Kilka refleksji o technologiach w edukacji

fot. Fotolia.com

Narzędzia
Typografia

Młody człowiek przychodząc do szkoły czy na uczelnię nadal może myśleć, że przychodzi do skansenu. Trafia do przestrzeni, które jakby żywcem zostały wydarte przeszłości. Niekiedy na fotografiach sprzed 100 lat klasa dydaktyczna wygląda tak samo, jak obecnie. Cztery ściany, ławki w rzędach, tablica, drzwi bez okien (żeby nie można było zajrzeć). Ta surowość ma niby służyć skupieniu, wyciszeniu, a nawet oderwaniu od tego, co zostało w domu… Aaaaaby uczeń mógł się wreszcie uczyć. Czy aby nie opieramy się na fałszywych założeniach?

Żyjemy w XXI wieku, ale w szkołach uprawiamy jeszcze dydaktykę według wzorców minionych stuleci. Powodem wcale nie jest to, że szkoły są biedne i nie mają pieniędzy na inwestycje. Bo sprzętu jest całkiem sporo – jeśli na przykład pozwolimy uczniom przynosić swoje urządzenia. Natomiast kilka lat temu na Kongresie Polskiej Edukacji rektor jednej z najważniejszych polskich uczelni pedagogicznych powiedział publicznie prawdę: „my nie uczymy przyszłych nauczycieli technologii, bo one tak szybko się zmieniają”. Można polemizować z tym bezsensownym stwierdzeniem, ale te słowa w sumie dobrze tłumaczą, jaki jest problem z technologiami w edukacji w szkole i na uczelni.

Technologie programują umysły – tak, jak im pozwalamy

Kiedyś narzekaliśmy, że młodzi ludzie siedzą przed telewizorami i chłoną filmy. Potem nie podobało się, że siedzą przy komputerach zanurzeni w gry i Internet. Obecnie narzekamy, że wszyscy chodzą pochyleni wpatrując się w miniaturowy ekran w swoim ręku. Pewnie za 10 lat będziemy narzekać, że ludzie chodzą w interaktywnych okularach, ciągle na wpół zanurzeni w wirtualnym świecie. Od co najmniej 60 lat technologie mocno oddziałują na kolejne generacje młodych ludzi, choć za każdym razem nieco inaczej. I nadal będzie się tak działo. Każda generacja jest po trochu inaczej „zaprogramowana” przez technologie. Ale cechą wspólną wszystkich tych czasów jest to, że szkoła i uczelnia nie nadążają (lub nie chcą nadążać) za zmianami. W związku z tym nie wykorzystujemy w pełni potencjału pojawiających się technologii do celów edukacyjnych. I tracimy na tym wiele.

Dydaktyka nie powinna stać w opozycji do technologii i jej cyfrowych narzędzi. Powinniśmy starać się lepiej poznawać technologie pod kątem edukacyjnym i szeroko je wykorzystać, właśnie aby lepiej uczyć… Tłumaczenie wspomnianego wyżej Rektora, że świat zmienia się za szybko jest po prostu nieprzemyślane i strategicznie chybione. Prawdopodobnie od kilkudziesięciu lat popełniamy na uczelniach pedagogicznych ten sam błąd… Pora to zmienić.

Człowiek nieustannie podłączony

Coraz częściej mówimy (narzekamy), że człowiek jest dziś ciągle podłączony do sieci. To duża „zasługa” smartfonów i tabletów, które towarzyszą nam przez cały dzień. Dlatego poniższy obrazek, wykorzystany na jednej z konferencji o cyberbezpieczeństwie przez Urząd Kanclerza Austrii, może przestraszyć. Dokąd zmierzamy? Do jakiegoś półwirtualnego świata albo świata rozszerzonej rzeczywistości? Bać się? Protestować? Czy może trzeba zacząć działać, przygotowywać się?


(Źródło: Urząd Kanclerza Austrii, http://archiv.bundeskanzleramt.at/DocView.axd?CobId=62877 - Społeczeństwo i technologie - od człowieka prehistorycznego do społeczeństwa rozszerzonego)

Coraz częściej pojawiają się wyniki badań, które pokazują, że i od technologii można się uzależnić, że mogą one być szkodliwe dla rozwoju młodego człowieka (ostatnio np. głośny artykuł o badaniach J. Twenge). Tylko skoro szkoła / uczelnia nie pokazuje i nie uczy, jak wykorzystać te technologie do rozwoju – nie możemy oczekiwać, że będziemy z nich korzystać (i młodzi i dorośli!) bardziej świadomie i racjonalnie. Wieloletnie zaniedbania w dydaktyce cyfrowej przekładają się na powszechne, ale i w gruncie rzeczy bardzo prymitywne korzystanie z technologii informacyjno-komunikacyjnych. Wzrastający strumień hejtu w sieci na wszystkich i na wszystko też może być tego dowodem. Mamy do dyspozycji najwspanialsze narzędzia komunikacyjne, ale zmanipulowani m.in. przez polityków często używamy ich w zły sposób i ze złą mocą.

Póki szkolny „krajobraz” może mocno dziwić ucznia, który w domu i poza szkołą ma dostęp do nowoczesnych technologii, z pomocą których komunikuje się, wymienia informacjami, a nawet uczy się i współpracuje z innymi. Dziwi to zwłaszcza, że coraz częściej tenże uczeń przynosi do szkoły miniaturowy komputer (zwany nie wiadomo dlaczego „tylko” telefonem), dzięki któremu jest w (nieustającym) kontakcie z całym światem. W większości przypadków szkolnych, musi go oczywiście wyłączyć wchodząc do szkoły, gdyż takie urządzenie stanowi przecież realne zagrożenie dla procesu edukacji szkolnej. Realne, bo przecież potwierdzone mocą całej Rady Pedagogicznej, a co za tym idzie, statutami wielu szkół.

Czy dobrym rozwiązaniem jest zatem szkoła, która pozbawia uczniów dostępu do tych technologii w czasie lekcji? Raczej nie. Takie podejście jest wprawdzie wygodne dla dyrektorów szkół, nauczycieli, a nawet rodziców, ale jak najbardziej szkodliwe dla uczniów i ostatecznie dla całego społeczeństwa. Bo na lekcjach jest teoretycznie spokój i skupienie. Taka szkoła jednak nie uczy, jak rozwijać się przez całe życie z wykorzystaniem nowoczesnych technologii (tak urządzeń, jak i przeróżnych aplikacji). Uczy głównie tego, jak rozwijać się bez technologii, a w naszym pędzącym do przodu świecie takich sytuacji będzie coraz mniej, zarówno w domach, jak i w pracy. Wystarczy wyjść ze szkoły i uczeń wraca do swojego naturalnego i normalnego stanu „połączenia” z siecią (ang. always connected). I trudno mu zastosować wiedzę, którą przed chwilą nabył na lekcji. W większości przypadków jest ona bezużyteczna tu i teraz. Jak na krążącym po sieci plakacie z bezzębnym staruszkiem, który mówi: "Ciągle czekam, aż przyda mi się kiedyś wiedza na temat sinus i cosinus…".

Jeśli współczesny człowiek będzie żył w naszym społeczeństwie ciągłym połączeniu, to czy szkoła może sobie pozwolić na to, aby uczyć tego człowieka „w ciągłym rozłączeniu”? Zgoda, pewien fundament wartości, wiedzy i umiejętności może być nabyty bez wykorzystania technologii. I nie powinniśmy z tego rezygnować. Ale powinniśmy szukać pewnej równowagi, co pozwoli lepiej zrozumieć świat poza szkołą i lepiej nauczy w nim funkcjonować. Dlatego w szkole musimy mądrze uczyć korzystając także z dobrodziejstw, które przynoszą technologie edukacyjne.

Aktywne tablice to zbyt mało

Trwa program rządowy „Aktywna tablica”. Cieszą się dostawcy wszelkich urządzeń, technologii i oprogramowania, bo powstał duży rynek zbytu dla ich produktów. Szkoły będą kupować, bo są pieniądze, bo przecież zgodnie z przedstawioną wizją szkoły polskiej, tablica interaktywna ma być teraz w każdej klasie. To ma być realny wskaźnik unowocześnienia polskiej szkoły. Dowód, że nowoczesne technologie są już w każdej klasie! I że wszystko co napisałem powyżej właśnie się zdezaktualizowało…

Niestety, „Aktywna tablica” nic nie zmieni – nadal uczniowie nie będą zdobywać w szkole kompetencji posługiwania się posiadanymi przez nich urządzeniami do własnych celów edukacyjnych. Wszystko, co napisałem, nadal będzie wyzwaniem stojącym przed szkołą. Tablice interaktywne na siłę wepchnięte do każdej klasy nie są wystarczająco dobrym rozwiązaniem, ponieważ nie towarzyszą uczniom poza szkołą. A jak wiem z niemal 10. letniego doświadczenia redakcji Edunews.pl, na wielu zajęciach nie będą w ogóle wykorzystywane (po co pisać palcem na ekranie, skoro szybciej i łatwiej kredą na tablicy obok?) albo będą, ale w sposób prymitywny – jako rzutnik i ekran do wyświetlania filmów i multimedialnych prezentacji. A te nowoczesne narzędzia, które mogą posłużyć uczniom w życiu do rozwijania się – smartfony i tablety – nadal pozostaną zamknięte w plecakach i szafkach, koniecznie wyciszone lub wyłączone, bo Statut szkoły zabrania. Tylko, że to są te prawdziwe i osobiste „tablice” interaktywne uczniów. Spersonalizowane, zindywidualizowane, dostępne w dowolnym czasie. To z nich korzystają przez większą część dnia. I nadal nie będą wiedzieć, jakie edukacyjne skarby są w nich ukryte…

Tablice interaktywne w klasach to tylko jeden z wielu elementów nowoczesnego środowiska uczenia się, które powinno być dostępne dla uczniów i nauczycieli. Różnorodnego środowiska, takiego w którym poszczególne narzędzia, i tradycyjne i cyfrowe, są używane do celów dydaktycznych wtedy, gdy jest to potrzebne. Kiedy trzeba rozmawiać – rozmawiamy, kiedy trzeba dotknąć – dotykamy, wąchać – wąchamy itd., ale kiedy trzeba nagrać rozmowę, dialog, scenkę – wyciągamy smartfony/tablety i nagrywamy. Nie chodzi o to, aby na siłę stosować technologie, ale używać jej mądrze wtedy, gdy jej użycie może dać dodatkowe korzyści edukacyjne. Wielokrotnie o tym pisaliśmy na łamach Edunews.pl, między innymi omawiając model SAMR, a także poświęciliśmy temu zagadnieniu cały tom cyklu o współczesnych przestrzeniach edukacyjnych (do pobrania bezpłatnie w Edustore.eu).

Integracja przedmiotów z technologiami edukacyjnymi

Musimy dokonać przełomu myślenia o współczesnych przestrzeniach uczenia się. Technologie nie mogą być używane tylko w enklawach, takich jak zajęcia komputerowe, technika czy informatyka. Trzeba zacząć wykorzystywać dostępne narzędzia na wszystkich przedmiotach, integrować wiedzę przedmiotową z technologiami. To jest możliwe i przynosi to świetne rezultaty – o czym opowiadają na różnych konferencjach i szkoleniach nauczyciele, którzy odważyli się spróbować. Jest ich coraz więcej, ale wciąż za mało, aby dokonała się rzeczywista zmiana w dydaktyce. Na języku polskim można tworzyć podkasty (w programie #SuperKoderzy Fundacji Orange znajdziecie scenariusze na takie zajęcia). Na matematyce możecie korzystać z filmików wyjaśniających poszczególne zagadnienia (np. Khan Academy Polski) , a nawet samemu nagrywać takie filmiki w zespole uczniów, tłumacząc działania. Lekcja przyrody (biologii, chemii, fizyki) to bogactwo doświadczeń, które można przygotowywać i dokumentować przez zdjęcia i filmy. Nauka języków obcych – tu do dyspozycji mamy setki ciekawych aplikacji na urządzenia mobilne, wiele z nich wykorzystujących elementy gamifikacji. Programowanie – proszę bardzo, są szkoły, które pokazują, że można włączać jego elementy na każdym przedmiocie (potwierdzają to także doświadczenia nauczycieli z programów #SuperKoderzy i Mistrzowie Kodowania). W zasadzie nie ma przedmiotu, gdzie aplikacje komputerowe i mobilne nie mogłyby pomóc lepiej zrozumieć zagadnienia. Nawet na WF-ie! Bo są takie programy, które pomogą lepiej zrozumieć (i potem wykonać) dwutakt w koszykówce. I tak dalej. Czemu nie mamy korzystać z tego bogactwa także w szkole, na wszystkich przedmiotach?

To czego od wielu lat nie potrafi zrobić MEN porządnie i szeroką skalę, to właśnie odpowiednie przygotowanie nauczycieli do korzystania z tych technologii, które „tak szybko się zmieniają”. Kiedyś było w Polsce kilka kolegiów nauczycielskich, które rokrocznie wypuszczały świetnie przygotowanych cyfrowo nauczycieli. Bezmyślnie zniszczono to, oddając zadanie uczelniom wyższym, które jednak nie potrafiły kontynuować tego zadania („bo technologie zbyt szybko się zmieniają”). Dziś trzeba uczyć nauczycieli zaraz po studiach na nowo dydaktyki z wykorzystaniem technologii. Ci starsi, którzy już przepracowali jakiś czas w szkole, sami powoli odkrywają, że dzięki cyfrowym narzędziom mogą w wielu przypadkach osiągnąć więcej korzyści edukacyjnych. Trzeba zmieniać podejście do nauczania. Od sześciu lat próbują to czynić m.in. SuperBelfrzy, pokazując poprzez warsztaty i szkolenia, jakie mamy możliwości, aby lepiej uczyć współczesne dzieci.

Na koniec jeszcze jedna refleksja. Ponieważ (w większości szkolnych przypadków) nie uczymy w szkole jak mądrze korzystać z dostępnych technologii – zubażamy tym samym i uczniów i społeczeństwo. Młodzi i także dorośli często korzystają ze swoich coraz nowocześniejszych urządzeń, ale nie wykorzystują ich mocy, aby się rozwijać. Nie narzekajmy zatem, że młodzi ludzie bezsensownie tracą czas w sieciach społecznościowych – powiedzmy wprost, że robią tak ponieważ nikt ich w szkole (i w domu też) nie nauczył, że można żyć i być inaczej, z większym pożytkiem dla siebie, społeczności i społeczeństwa.

 

(Notka o autorze: Marcin Polak jest twórcą i redaktorem naczelnym Edunews.pl, zajmuje się edukacją i komunikacją społeczną, realizując projekty społeczne i komercyjne o zasięgu ogólnopolskim i międzynarodowym. Jest również członkiem grupy Superbelfrzy RP).

 

Edunews.pl oferuje cotygodniowy, bezpłatny (zawsze) serwis wiadomości ze świata edukacji. Zapisz się:
captcha 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie