Trzeba uznać, że czas spędzony na odwiedzaniu ślepych uliczek nie tylko nie jest stracony, ale przeciwnie: okazuje się niezbędnym szkolnym przeżyciem, które powinni mieć wszyscy. Najlepsi uczniowie muszą mieć szansę na popełnienie błędów, a słabsi muszą odkryć wartość błędów, które popełniają.

„Nic się nie stało. Uczymy się na przecież na błędach” – w rozmaitych polskich klasach powtarzają dobrotliwie nauczycielki i nauczyciele. „Każdemu się zdarza” – twierdzi wyrozumiały pedagog; „Najważniejsze, że poprawiłeś” – podkreśla efekt dobra nauczycielka; „Zróbmy to jeszcze raz razem” – proponuje troskliwy profesor. Aż dziw, że dzieci jakoś nie lubią popełniać błędów! Co ciekawsze, nas samych, nauczycieli i nauczycielki, też jakoś nie cieszy, kiedy otrzymujemy szansę, żeby uczyć się na własnych błędach! Miało zachwycać, ale nie zachwyca?

Reforma? Reforma…? Reforma! Nasza kultura, kultura śródziemnomorska, nasza cywilizacja szczyci się wolnością i demokracją – szczyci się prawem do wyboru. Niektórzy mówią o przekleństwie wyboru, o ucieczce od wolności. Trudna to jednak sztuka z pilotem, iPhonem i tabletem w rękach.

Niezwykle kontrowersyjna Reforma Edukacji 2017 (nazwijmy ją tak na potrzeby tego artykułu) stała się faktem. Choć zdecydowana większość ekspertów ds. edukacji, nauczycieli oraz rodziców tych dzieci, których reforma obejmie, była i nadal jest przeciwna jej wprowadzeniu, nie pozostaje nic innego jak rozpocząć przygotowania do jej wdrożenia w taki sposób, by maksymalnie zminimalizować szkody, jakie bez wątpienia wyrządzi w polskiej szkole, zarówno w znaczeniu ogólnym, jak i w poszczególnych placówkach rozsianych po całym kraju. Dlaczego szkody są rzeczą oczywistą i nieuniknioną? Przyjrzyjmy się po kolei najważniejszym aspektom leżącym u podstaw wprowadzanej reformy.

Czy dzisiejsze pokolenie uczniów wie, czego chce? Czy to, że wybierają i mogą wybierać, jest w pełni świadome? Czy to co wybierają, jest podporządkowane osobistym wartościm, celom i potrzebom? Czy uczniowie w świecie wielokrotnego wyboru, nauczyli się decydować o sobie? I jeszcze jedno, czy dokładnie wiedzą, na czym im zależy? Jak można wspierać ich w indywidualnych wyborach i w przejmowaniu odpowiedzialności za własne uczenie się i przyszłe życie?

Początek roku staje się tradycyjnie okazją do podsumowania i bilansu tego wszystkiego, co stało się w naszym zawodowym i prywatnym życiu w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. To ważny moment, który może przynieść cenną informację, czy to, gdzie teraz jesteśmy, co robimy, z kim i dla kogo pracujemy jest właśnie tym, czego pragniemy, z czego jesteśmy dumni i co sprawia nam satysfakcję.

Tytuł dzisiejszego wpisu nie jest bynajmniej pomyłką, choć znana sentencja głosi, że to historia jest nauczycielką życia („Historia magistra vitae est”). Takie też panuje powszechne przekonanie – że doświadczenia minionych pokoleń mogą służyć za wskazówkę co do możliwych następstw pewnych zjawisk, ludzkich działań czy wydarzeń, mających już swój precedens w przeszłości. Mogą służyć, co nie znaczy, że służą. Powtórki historycznych błędów i wypaczeń zdarzają się często, zazwyczaj w połączeniu z głęboką wiarą nowego pokolenia, że tym razem wszystko wyjdzie lepiej. Niestety, w praktyce na ogół okazuje się, że powielane błędy ponownie prowadzą do marnych skutków. Wygląda więc na to, że historia, jeśli nawet jest nauczycielką mądrą, to nieskuteczną. A może to tylko kwestia ludzkiej natury, że jesteśmy mało pojętnymi uczniami?!

Więcej artykułów…

Edunews.pl oferuje cotygodniowy, bezpłatny (zawsze) serwis wiadomości ze świata edukacji. Zapisz się:
captcha 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie