniądze zostaną wydatkowane zgodnie z przeznaczeniem). Mamy rozporządzenie, które określa, w jaki sposób świadczona jest pomoc psychologiczno-pedagogiczna, ale kwestię, kto miałby tę pomoc świadczyć pozostawia dyrektorowi. Oczywiście o ile ten dogada się z organem prowadzącym, jednak wobec braku norm powstaje ogromna pokusa by na pomocy psychologiczno-pedagogicznej poczynić oszczędności.

3. Poddać gruntownemu przeglądowi obowiązujące podstawy programowe. Zadanie to powinien wykonać jeden, interdyscyplinarny zespół specjalistów, koncentrując się na trzech celach szczegółowych:
- ujednoliceniu formy tego dokumentu dla poszczególnych poziomów edukacji,
- dokonaniu poprawek pod kątem uwzględnienia możliwych korelacji, międzyprzedmiotowych; wykrycie i usunięcie sprzeczności w tym zakresie,
- oszacowaniu czasu niezbędnego na realizację podstawy w zakresie poszczególnych przedmiotów i ograniczenia na tej podstawie wykazu szczegółowych treści nauczania.

Czas niezbędny na realizację zagadnień wymienionych w podstawie nie powinien przekraczać 70% wymiaru godzin danego przedmiotu w planie nauczania dla danego poziomu edukacji.

4. Stworzyć warunki do wykorzystania narzędzi przydatnych w edukacji zdalnej, zarówno w sytuacjach kryzysowych, jak w działalności dydaktycznej prowadzonej w trybie stacjonarnym. Dotyczy to w szczególności dostępu do sprzętu, oprogramowania i łączy internetowych dla nauczycieli oraz uczniów, udostępniania dobrze zredagowanych i recenzowanych materiałów edukacyjnych oraz powszechnych szkoleń dla nauczycieli w zakresie ich wykorzystania.

5. Powołać nową ekipę zarządzającą Ministerstwem Edukacji Narodowej, dobierając kierownictwo tego urzędu pod kątem umiejętności komunikowania się ze środowiskiem oświatowym w sposób nacechowany szacunkiem i empatią, otwartości na głosy jego reprezentantów, gotowości przestrzegania zasad rzetelnego konsultowania projektowanych rozwiązań prawnych oraz publicznego wyjaśniania podjętych decyzji. Panująca obecnie ogromna frustracja w gronie nauczycieli – materialna i moralna – bardzo źle wpływa na atmosferę w placówkach oświatowych. Obecny stan rzeczy wymaga gruntownej i długofalowej reformy, jednak zmiana stylu zarządzania środowiskiem oświatowym mogłaby choć trochę doraźnie poprawić sytuację. Arogancja prezentowana wcześniej przez panią Annę Zalewską, a obecnie pana Dariusza Piontkowskiego, tylko pogłębia frustrację pracowników oświaty.

Tyle „piątki” Pytlaka dla uczniów. Jako że jednak mowa jest o szkołach, a tam szczególnie wyróżniający się uczniowie otrzymują oceny celujące, dorzucam jeszcze wymaganie na szóstkę:

6. Zrezygnować z egzaminu z wybranego przedmiotu nauczania na koniec ósmej klasy. Jakkolwiek jego idea – wybór dziedziny, którą uczeń poznaje szczególnie dokładnie, da się obronić, to w praktyce zwiększy on i tak ogromne obecnie obciążenie nauką uczniów klas 7-8 szkoły podstawowej, powiększy chaos wywołany istnieniem rozmaitych przedmiotów ważnych i mniej ważnych na tym etapie nauki oraz spotęguje stres egzaminacyjny bez żadnej zauważalnej korzyści. Język polski, matematyka i język obcy wyczerpują listę dziedzin, z których egzamin po szkole podstawowej daje się racjonalnie uzasadnić.

Drodzy Politycy! Pokażcie, że młode Homo sapiens zasługują, by poważnie zająć się ich dobrostanem. Jeśli nie dyktuje Wam tego serce, to może chociaż pomoże rozum? Jutro (także Wasze!) wykuwa się bowiem dzisiaj.

Postscriptum:

Drogi Czytelniku! Bez trudu mógłbym tutaj zaproponować jeszcze drugą „piątkę”. Podane wyżej punkty wygrały po prostu mój wewnętrzny casting. Myślę, że pięć celów na początek, to dobra liczba. Jakie powinny być konkretnie, jest kwestią do dyskusji. Byle tylko ktoś w polityków chciał taką dyskusję podjąć…

 

Notka o autorze: Jarosław Pytlak jest dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 24 STO na Bemowie w Warszawie oraz pomysłodawcą i wydawcą kwartalnika pedagogiczno-społecznego Wokół Szkoły. Działalnością pedagogiczną zajmuje się przez całe swoje dorosłe życie. Tekst ukazał się w blogu autora.

 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie