Nauczyciel w Polsce - raczej mity niż fakty

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Spis treści

system oświatyKrytyka nauczycieli stała się od pewnego czasu nośnym tematem wielu mediów Im bardziej nauczyciele walczą o godne reguły wykonywania zawodu, tym wiecej krytyki ich pracy w mediach. Nie da sie ukryć, w szkołach nie jest dobrze, poziom kształcenia młodych Polaków nie jest zadowalający. Jednak krytycy nauczycieli ze swoimi argumentami trafiają jak kulą w płot.

W numerze 2 z 2008 r. czasopisma „Awangarda w Edukacji ” ukazał się artykuł Janiny Zawadowskiej „Nauczyciel w Polsce – fakty i mity”. Autorka prawdopodobnie chciała rozprawić się z oświatowymi mitami, ale sama wydaje się im ulegać. Już na wstępie pisze bowiem: „Przyzwyczailiśmy się myśleć, że Polska szkoła jest najlepsza na świecie; dzieci uczą się znakomicie, a nauczyciele ciężko pracują”. Przyznam się, że mając już prawie ćwierć wieku doświadczeń z oświatą (początkowo jako nauczyciel, a potem jako uniwersytecki dydaktyk) nieczęsto spotykałem się z takim myśleniem, a w ostatnich latach taka opinia jest już w zaniku – z wyjątkiem tej części o ciężkiej pracy nauczycieli (w to nikt rozsądny nie wątpi). Tak więc autorka przystępuje do rozprawy z tezą, w którą mało kto wierzy. Przy okazji czyni to posługując się mitami, chociaż innymi niż te, które zamierzała zwalczać. Wyliczę je i skomentuję z pozycji człowieka, który zna oświatę z praktyki i teorii.

1. Autorka przywołała wyniki badań pokazujących, że praktycznie nikt spośród studentów nie chciałyby pracować jako nauczyciel. Z moich doświadczeń wynika, że jest to niestety prawdziwa i bardzo szkodliwa dla społeczeństwa tendencja. Następnie postawiła dosyć naiwne pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy. Czyżby nie znała nauczycielskich płac (tych faktycznych, a nie statystycznych)? Młodzi ludzie nie po to studiują, by potem pracować za marne grosze. Nie po to zdobywają wykształcenie wyższe, by potem zarabiać w ciągu miesiąca równowartość kilku dniówek murarza po zawodówce (pracującego w Polsce).

2. Pani Zawadowska podjęła trud obliczenia ile pracuje nauczyciel – wyszło jej, że dużo mniej niż inni ludzie posiadający wyższe wykształcenie (już widzę te uśmiechy władzy prowadzącej w tym momencie negocjacje płacowe z nauczycielami). Przy okazji usiłuje sugerować, że pensum dydaktyczne 18 godzin jest najniższym w Europie. Zacznę od tego ostatniego stwierdzenia, które mnie niezmiernie zdziwiło. Znam bowiem kilkoro nauczycieli liceów francuskich i oni mają pensum 15 godzin, a przy tym nie muszą wykonywać wielu biurokratycznych prac, którymi jest obciążony nauczyciel polski. Obliczając efektywny czas pracy bierze autorka pod uwagę tylko minuty przepracowane w trakcie lekcji. Ok, a jaki czas efektywnej pracy uzyskamy badając inne zawody wymagające pracy umysłowej. Czyżby urzędnik pracował 8 godzin bez chwili wytchnienia, a może adwokat rozmawia z klientem, lub broni go w sądzie przez 480 minut w ciągu ośmiogodzinnego dnia pracy? Ciekawe co powiedzieliby lekarze, sędziowie i prokuratorzy, gdyby im zaproponowano płacenie wyłącznie za czas efektywnego wykonywania obowiązków, a w razie jakiejkolwiek przerwy zatrzymywano by stoper (i potrącano z poborów). Dalej autorka rozprawia się z mitem o tym, iż jakoby nauczyciele przygotowują się do lekcji i sprawdzają zeszyty. Według niej (i badań, na które się powołuje) nie robią tego, a więc tych czynności nie można zaliczać do ich czasu pracy.
Szanowna Pani, to jakim cudem uczniowie naprawdę wielu szkół zdali egzamin zewnętrzny z bardzo dobrym wynikiem? Skąd wobec tego biorą się całkiem spore grupy młodych Polaków, o których na świecie mówi się, że są dobrze wykształceni? Jakim cudem wielu Polaków dostaje się do zachodnioeuropejskich i amerykańskich szkół wyższych? Kto pracuje w licznych firmach, które nie zatrudniają przecież nieuków? Może ci młodzi ludzie nauczyli się sami, wbrew leniwym nauczycielom? Prawda jest taka, że w tym zawodzie, podobnie jak w każdym innym są osoby poważnie traktujące swoje obowiązki, a także takie, które unikają pracy. Ci pierwsi na pewno przygotowują się do lekcji i sprawdzają prace domowe uczniów, a ich czas pracy przekracza 40 godzin tygodniowo. W przeciwieństwie do Pani koleżanki z Ameryki polski nauczyciel nie ma jednej planowej godziny w ciągu dnia na sprawdzanie zeszytów, całą pracę musi zabrać do domu. Ale czy to oznacza, że nic nie robi? Podobnie jak inna Pani znajoma, tym razem z Anglii, wielu polskich nauczycieli samodzielnie wykonuje różnorodne pomoce dydaktyczne, ale robi to w domu, bo w szkołach nie ma na to warunków. Czy przez to są oni gorsi od nauczycieli angielskich? Do realnego czasu pracy nauczycieli doliczmy także przygotowywanie i prowadzenie różnorodnych wycieczek, biwaków i obozów, wywiadówki i indywidualne spotkania z rodzicami, rady pedagogiczne, przygotowywanie uroczystości szkolnych, a często i środowiskowych, a także całą biurokrację papierkową. Czy te czynności zaliczymy do pracy, czy może do prywatnej rozrywki nauczycieli?

3. Szermując statystyką (najwyższym stopniem kłamstwa) udowodniła pani Zawadowska, że w polskiej szkole statystyczne klasy liczą poniżej 20 osób, a wiec nie można mówić o ich przeładowaniu (a tym samym o szczególnej uciążliwości pracy nauczycieli). Ciekawe, dlaczego przez 12 lat wysyłania studentów do szkół na lekcje próbne i na praktyki ciągłe nie trafiłem na taką klasę? Mam wyraźnie pecha. Ale z drugiej strony zastanówmy się, jeżeli w regionie, w którym pracuję, klasy gimnazjalne i licealne liczą najczęściej po 28-32 uczniów (władze lokalne zadbają o to, by klas było jak najmniej, a więc by liczyły maksymalnie dużo uczniów), to musi gdzieś w Polsce istnieć taki region, w którym klasy liczą tylko po kilkunastu młodzieńców (bo inaczej statystyka nie będzie się zgadzała). Może mi autorka podpowie gdzie. Kolejna informacja, która nie zgadza się z moim doświadczeniem, to stwierdzenie, że na Zachodzie klasy powyżej 30 uczniów są normą. Ja znam wyłącznie szkoły francuskie, w których liczba uczniów dochodzi do 24 i nie są to ekskluzywne szkoły prywatne, lecz zwykłe licea państwowe. Tak więc statystycznie to może ma Pani rację, ale nijak się ma ta statystyka do realiów życia.

4. Teraz będzie najciekawszy punkt programu – nauczycielskie płace. Autorka zdaje się studiowała w tych samych czasach co i ja, czyli w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, ponieważ znamy tą samą teorię ekonomiczną (ekonomię polityczną), wywodzącą się z ideologii marksistowskiej. Cytuję „Nasze (nauczycieli) płace pochodzą z pracy robotników, rzemieślników, rolników, wszystkich wytwórców, którzy płacą podatki na pensje lekarzy, nauczycieli, twórców kultury”. Szanowna Pani, to jest marksistowska, skompromitowana wizja ekonomii, czas już o niej zapomnieć. Nie ma już „przodującej i rządzącej klasy”, która utrzymuje całe zastępy podejrzanych inteligentów. Każdy pracujący inteligent też płaci podatki, a jego wynagrodzenie nie pochodzi z pracy uciskanego chłopa i robotnika, tylko jest efektem wartości dodanej, którą każdy z nich wnosi do gospodarki swoją pracą. Proszę się zastanowić, czy wyprodukowanie młotka to wyłączna zasługa robotnika? Co on by zdziałał bez wykształcenia otrzymanego od nauczyciela, bez organizacji jego pracy zapewnionej przez menagera, bez działań marketingowych, bez leczenia, bez zapewnienia mu bezpieczeństwa? Nie sadziłem, że w czasopiśmie promującym awangardę w edukacji trafię na dogmatyczny marksizm.

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie