Pracując w szkole poszukujemy na ogół rozwiązań, które pozwoliłyby nam zwiększyć skuteczność naszej pracy. Myśląc o skutecznym nauczaniu, często zastanawiamy się nad optymalnymi sposobami organizacji procesu uczenia się uczniów. I choć sformułowanie „nauczanie” to w gruncie rzeczy edukacyjna zaprzeszłość, w języku potocznym służy jednak do powszechnego uwiarygodnienia podstaw funkcjonowania nie tylko całych systemów oświaty, ale wręcz podstawowych powodów, dla którego posyłamy dzieci do szkoły. Bywa też źródłem wiary uczących w spełnianie przez nich ich dziejowej misji oraz pretekstem do organizacji szkoleń na temat efektywnego wymuszania (?) na uczniach poznawania i zapamiętywania określonych treści czy ćwiczenia i utrwalania uznanych za właściwe dla poszczególnych przedmiotów umiejętności. By tak się jednak stało, uczeń musi poddać się skutecznemu nauczaniu, a nauczyciel powinien pozyskać i umiejętnie dysponować wybranymi strategiami, narzędziami oraz technikami pracy, które pozwolą zdominować podopiecznych i wymusić (?) na nich najpierw określone zaangażowanie a następnie ściśle określone efekty.

Wykorzystywanie rysunków w nauczaniu przynosi wiele korzyści. Po pierwsze daje nauczycielom informacje – jak uczniowie się uczą, po drugie pozwala uczniom uczyć się głębiej i lepiej zapamiętywać poznane treści.

Spotkanie w ostatnią sobotę i niedzielę tylu fantastycznych nauczycieli w Warszawie z różnych stron Polski (INSPIR@CJE 2021) skłania mnie do pewnej refleksji. Zgadzam się z wieloma głosami pojawiającymi się już w Edunews.pl, że edukacja dla rządzących (i niestety dla urzędników oświatowych chyba też) jest taką męczącą powinnością, żeby nie rzec, że kulą u nogi. Partie polityczne w zasadzie zgodnie spychają ten obszar na peryferie swego zainteresowania, żeby nie powiedzieć na manowce…

Stali czytelnicy mojego bloga orientują się zapewne, że jeśli chodzi o perspektywy polskiej edukacji jestem pesymistą. To moje czarnowidztwo wręcz pogłębia się z czasem. I tak w wywiadzie, który ostatnio pani redaktor Beata Igielska przeprowadziła ze mną dla tygodnika „Przegląd” (ukazał się 4 października), pomimo nalegań dziennikarki nie wskazałem choćby jednego źródła nadziei na przyszłość. Ku jej ogromnemu żalowi, nie i już!

Ten nieco prowokacyjny i dwuznaczny tytuł powstał w dialogu, w czasie przygotowywania długiego wywiadu i webinarium dla Planu Daltońskiego. Tematem była edukacja a z racji mojej specjalności naukowej (biolog, ekolog, entomolog) pojawił się także akcent entomologiczny, czyli w potocznym rozumieniu "robalowy".

Pandemia, której doświadczamy od ponad roku, odcisnęła swe piętno chyba na wszystkich dziedzinach życia. Oświata publiczna, a wraz z nią setki tysięcy jej bezpośrednich użytkowników, przeżyła spory szok kulturowy i technologiczny. Zarówno uczniowie, jak i nauczyciele musieli dokonać korekty swoich przyzwyczajeń i sposobów działania. Jedni poradzili sobie z tym lepiej, inni gorzej, ale ogólny przekaz, narracja, której adresatem jest niemal całe społeczeństwo, sugeruje, że mamy do czynienia z klęską na miarę pokoleniowego kataklizmu, a młodym ludziom wmówiono, że z chwilą czasowego zamknięcia świetlicy powszechnej, doznali życiowej traumy na miarę okupacji, powstań i kartek na cukier.

Od kilku lat prowadzę drużynę. Jest to moja pasja, wielbię harcerstwo nieodmiennie i bardzo się cieszę, gdy mogę nim kogoś zarazić. Jednak w wielu przypadkach – szczególnie w kontaktach z dorosłymi – spotykam się z pytaniami: po co Ci to? Nie możesz mieć jakiegoś “bardziej dorosłego” hobby? I czy ja wiem, że harcerstwo jest dla młodych ludzi?

Więcej artykułów…

Edunews.pl oferuje cotygodniowy, bezpłatny (zawsze) serwis wiadomości ze świata edukacji. Zapisz się:
captcha 
I agree with the Regulamin

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie