W szkolnych murach spędzamy bardzo dużo czasu, co najmniej kilkanaście lat. Podobno uzbiera się tego około 14 tys. godzin. Kawał życia. A po opuszczeniu murów szkolnych, z dyplomem, uczymy się dalej, na studiach, kursach, szkoleniach, indywidualnie, stacjonarnie i coraz bardziej online. Jednym słowem kształcenie (się) ustawiczne. A potem nawet w uniwersytetach trzeciego wieku. Uczymy się tak dużo a i tak odczuwamy braki, luki w swojej wiedzy, umiejętnościach i kompetencjach. Społecznie dostrzegamy powszechny wtórny analfabetyzm. Coś z tym kształceniem jest nie tak?

Zacznę od anegdoty z września tego roku. Pewna młoda osoba zdała egzamin do liceum plastycznego. Wcześniej uczyła się w domu w edukacji domowej. Pierwsze dni w liceum spowodowały, że dziewczyna odmówiła chodzenia do szkoły, mimo, że bardzo chciała rozwijać się artystycznie. Za dużo sprawdzianów, za dużo krzyku, za dużo wymagań i straszenia. Mama dziewczyny poszła na rozmowę z dyrektorem i zaproponowała, że córka będzie uczyć się samodzielnie w domu, uczęszczać będzie tylko na zajęcia artystyczne i pod koniec semestru zda egzaminy. Dyrektor odpowiedział: „Nie mogę się na to zgodzić, każdy uczeń tak by chciał”. Czyli my nauczyciele jesteśmy świadomi tego co motywuje do nauki, ale nie chcemy/nie możemy się na to zgodzić!

Pracując w szkole poszukujemy na ogół rozwiązań, które pozwoliłyby nam zwiększyć skuteczność naszej pracy. Myśląc o skutecznym nauczaniu, często zastanawiamy się nad optymalnymi sposobami organizacji procesu uczenia się uczniów. I choć sformułowanie „nauczanie” to w gruncie rzeczy edukacyjna zaprzeszłość, w języku potocznym służy jednak do powszechnego uwiarygodnienia podstaw funkcjonowania nie tylko całych systemów oświaty, ale wręcz podstawowych powodów, dla którego posyłamy dzieci do szkoły. Bywa też źródłem wiary uczących w spełnianie przez nich ich dziejowej misji oraz pretekstem do organizacji szkoleń na temat efektywnego wymuszania (?) na uczniach poznawania i zapamiętywania określonych treści czy ćwiczenia i utrwalania uznanych za właściwe dla poszczególnych przedmiotów umiejętności. By tak się jednak stało, uczeń musi poddać się skutecznemu nauczaniu, a nauczyciel powinien pozyskać i umiejętnie dysponować wybranymi strategiami, narzędziami oraz technikami pracy, które pozwolą zdominować podopiecznych i wymusić (?) na nich najpierw określone zaangażowanie a następnie ściśle określone efekty.

Nie ma wątpliwości, że cały sektor edukacji będzie wspominał czas lock-downu jako moment szczególny, który obnażył słabości tradycyjnego podejścia do tak ważnego etapu życia każdego młodego człowieka. Zwłaszcza, że żyjemy w świecie nacechowanym coraz większą zmiennością i tempem rozwoju wielu jego elementów, w tym edukacji. Jednak zarówno uczennice i uczniowie, rodzice, jak i cała kadra nauczycielska pokazali nie tylko heroiczną wręcz odwagę, ale i energię oraz umiejętność dostosowania się do nowych warunków, przechodząc w rytm nauki zdalnej, która pozwoliła dokończyć semestr, a następnie rok szkolny. Dzisiaj istotne jest, aby nie zaprzepaścić tej ciężkiej pracy oraz wyciągnąć wnioski z lekcji, którą przyniosła pandemia. Dlatego musimy podjąć dyskusję na temat wykorzystania doświadczeń z okresu nauki zdalnej, tak aby zapewnić uczniom jak najlepsze warunki do rozwoju i funkcjonowania w świecie nieustannych zmian.

Przyznaję, że z Mikołajem Marcelą mam kłopot i nie wiem, czy jest to kwestia mojej percepcji jego przekonań, czy też przekazu medialnego, którego jest bohaterem. Z jednej strony wyraża on w stosunku do dominującego modelu oświaty zastrzeżenia te same lub podobne do moich, z drugiej, rozmijamy się niemal zupełnie w kwestii wniosków z nich płynących. To znaczy właśnie jego wniosków nie jestem pewien, bo jeśli opierać się na jego wypowiedziach prasowych, to zdają się one sprowadzać do jednego słowa: zaorać.

Pandemia nie sprzyjała aktywności fizycznej. Prawie 10 proc. dzieci i młodzieży w wieku od 10 do 18 lat nie ćwiczyło ani jednego dnia w tygodniu. Co najmniej cztery razy w tygodniu miało z nią do czynienia 41 proc. badanych, o blisko 10 proc. mniej niż wcześniej - wynika z ustaleń pracowni IBRiS.

Pandemia zaskoczyła wszystkich bez wyjątku. W wielu szkołach przez pewien czas działaliśmy nieco po omacku. Gdyby taka epidemia zdarzyła się 30 lat wcześniej – niewiele moglibyśmy poradzić. Teraz, dzięki łatwo dostępnym technologiom edukacyjnym, które były już obecne w większości szkół (lub stosunkowo szybko mogły się w nich pojawić) udało się jednak przezwyciężyć większe trudności i ograniczenia. Powinniśmy zatem wyciągać wnioski z tego doświadczenia, modernizować nauczanie i tworzyć szkołę bardziej odporną na kryzysy, które mogą pojawić się w przyszłości. Z Dariuszem Andrzejewskim, dyrektorem Samorządowej Szkoły Podstawowej nr 6 we Wrześni rozmawiamy o szkole po pandemii, stojącej wobec nowych wyzwań przyszłości oraz o miejscu technologii edukacyjnych w nauczaniu.

Więcej artykułów…

Jesteśmy na facebooku

fb
Edunews.pl oferuje cotygodniowy, bezpłatny (zawsze) serwis wiadomości ze świata edukacji. Zapisz się:
captcha 
I agree with the Regulamin

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie